Witajcie, wiem, że czekacie z
niecierpliwością na kolejny rozdział, ale jego publikacja nieco się opóźni z
uwagi na to, że w piątek urodziłam córeczkę i mogę mieć jeszcze mniej czasu na
wszystko niż do tej pory, ale nie martwcie się nie zapomniałam o Was i nie
zapomnę i na pewno będą pojawiać się kolejne rozdziały.
15 lipca 2014
6 czerwca 2014
27. Oczyszczenie z zarzutów.
Podczas nieobecności brata Serenity
posprzątała dom, zrobiła zakupy, potrenowała trochę i poszwendała się po wiosce
nocą, jak to niegdyś robiła.
Przestała się przejmować wrogimi
spojrzeniami, czy to mieszkańców, czy innych shinobi, bo wiedziała, że i tak
wkrótce znów opuści Konohę, tym razem jednak na zawsze i już więcej tu nie
wróci.
Rozmyślała nad możliwością oczyszczenia
się z zarzutów, lecz włamanie do archiwów nie wchodziło w grę, tym bardziej, że
czuła, iż jest bardzo dokładnie obserwowana. Nie chciała też prosić nikogo o
pomoc, bo wiedziała, że jej nie uzyska.
Kakashi doszedł do siebie w niespełna
dzień. Kiedy wrócił do domu, przywitał go zapach jego ulubionej potrawy -
pieczonych Saury. Z uśmiechem na ustach, niewidocznym z powodu maski, wszedł do
kuchni.
— Cóż to za okazja? — spytał, siadając
przy stole.
— Chciałam sprawić ci przyjemność —
odparła kunoichi, podając posiłek. — Smacznego — dodała i delikatnie się
uśmiechnęła.
— Nie pamiętam już, kiedy ostatni raz
choć odrobinę się uśmiechałaś — westchnął mężczyzna. Serenity usiadła naprzeciw
niego.
— Cieszę się, że tak szybko
wyzdrowiałeś — zmieniła temat.
— Tak naprawdę to wypisali mnie dziś
rano — odparł białowłosy.
— Wygląda na to, że jeszcze dziś będę
musiała opuścić wioskę — powiedziała, a na jej twarzy na powrót zagościła
powaga.
— Zostań chociaż do momentu oficjalnego
powitania Piątego Hokage — poprosił Kakashi. Serenity przez dłuższą chwilę
wpatrywała się w niego nieodgadnionym wzrokiem. W końcu powoli skinęła głową,
na znak, że się zgadza. Skończyła jeść i udała się do swego pokoju. Usiadła na
parapecie okna i zapatrzyła się w niebo, po którym leniwie płynęły niewielkie
obłoki. Z zamyślenia wyrwał ją dźwięk zamykanych wejściowych drzwi. Spojrzała w
dół i obserwowała powoli oddalającego się od domu brata.
*
Hatake wszedł do baru, w którym miał
spotkać się z Tsunade.
Od samego rana próbował z nią
porozmawiać na temat swojej młodszej siostry. Niestety, Sanninka była bardzo
zajęta, ale umówiła się z nim na popołudnie, co bardzo go ucieszyło.
Mężczyzna rozejrzał się po niewielkim,
skromnie urządzonym lokalu, a kiedy natrafił wzrokiem na znajomą postać, udał
się w jej kierunku i zatrzymał przy stoliku, znajdującym się tuż przy oknie.
— Usiądź — powiedziała kobieta,
przekładając kartkę jednej z książek, które piętrzyły się na blacie.
— Dziękuję, że znalazła pani dla mnie
odrobinę czasu — odparł, wykonując polecenie. Mimowolnie zerknął na to, co
czyta Piąta. — To podręcznik? Pani się uczy? — spytał, nie ukrywając
zaskoczenia. — Proszę wybaczyć moją ciekawość — szybko dodał. Nie chciał jej
niepotrzebnie denerwować.
— Lee wymaga skomplikowanej operacji —
odparła niezrażona. — I możesz mi mówić po imieniu. Jesteś jednym z najlepszych
Joninów, więc nie musisz być aż tak oficjalny w stosunku do mnie — spojrzała na
niego.
— To zaszczyt, jednak jest pani Hokage
i należy się pani szacunek — zaoponował.
— Mimo to nalegam, byś nie mówił do
mnie „pani” — naciskała.
— Skoro pani, znaczy, skoro nalegasz —
westchnął zrezygnowany. — Ale nie po to mieliśmy się spotkać.
Tsunade odsunęła od siebie książkę
medyczną i sięgnęła po spis shinobi z Konohy. Przewertowała kartki i zatrzymała
się na stronie, na której znajdowały się podstawowe informacje dotyczące
Serenity.
— To bardzo utalentowana dziewczyna —
stwierdziła Ślimacza Księżniczka. — Opowiedz mi coś więcej o siostrze. Co
prawda, Jiraiya trochę mi o niej wspominał, ale wolałabym się wszystkiego
dowiedzieć od ciebie, z uwagi na to, iż to ty się nią opiekujesz i znasz ją
najlepiej.
Kakashi zamyślił się na chwilę. Wolał
od razu przejść do sprawy wygnania i ewentualnej możliwości oczyszczenia z
zarzutów, jakie ciążyły na czarnowłosej, ale przystał na prośbę Piątej Hokage.
Oparł się wygodnie na krześle, zamknął
oko i zaczął mówić o tym, jak Serenity trafiła do Konohy, dlaczego podjął się
opieki nad nią, jak przebiegał jej rozwój. Opowiadał o jej umiejętnościach,
nauce samokontroli, osiągnięciach. Wspominał dosłownie wszystko, co miało z nią
związek. Nie zatajał przed Sanninką żadnej informacji, łącznie z tym, iż
Serenity jest drugim Jinchuriki w Wiosce Liścia.
Hatake zamilkł na chwilę i wyjrzał
przez okno na zewnątrz. Słońce chyliło się ku zachodowi, więc opowieść zajęła
mu niemal całe popołudnie.
— No proszę, to stąd wiedziała, że
zgodziłam się zostać Hokage — powiedziała Tsunade, wyrywając mężczyznę z
zamyślenia.
— Nie rozumiem — spojrzał na nią,
marszcząc czoło.
— Kiedy prosiła mnie, bym zapewniła jej
tymczasową ochronę podczas pobytu tutaj, powiedziała, że z mojego i Jiraiyi
zachowania wywnioskowała, iż zgodziłam się zostać Hokage. Myślałam, że to on
jej powiedział, ale się myliłam. Mówisz, że ma wizje, tak? I że po nich jest
zawsze wyczerpana — przerwała na moment, po czym klasnęła w dłonie, co
spowodowało, że białowłosy aż podskoczył. — Teraz wszystko jasne. Kiedy
spotkałam ją po raz pierwszy, wyglądała, jakby była chora, czy coś. Dyszała i
ledwo trzymała się na nogach. To wtedy musiała mieć wizję na temat mojej zgody
na przyjęcie posady Hokage. Przy naszym drugim spotkaniu mówiła, że czekała na
dogodny moment. Czyli cały tydzień czekała, aż jej wizja się spełni — Tsunade
upiła łyk sake i kontynuowała. — Powiedz mi teraz, jak to się stało, że została
wygnana.
— Nie wiem, czy czytałaś raport, ale
nie wszyscy członkowie Rady byli obecni na posiedzeniu, na którym podjęto
decyzję o banicji Serenity — zaczął trochę niepewnie, ale skinięcie głowy
Sanniki zachęciło go do kontynuacji. — W związku z tym, głosowanie nie było
równe, a sama Serenity nie miała szans na obronę. Być może właśnie dlatego, bez
zbędnych słów, przystała na decyzję Rady, która, swoją drogą, była niesłusznie
podjęta — zamilkł, niepewny reakcji na jego słowa. Tsunade jednak spokojnie
wpatrywała się w niego swoimi brązowymi oczami. Wziął, więc głęboki wdech i
mówił dalej. — Uważam też, że takie decyzje podejmuje się w obecności Hokage, a
gdyby Trzeci żył, nigdy by się na to nie zgodził.
— Dlaczego? — spytała blondwłosa
kobieta.
— Ponieważ to właśnie Serenity jako
pierwsza ostrzegła go przed możliwym atakiem Orochimaru, a potem próbowała
ratować Hokage, niestety bezskutecznie. Nie wierzę w to, by zdradziła wioskę i
przede wszystkim Trzeciego — zakończył swoją wypowiedź i spojrzał w oczy Piątej.
— Rada nie powinna była podejmować decyzji o jej wygnaniu bez obecności
pozostałych członków, a przede wszystkim bez obecności Hokage. Poza tym odnoszę
wrażenie, że Starszyzna miała inny powód, by usunąć moją siostrę z wioski, a
wszelkie oskarżenia wobec niej są tylko swego rodzaju przykrywką — dodał.
Tsunade milczała dość długo, analizując
słowa, które padły z ust wybitnego Jonina. Hatake czekał cierpliwie, aż się
odezwie, lecz wzrastała w nim obawa, iż zbyt pochopnie wypowiedział swoje
myśli. Nie było jednak odwrotu i zdawał sobie sprawę, że być może będzie musiał
ponieść konsekwencje swojej niesubordynacji. Nie żałował jednak niczego, bo
jego siostra nie zasługiwała na miano zdrajcy.
— Jutro zwołam posiedzenie Rady, by
rozpatrzyć twój wniosek o ponowne przesłuchanie świadków w sprawie Serenity —
powiedziała w końcu blondynka. — A teraz wybacz, muszę się skupić na operacji
Lee — dodała i zanurzyła się w lekturze podręcznika medycznego.
Kakashi skinął głową, po czym bez słowa
wstał i opuścił bar. Miał nadzieję, że jego siostra zostanie oczyszczona z
niesłusznych zarzutów.
Po powrocie do domu, swoje kroki
skierował wprost do sypialni siostry. Zapukał i nie czekając na pozwolenie
wszedł do środka, jednak dziewczyny nie było w pokoju. Jej plecak leżał na biurku,
więc nie odeszła znów bez pożegnania, a przynajmniej taką miał nadzieję.
Przeczesał dłonią włosy, myśląc, gdzie może ją znaleźć, ale nic nie
przychodziło mu do głowy.
Zamknął za sobą drzwi, po czym zaczął
jej szukać po całym domu, lecz i tym razem bezowocnie.
Ostatnim miejscem był dach, na który
właśnie wchodził. Jeśli
cię tu nie ma, to mnie szlag trafi – pomyślał, bo wcale nie uśmiechało mu
się przeczesywanie Konohy. To jak szukanie igły w stogu siana. Czarnowłosa
mogła być wszędzie i wciąż zmieniać swoje położenie, co z pewnością nie
ułatwiłoby mu poszukiwań. Musiał ją jak najszybciej znaleźć, bo chciał z nią
porozmawiać.
Kiedy zobaczył postać, siedzącą na
skraju zachodniej połaci, odetchnął z ulgą.
— Może razem obejrzymy zachód słońca? —
zagaił i usiadł obok siostry. Serenity zerknęła na mężczyznę zapatrzonego w dal
i skinęła głową. Trwali tak w milczeniu dość długo, oboje napawając się pięknem
naturalnego zjawiska, które za każdym razem było inne, choć powtarzało się
dzień w dzień. — Co skłoniło cię do powrotu, pomimo zakazu Starszyzny? — z ust
Kakashiego padło kolejne pytanie.
— Jesteś moim bratem, to normalne, że
się o ciebie martwiłam — odparła. — Poza tym, to było nie fair wobec ciebie, że
odeszłam bez pożegnania, za co już cię przeprosiłam.
— Nie fair było to, jak cię
potraktowała Starszyzna. Pomijając fakt, że nie wszyscy byli obecni podczas
rozprawy… — pokazał cudzysłów w powietrzu. — …to zarzuty, jakie ci postawili,
są niedorzeczne i mocno naciągane. Powiedz mi, dlaczego się nie broniłaś?
— A czy to ważne? — spytała, choć
doskonale wiedziała, jaka padnie odpowiedź. — Nie dali mi za bardzo dojść do
słowa, poza tym odniosłam wrażenie, że cokolwiek bym powiedziała i tak nie
braliby tego pod uwagę. Chcieli się mnie pozbyć za wszelką cenę, więc przystałam
na ich decyzję — dodała, zanim białowłosy zdołał się odezwać.
— Rozmawiałem z Tsunade — rzekł po
chwili.
— I co z tego — przerwała mu. — To nic
nie da, Kakashi. Nie chcą mnie tu, więc, jak już mówiłam, odejdę — wstała i
zeszła do domu.
— A jeśli zostaniesz oczyszczona z
zarzutów? — Hatake podążył za nią. — Tsunade ma zwołać jutro zebranie Rady w
związku z twoim wygnaniem. Mamy na nowo przeanalizować ostatnie posiedzenie.
Jestem ciekaw, czy nadal będą się upierać przy swoim — mówił, idąc za siostrą krok
w krok.
— Nie wybieram się na żadne zebranie —
odwróciła się tak gwałtownie, że niemal wpadł na nią. — Nie zamierzam znów
wysłuchiwać steku bzdur — warknęła.
— Spokojnie — podniósł dłonie w
obronnym geście. — Nikt nie mówi, że będziesz musiała w tym uczestniczyć.
Chciałem tylko, żebyś wiedziała, że będę cię bronił i zrobię wszystko, by
oczyszczono cię z niesłusznych oskarżeń.
— I co dalej? Myślisz, że tak łatwo
zniwelować łatkę, którą już raz ci przyszyto? Nie wierzę w to, by ludzie
przestali uważać mnie za zdrajcę, mimo iż nim nie jestem — odparła krzyżując
ręce na piersi.
— Warto spróbować. A Tsunade cieszy się
ogromnym szacunkiem, więc myślę, że jej posłuchają. Proszę cię tylko o jedno,
nie odchodź póki sprawa się nie wyjaśni, zrób to dla mnie — Kakashi chwycił
siostrę za ramiona.
Dziewczyna wpatrywała się w niego i o
dziwo nie strąciła jego rąk, jak niegdyś to czyniła.
— Tylko nie narób sobie problemów z
mojego powodu — westchnęła w końcu. Jonin uznał jej odpowiedź za zgodę na
pozostanie w Wiosce Liścia.
— O mnie się nie martw. Dam sobie radę
— zaśmiał się, po czym przytulił siostrę i ucałował ją w czoło. Zrobił to
jednak tak szybko, że nie zdążyła zaprotestować.
Następnego dnia, równo o dziesiątej,
mężczyzna stawił się w Sali Obrad. Wszyscy członkowie Rady byli obecni i cicho
rozmawiali między sobą.
Kakashi usiadł obok Asumy i Kurenai,
którzy spojrzeli na niego z niemym pytaniem w oczach, ale Jonin nie odezwał się
ani słowem. Po chwili do Sali weszła Tsunade.
— Wybaczcie mi tak nagłe zwołanie
narady, jednak uważam, że powód jest bardzo ważny — powiedziała i spojrzała
wpierw na Kakashiego, a potem na Koharu i Mitokado. — Przeglądałam raporty z
ostatnich dwóch miesięcy, łącznie z raportem dotyczącym wygnania jednego z
mieszkańców wioski. Jak zapewne się domyślacie chodzi o Serenity. Moje pytanie
brzmi: Dlaczego została podjęta taka decyzja? Z tego co się orientuję,
podopieczna Kakashiego Hatake była jednym z lepszych Chuninów w wiosce. Chcę
usłyszeć zarzuty, jakie jej postawiliście — zamilkła w oczekiwaniu na
odpowiedź.
— Posłuchaj Tsunade — zaczęła Koharu. —
Uważamy tę sprawę za zamkniętą. Nie ma sensu roztrząsać decyzji, które już
zostały podjęte.
— No oczywiście, że tak. Pozbądźmy się
wszystkich wybitnych shinobi z i tak już osłabionej wioski — odparła Ślimacza Księżniczka z sarkazmem.
— Tsunade, nie zapominaj do kogo
mówisz! — skarcił ją Mitokado. — Owszem ponieśliśmy ogromne straty, ale to nie
powód, by zatrzymywać zdrajców w Konoha.
— Pozwól, że sama ocenię, czy Serenity
ma opuścić Wioskę Liścia — warknęła blondynka, ignorując wcześniejszą uwagę i
sięgnęła po Akt oskarżenia. Prześledziła tekst i przeczytała na głos
interesujący ją fragment. — Utrudnianie przebiegu egzaminu na Chunina, próba
zabójstwa dwóch uczestników egzaminu na Chunina, grożenie śmiercią dowódcy
oddziału ANBU — przy trzecim zapisie powstrzymała się, by nie parsknąć
śmiechem, odchrząknęła i kontynuowała. — Spiskowanie z Geninami z Suny… —
urwała i odwróciła kartkę. — To ma być powód wygnania?! — wrzasnęła. —
Myślałam, że przeczytam o jakiejś masakrze, o szpiegostwie na rzecz Orochimaru,
czy coś w tym rodzaju, a to, co tu jest to jakiś stek bzdur! I ona według was
jest zdrajcą?!
— Zbyt długo tolerowaliśmy jej wybryki.
Serenity jest nieobliczalna i nie potrafi się w pełni kontrolować.
— Równie dobrze możecie wyrzucić z
wioski Naruto, on też, jako Jinchuriki, jest nieobliczalny — warknęła Sanninka.
— Z tego, co właśnie usłyszałam, wnioskuję, że powodem, dla którego Serenity
została wydalona z wioski jest właśnie fakt, iż jest drugim Jinchuriki w
Konoha, a nie, że jest zdrajcą. Z raportów wynika zupełnie co innego. Sam
Trzeci prosił ją o śledzenie grupy z Suny. Oto szczegółowe raporty — pomachała
plikiem kartek. — Groziła ci śmiercią? No proszę cię, a ponoć byłeś jej
mistrzem. — zwróciła się do Ibikiego. — Komu jeszcze groziła? — spytała.
— Mojemu bratankowi, ale wyjawił mi
później, że sprowokował ją. Poza tym, to raczej nie była próba zabójstwa z jej
strony, tylko pewnego rodzaju reprymenda — wyznał Hiashi Hyuga. — To nie
zmienia faktu, że był świadkiem, jak rozmawiała z Geninami z Suny.
— Serenity od samego początku
ostrzegała Hokage o możliwości ataku ze strony Orochimaru — wtrącił Kakashi. —
Wszyscy wiemy, że ma wizje, które niestety spełniają się za każdym razem. A to,
że rozmawiała z Geninami z Suny… Sami chcecie utrzymywać dobre relacje z innymi
krajami. Jako Chunin, miała obowiązek poznać uczestników egzaminu. To nie wina
Serenity, że Suna spiskowała z Orochimaru.
Tsunade przełożyła kilka dokumentów i
znów wyjęła ten, który był jej potrzebny.
— Według tego raportu wynika, że Wioska
Piasku otwarcie przyznała się, że zostali oszukani przez Orochimaru, który
zabił Czwartego Kazekage i podszył się pod niego podczas trzeciego etapu egzaminu.
Konoha przyjęła ich lenno, by wzmocnić siły zbrojne. Dlaczego więc nie możemy
mieć jeszcze jednego znakomitego shinobi? Jiraiya wspominał mi także o pewnej
organizacji, która poluje na takich, jak Serenity. Uważam, że bezpieczniejsza
będzie w wiosce, niż poza nią. Osobiście nie chcę mieć na sumieniu
utalentowanej kunoichi — zamilkła na moment, a ponieważ nikt się nie odezwał,
kontynuowała. — Przejdźmy więc do głosowania. Kto jest za tym, by Serenity
opuściła wioskę? — Tsunade rozejrzała się po członkach Rady, którzy zerkali
ukradkiem po sobie. O dziwo nikt nie podniósł ręki do góry. — Znakomicie, skoro
wszyscy jesteśmy jednomyślni, Serenity zostaje oczyszczona z zarzutów i
ponownie należy do wspólnoty Konohy. Chciałabym teraz przedyskutować z wami jeszcze
kilka kwestii — Tsunade ewidentnie była zadowolona z przebiegu zebrania.
Kakashi cicho odetchnął z ulgą,
ponieważ nie spodziewał się, że Starszyzna tak łatwo odpuści. Z drugiej strony
w głębi duszy czuł lekki niepokój w związku z brakiem reakcji Koharu i
Mitokado.
*
Czarnowłosa kunoichi stała przed
drzwiami gabinetu Hokage. Budynek administracyjny był opustoszały z uwagi na
to, iż wszyscy wojownicy, uczniowie, mieszkańcy i zaproszeni goście znajdowali
się na placu przed nim i świętowali obranie nowego wodza Wioski Liścia.
Dziewczyna po cichu weszła do ciemnego
pomieszczenia, które tak dobrze znała i położyła na biurku czerwoną różę.
Chciała w ten sposób pożegnać się z Tsunade i podziękować jej za gościnę oraz
ochronę.
Wraz z oficjalnym powitaniem Piątej
nadszedł czas, by Serenity odeszła z Konohy.
Nie miała pojęcia, jaki przebieg miało
zebranie, gdyż od ostatniej rozmowy z Kakashim nie zamieniła z nim ani jednego
słowa. Prawdę mówiąc, specjalnie go unikała, tak jak resztę ludzi z wioski.
Niezauważona opuściła siedzibę i
wskoczyła na najbliższy dach. Odwróciła się w stronę tarasu, na którym stała
dumna Sanninka. Za nią znajdowali się Koharu, Mitokado i Jiraiya.
Blondwłosa kobieta zdjęła z głowy
kapelusz z symbolem ognia.
— Od dziś będę broniła tej wioski!
Jestem Piątym Hokage! — zawołała, na co tłum zebrany na dole zaczął głośno
wiwatować.
Serenity delikatnie się uśmiechnęła,
ale na powrót spoważniała, spoglądając na zadowolonego brata. Tym razem będzie
musiała się z nim pożegnać i wcale nie była tym faktem zachwycona.
Już miała zeskoczyć w boczną uliczkę i
udać się do domu, by tam zaczekać na Kakashiego, gdy kolejne słowa,
wypowiedziane przez Tsunade przykuły jej uwagę.
— Każdy z nas popełnia błędy, nawet ci,
których nie podejrzewalibyśmy o to. Są przewinienia większe, bądź mniejsze.
Jedne zasługują na karę, inne na najzwyklejszą w świecie naganę. Zdarza się
również, iż niektóre decyzje podejmowane są zbyt szybko i osoby, mające na
swoim koncie niewielkie wykroczenia, zostają surowo ukarani. Tak było w
przypadku jednego z Chuninów, który niedawno został wygnany z Konohy. Po
wspólnym przeanalizowaniu oskarżeń, jakie zostały przedstawione Serenity
Hatake, ogłaszam, iż jest ona oczyszczona z zarzutów, a tym samym ma pełne
prawo powrotu do Konohy.
Kunoichi zrobiła wielkie oczy, bo nie
mogła uwierzyć w to, co właśnie usłyszała. Jednak wiedziała, że Sanninka ot tak
nie mogłaby uznać jej za niewinną. Posłała bratu pełne wdzięczności spojrzenie,
choć była świadoma, że tego nie widział.
Z uśmiechem na ustach zeskoczyła z
dachu i pobiegła do domu, by tam na niego zaczekać. Postanowiła też, że z Piątą
rozmówi się później, jak tylko oficjalne powitanie dobiegnie końca.
26 kwietnia 2014
26. Powrót do Konohy.
Rozdział ten dedykuję Radhice
Murai, mojej niesamowitej kumpeli, bez której nie powstałby ten rozdział.
Dziękuję Ci za
wszystko kochana, za betowanie, za wkład własny, za cierpliwość wobec mojej
osoby i za to, że wspierałaś mnie pod każdym względem.
Jesteś Wielka =]
P.S. Wybaczcie, że tak
długo musieliście czekać.
A teraz zapraszam na
rozdział.
___________________________________________________
Serenity siedziała na murze otaczającym
niegdyś największą atrakcję miasta Tanzaku. Choć spojrzenie miała utkwione na
ruinach zamku, myślami była daleko.
Od rozmowy z Jiraiyą minął tydzień, a
ona zamiast kontynuować swoją osobistą misję, nie ruszyła się z miasta nawet o
metr. W kółko rozmyślała o tym, co powiedział jej Żabi pustelnik. Przede
wszystkim martwiła się o Kakashiego. W końcu był dla niej, jak starszy brat.
Co wieczór obserwowała z oddali
bezskuteczne poczynania Sannina, w związku z nakłonieniem Tsunade do przyjęcia
posady Hokage. Choć czarnowłosa wiedziała, że kobieta w końcu się zgodzi,
zastanawiała się, co sprawia, że zwleka z decyzją. Analizując wizję doszła do
wniosku, że musi stać za tym Orochimaru, ale o co dokładnie chodziło, nie miała
pojęcia.
Postanowiła nie zaprzątać sobie tym
głowy. Ważne, że Tsunade zgodzi się zostać Hokage, a tym samym powróci do
wioski i uzdrowi Kakashiego.
Po raz pierwszy w życiu czuła się
podle. Nie powinna była odchodzić z wioski bez pożegnania z nim. W końcu to on
nauczył ją samokontroli, troszczył się o nią, pomagał rozwijać jej
umiejętności, zawsze się za nią wstawiał, kiedy coś nabroiła.
Wspominając tak wszystko, co miało z
nim związek doszła do wniosku, że nie tylko był dla niej jak brat, lecz przede
wszystkim był jej przyjacielem.
To „odkrycie” sprawiło, że postanowiła
wrócić do Konohy mimo zakazu Starszyzny, tylko po to, by zobaczyć się z
Kakashim. Swoją drogą, skoro Tsunade ma zostać Hokage, to może zapewnić jej
tymczasową ochronę podczas pobytu w Wiosce Liścia. Musiała tylko z nią
porozmawiać. Jednak dopóki nie wypełni się jej wizja, nic nie wskóra, a
wszelkie rozmowy spełzną na niczym. Pozostawało tylko jedno pytanie. Jak długo
będzie musiała czekać?
Słońce chyliło się ku zachodowi.
Serenity zdała sobie sprawę, że cały dzień nic nie jadła, więc zeskoczyła z
muru i czym prędzej udała się do centrum miasteczka. Za cel obrała bar, w
którym doświadczyła wizji. Przemierzając ulice Tanzaku, zastanawiała się jakich
użyć argumentów, by Tsunade zgodziła się na jej towarzystwo w drodze do Wioski
Liścia i na kilkudniowy pobyt.
Chwilę później była już w barze,
zamówiła sałatkę z tuńczyka, curry i dango, po czym zajęła wolny stolik. Nie
musiała długo czekać na realizację zamówienia, gdyż o tej porze lokal jeszcze
świecił pustkami. W momencie, gdy kelner przyniósł jej jedzenie, do baru weszła
dwójka roześmianych klientów. Serenity, słysząc znajome głosy, zerknęła w
stronę drzwi.
Jiraiya rozglądał się właśnie po sali,
a kiedy natrafił na spojrzenie czarnowłosej wyszczerzył zęby w głupkowatym
uśmiech, po czym ruszył chwiejnym krokiem w jej kierunku. Za nim podążyła
Tsunade z niezadowoloną miną.
Sannin usiadł ciężko naprzeciw
dziewczyny i machnął kilkakrotnie ręką na kelnera. Mężczyzna w kraciastym
fartuchu zbliżył się do stolika i z przyklejonym do twarzy uśmiechem spytał
uprzejmie "W czym mogę służyć?". Widać było, że niechętnie przyjmuje
zamówienie od już podpitego klienta.
— Sake i dużo wołowiny — oparł Jiraiya
wesołym głosem, odrobinę sepleniąc i przeciągając samogłoski. Tsunade usiadła
obok niego i pogoniła kelnera niecierpliwym gestem dłoni. Serenity, jak gdyby
nigdy nic, kontynuowała posiłek, mimo iż czuła na sobie pełne zainteresowania
spojrzenie kobiety. Żabi pustelnik rozparł się na siedzeniu i czekał, czkając
cicho co jakiś czas, aż czarnowłosa skończy jeść. — Myślałem, że już dawno
opuściłaś Tanzaku — odezwał się jednak.
Kunoichi nie spieszyła się z
odpowiedzią. Dopiero, kiedy popiła ostatni kęs herbatą spojrzała na
legendarnych.
— Miałam swoje powody — odparła
tajemniczo. Odstawiła pusty kubek i przywarła plecami do oparcia, sprawiając
tym samym wrażenie, jakby chciała zachować dystans. — Zostałam w mieście,
ponieważ muszę z tobą porozmawiać, Tsunade. Musiałam jednak uzbroić się w
cierpliwość i zaczekać na dogodny moment.
— Nie mów do mnie tak, jakbyśmy były
koleżankami. Pamiętaj z kim masz do czynienia — wtrąciła surowo kobieta. — A
teraz kontynuuj.
— Wybacz — rzekła Serenity. — Po waszym
zachowaniu, wnioskuję, że w końcu zgodziła się Pani zastąpić Trzeciego, więc
spokojnie mogę panią o coś prosić — zamilkła na chwilę, delektując się
zszokowanymi minami Sanninów.
— Skąd… skąd wiesz, że mam zamiar objąć
stanowisko Hokage? — spytała blondynka i spojrzała na Jiraiyę
podejrzliwie. Mężczyzna patrzył osłupiały na młodą kunoichi i wyglądał, tak
jakby nieco wytrzeźwiał.
— To o tym mówiłaś tydzień temu? Ale
jak… — wyjąkał niezdarnie.
— To teraz mało istotne — odparła
czarnowłosa. — Kiedy wyruszacie do Konohy?
— Jak tylko Naruto dojdzie do siebie —
powiedziała, wciąż zaintrygowana Tsunade. — A dziękuję —uśmiechnęła się do
kelnera, który kładł na stole zamówienie. Pozbierał puste naczynia i już
zamierzał odejść, gdy zawołała za nim by przyniósł więcej sake. Rozlała do
czarek alkohol, szybko opróżniła swoją i siegnęła ponownie po glinianą butelkę,
podczas gdy Jiraiya zajadał się plastrami dobrze wysmażonej wołowiny. — O co
chciałaś prosić? — odezwała się kobieta, ochłonąwszy nieco z pomocą trzeciej
czarki.
— Chciałabym wam towarzyszyć w drodze
do wioski i proszę o pozwolenie na tymczasowy pobyt w Konoha, dopóki Kakashi
nie dojdzie do siebie.
— Nie ma problemu w tym byś nam
towarzyszyła w podróży, jednak nie rozumiem, dlaczego mam ci pozwolić na
cokolwiek — Tsunade zmarszczyła brwi.
Kunoichi była wdzięczna Sanninowi, że
nie rozmawiał z Piątą na jej temat. Sama chciała powiedzieć Ślimaczej
Księżniczce o swoich problemach.
— Zostałam wygnana i mam zakaz powrotu
— wyznała. Nie zamierzała jednak bardziej się zwierzać. — Ty, jako Hokage, to
znaczy pani może zapewnić mi tymczasową ochronę, oczywiście tylko na czas
rekonwalescencji mojego brata — zastrzegła.
— To zmienia postać rzeczy —
stwierdziła Sanninka i wymieniła z Jiraiyą porozumiewawcze spojrzenie. — W
porządku. Masz prawo odwiedzić brata. Myślę, że jego reputacja będzie
wystarczającą ochroną.
— Dziękuję — odparła Serenity i zanim
Tsunade zdołała coś jeszcze powiedzieć, zniknęła im z pola widzenia.
Kiedy czarnowłosa znalazła się na
świeżym powietrzu, poczuła ulgę. Nie spodziewała się, że legendarna tak szybko
zgodzi się na jej powrót do wioski. Była przekonana, że będzie musiała użyć
jeszcze innych argumentów. Cholera – zaklęła
w duchu, bo właśnie do niej dotarło, że jej wygnanie mogło źle wpłynąć na
reputację Kakashiego. Zaczęła się obawiać, czy to, co powiedziała Tsunade
wystarczy, by mogła zostać przez kilka dni w Konoha. Z niemałym mętlikiem w
głowie skierowała się do hotelu, w którym wynajmowała pokój, by spakować swoje
rzeczy.
Serenity stanęła przed bramą Konohy i
zawahała się. Sannini, Shizune i Naruto zdążyli już przekroczyć próg wioski,
lecz ona nie ruszyła się z miejsca. Spojrzała na strażników, którzy patrzyli na
nią nieprzychylnie.
— Ale masz tupet, pojawiając się tutaj.
Nawet nie próbuj przejść przez bramę — jeden z nich stanął tuż przed nią
i wyciągnął kunai. Czarnowłosa zmrużyła tylko niebezpiecznie oczy. — Radzę ci
zawrócić, albo zostaniesz pojmana tu i teraz.
— Jakiś problem? — spytała Tsunade,
podchodząc bliżej.
— Nie, pani Tsunade. Znaczy tak… No bo
ona ma zakaz wstępu do wioski i… — mężczyzna zaczął się jąkać, pod wpływem
spojrzenia kobiety, która została wybrana na Hokage. — Ja wypełniam tylko moje
obowiązki — próbował się tłumaczyć.
— Przepuść Serenity — rozkazała. — Jest
pod moją ochroną i niech nikt nie waży się tego kwestionować.
— Tak jest — odparł, prostując się,
choć widać było, że nie popiera decyzji Piątej.
Kunoichi, wraz z blondwłosą kobietą,
przekroczyła bramę Konohy. Znów była w domu, o ile mogła tak jeszcze nazywać tę
wioskę.
Wieść o tym, że Tsunade wróciła do
wioski, rozniosła się, jak świeże bułeczki.
Serenity, idąc ulicą, która prowadziła
do siedziby Hokage, czuła na sobie jeszcze bardziej wrogie spojrzenia niż
kiedyś, które śledziły każdy jej krok. Nikt jednak nie ważył się cokolwiek
powiedzieć w obecności Sanninów.
Chwilę później zeszła z głównego traktu
i bocznymi uliczkami, co pomogło jej uniknąć spotkań z mieszkańcami, udała się
do szpitala. Domyślała się, że właśnie tam znajdzie Kakashiego. Tam też
zamierzała zaczekać na Piątą, która zapewne wkrótce przyjdzie go uzdrowić.
Parę minut później szukała sali, w
której mógł leżeć jej brat. Starała się być ostrożna, by nikt jej nie zauważył
i nie wszczął niepotrzebnie alarmu. Za każdym razem, gdy słyszała, że ktoś
nadchodzi, chowała się w najbliższych pomieszczeniach, o dziwo większość jej
kryjówek okazywała się być pusta.
Będąc w połowie korytarytarza na
pierwszym piętrze, zauważyła wychodzącą zza rogu Sakurę. Podopieczna Kakashiego
miała pochyloną głowę i patrzyła na kwiaty, które trzymała w dłoniach. Serenity
w ostatniej chwili złapała za najbliższą klamkę i szybko weszła do sali. Oparła
się plecami o zamknięte za sobą drzwi i kiedy uniosła głowę z ulgą stwierdziła,
że wreszcie znalazła brata.
Podeszła do niego, usiadła na stojącym
przy łóżku krześle i spojrzała na spokojną twarz mężczyzny. Nie wyglądał na
chorego, ale w pamięci miała słowa Jiraiyi, iż został potraktowany silną
techniką oczu, która wpływa na psychikę, nie na ciało.
Wiele słów cisnęło jej się na usta, ale
mimo to milczała. Rozsiadła się wygodnie i czekała na Tsunade.
Do głowy Serenity zaczęły napływać
różne myśli. Między innymi, co by było, gdyby wtedy pożegnała się z Kakashim.
Jak on zareagował na wieść, żę została wygnana. Czy próbował w jakiś sposób
dowiedzieć się, czemu Straszyzna podjęła taką decyzję i to w tak niedorzeczny
sposób. Wstała z krzesła i podeszła do okna.
Zastanawiała się, czy nie ma innego,
bardziej racjonalnego wytłumaczenia na to, co się stało. Może powinna spróbować
oczyścić się z zarzutów, jakie jej przedstawiono. Musiała tylko znaleźć dowód
na jej niewinność, bo przecież nie była zdrajczynią.
Gdy tak rozmyślała, na korytarzu
zrobiło się dość głośno. Rozpoznała głos Uzumakiego, który ponaglał kogoś
nieustannie. Domyśliła się, że Sanninka jest blisko.
Drzwi do sali otworzyły się i do środka
wkroczyła Piąta, a za nią Shizune i Naruto. Ten ostatni na widok czarnowłosej
zrobił wielkie oczy.
— A ona, co tu robi?! — zawołał,
wskazując na nią palcem.
Ależ on hałaśliwy. Dokładnie tak, jak
mówił Kakashi. I nie grzeszy inteligencją. Jeśli taki charakter miał Czwarty
Hokage, to dobrze, że żył krótko –
pomyślała, po czym zganiła się w duchu za to, że obraziła tego, który
trzynaście lat temu uratował wioskę przed Lisim demonem.
— Uspokój się Naruto — skarciła go
Tsunade, ale nic więcej nie dodała. Podeszła do łóżka Kakashiego po czym
przyłożyła do jego czoła dłoń, wokół której pojawiła się zielona czakra.
Serenity w spokoju obserwowała
poczynania najlepszej medycznej Ninja.
Po chwili Kakashi się ocknął i usiadł
na łóżku.
— Nie do wiary — rzekła blondwłosa
kobieta. — To hańba, zostać pokonanym przez dwóch przeciwników. Myślałam, że
jesteś geniuszem — dodała z wyrzutem. Hatake spojrzał na Ślimaczą Księżniczkę,
po czym spuścił zawstydzony wzrok.
— Wybacz, że cię rozczarowałem —
odparł cicho.
— Jupi! Mistrz Kakashi został uleczony!
— zawołał radośnie Naruto.
— Pani Tsunade! — do pokoju wpadł Gay
Might. — Proszę zbadać mojego ucznia Lee! — zawołał rozgorączkowany. Piąta
westchnęła, zerknęła na Serenity i wyszła z sali. Za nią podążył Uzumaki i Jonin.
— Myślałem, że już cię więcej nie
zobaczę, Serenity — powiedział po chwili Kakashi. Dziewczyna ponownie usiadła
na krześle. — Jak to się stało, że jeszcze cię nie aresztowali, mimo iż
wróciłaś do wioski? — spytał.
— Zasługa Piątej Hokage —
odparła. — Pozwoliła mi na tymczasowy pobyt w wiosce i zapewniła ochronę do
momentu, aż wyzdrowiejesz — wyjaśniła.
— Rozumiem — po tym stwierdzeniu
zapadła cisza. Białowłosy opadł na poduszkę i utkwił wzrok w suficie,
ewidentnie się nad czymś zastanawiał.
Czarnowłosa natomiast patrzyła przez
okno.
— Wybacz, że odeszłam bez pożegnania —
odezwała się w końcu.
— Poniekąd nie dziwię ci się, że
chciałaś jak najszybciej opuścić wioskę. Kiedy dowiedziałem się, co Starszyzna
zrobiła byłem wściekły. Nie powinni byli podejmować takiej decyzji bez
obecności Hokage — spojrzał na spokojną twarz siostry.
— Nie rozmawiajmy o tym teraz —
powiedziała. — Musisz wypocząć. W tej chwili to jest najważniejsze — dodała i
wyszła z sali.
Kakashi jeszcze przez dłuższą chwilę
wpatrywał się w drzwi, za którymi zniknęła Serenity.
1 listopada 2013
25. Wizja.
Miesiąc treningów, a Serenity nadal
uważała, iż nie jest wystarczająco przygotowana na zmierzenie się z licznymi
“przeszkodami”, jakich się spodziewała na drodze do wypełnienia swojej
osobistej misji, a mianowicie chodziło o zabicie Gaary.
Nienawidziła go i miała ku temu powody.
Przede wszystkim był zdrajcą, a zdrady NIGDY się nie wybacza.
Na dodatek wkurzało ją tempo
opływającego czasu. Im dłużej trenowała, tym większe opóźnienie miała w
osiągnięciu celu. Ale, jak to się mówi, co się odwlecze, to nie uciecze. Czy
jakoś tak to szło.
Oprócz doskonalenia swoich
umiejętności, szukała sposobu na opanowanie nowych technik. Niestety z tym
drugim było gorzej. Bez jakiejkolwiek pomocy nie była w stanie nauczyć się
niczego nowego, a zwłaszcza technik związanych z jej unikalnym talentem
wykorzystywania róż w walce.
Siedziała właśnie w jednym z barów w
Tanzaku Gai, mieście, do którego niedawno przybyła. Grzebała widelcem w
nietkniętym posiłku, rozmyślając o tym, co ma dalej robić. Nic jednak nie
przychodziło jej do głowy.
Odsunęła od siebie miskę z jedzeniem i
zamierzała wstać od stolika, kiedy naprzeciw niej usiadł nie kto inny, jak Arashi.
— Czego chcesz — warknęła.
— Cóż za miłe powitanie — rzekł
ironicznie. — Obserwowałem twoje treningi. Zauważyłem, że sobie nie radzisz,
czyżbyś potrzebowała pomocy?! — zadrwił.
— Zamknij się, gdyby nie fakt, że jest
tu pełno świadków, zabiłabym cię — syknęła gniewnie.
— A ja myślałem, że masz to gdzieś i
dziwię się, że jeszcze nie poderżnęłaś mi gardła, kuzynko. A może jesteś
niewystarczająco silna? — zakpił.
Widziała, jak bawi go drażnienie jej.
Chwyciła za widelec i z niesamowitą prędkością wbiła go w dłoń blondyna
przygważdżając ją do blatu stołu. Jego twarz wykrzywił grymas bólu, ale niemal
natychmiast się opanował.
— Nie prowokuj mnie, głupcze —
warknęła. Zamierzała jeszcze coś dodać, ale nagle zniknął jej z przed oczu, tak
samo, jak bar, w którym byli. Ucichł też gwar, otaczających ich rozmów.
Yoshinaga obserwował jej twarz
pozbawioną wyrazu i patrzył w czarne matowe oczy, nie bardzo wiedząc, co się
dzieje.
Serenity natomiast znalazła się na
otwartym terenie, a to, co zobaczyła, było dość niezwykłe.
Nad Naruto Uzumakiego klęczała blond
włosa kobieta, próbując go uzdrowić. Czarnowłosa rozpoznała w niej Tsunade.
Nieopodal leżał poobijany Jiraiya oraz ciemnowłosa kunoichi, która zapewne była
towarzyszką Ślimaczej Księżniczki. Kabuto Yakushi też nie wyglądał najlepiej.
Jedynie Orochimaru stał o własnych siłach i nie wyglądał na rannego. Wręcz przeciwnie,
ruszył do ataku z zamiarem zabicia podopiecznego Kakashiego, jednak na drodze
stanęła mu Tsunade i została przebita mieczem.
Serenity patrzyła, jak ewidentnie
zbliża się zwycięstwo wężowatego.
— Nie chciałem cię zabijać, ale nie
mogę pozostawić tego dzieciaka przy życiu, to mogłoby być kłopotliwe. Dlaczego
ty, jeden z legendarnych Sanninów bronisz tego dzieciaka, ryzykując własnym
życiem? — spytał zdziwiony.
— Chcesz wiedzieć dlaczego? — odparła
kobieta. — Ponieważ od dziś będę narażać życie dla tego dzieciaka. Od dziś będę
narażać życie dla Konohy! — krzyknęła, a Orochimaru jeszcze dwukrotnie ranił ją
bardzo ciężko.
— Giń słabeuszko! — warknął. — Mimo, że
potrafisz się poruszać, nadal się trzęsiesz na widok krwi — zadrwił. — Dlaczego
narażasz życie dla tego nic nie znaczącego chłopca? Dlaczego chcesz walczyć dla
wioski, którą dawno temu opuściłaś? — pytał i osłupiał, gdyż blondynka
przestała się trząść, a sekundę później wymierzyła mu solidnego kopniaka.
— Ponieważ jestem Piątym Hokage! — to
powiedziawszy aktywowała dziwny znak, który rozrósł się po jej twarzy z
kryształu na jej czole.
— Nie wiem, co zamierzasz, ale i tak
nie dasz rady ze mną wygrać w takim stanie — rzekł Orochimaru. Tsunade jednak
go nie słuchała, nie zareagowała również na protesty Shizune. Wykonała pieczęć,
a jej rany w błyskawiczny sposób zagoiły się.
— Nigdy nie zginę w walce dzięki tej
technice — powiedziała, po czym kciukiem zebrała trochę krwi z ust. Piąta,
Orohimaru z pomocą Kabuto i Jiraiya, który ewidentnie doszedł do siebie,
wykonali technikę przywołania.
Serenity w swojej wizji miała okazję
obserwować niesamowitą walkę trójki legendarnych Sanninów. Tsunade z pomocą
Katsuyu, Jiraiya z Gamabuntą, a Orochimaru i Kabuto z Mandą.
Imponujący pojedynek zmienił się w
porachunek między blondynką a wężowatym, lecz właśnie w tym momencie wizja się
skończyła.
Czarnowłosa kunoichi znów siedziała w
barze, ciężko dysząc.
— Co to było? Co ci jest? — ledwo
słyszała pytania Arashiego. Bez słowa wstała i przytrzymując się wszystkiego,
co miała pod ręką próbowała odejść, jak najdalej stąd. Blondyn patrzył za nią,
ale nie ruszył się z miejsca.
Dwa stoliki dalej zatrzymała się, by
złapać oddech i wtedy dotarły do niej znajome głosy. Odwróciła się gwałtownie,
niemal tracąc równowagę, na słowa, które wypowiedział, a raczej wykrzyczał
Naruto Uzumaki.
— Zboczony Pustelniku! Mówiłeś, że
chcesz, żeby wróciła do wioski, aby uzdrowić Sasuke i Mistrza Kakashi, tak?! A
teraz prosisz, żeby została naszym Hokage?! A ona odmawia!
— Nie wrzeszcz tak — skarcił go
Jiraiya. — Tsunade jest jedyną osobą, która może zostać Piątym Hokage. To ona
zapewniła nam zwycięstwo w walce. Nikt nie był w stanie opanować jej technik.
Ponad to jest wnuczka Pierwszego Hokage. Właśnie dlatego jest najbardziej
odpowiednią osobą na to stanowisko. Jeśli zostanie Hokage, będzie musiała
wrócić do wioski i wtedy sprawdzi, co u tej dwójki. Tak zadecydowała Starszyzna
wioski Liścia. Genin, taki jak ty, nie ma tu nic do gadania — wyjaśnił.
Serenity z niemałym trudem podeszła do
stolika, przy którym siedzieli.
— Kakashi… jest… ranny…? Co to znaczy
Jiraiya? — wydyszała, patrząc wprost na Żabiego Pustelnika.
— Co ty tu robisz, Serenity? —
odpowiedział pytaniem. — Z resztą nie ważne, później ci powiem — dodał,
wskazując dyskretnie, aczkolwiek wymownie, na drugiego Jinchuriki.
Czarnowłosa spojrzała jednak na
Tsunade, która patrzyła na dziewczynę z niemałym zainteresowaniem.
— Jesteś pijana, a w takim stanie nie
podejmuje się ŻADNYCH decyzji, jakiekolwiek by one nie były — rzekła. —
Spotkamy się później — rzuciła w stronę mężczyzny i wyszła z baru.
Kiedy znalazła się na świeżym
powietrzu, wzięła kilka głębokich wdechów, po czym powoli zaczęła iść przed
siebie.
Kilka przecznic dalej stanęła i oparła
się plecami o ścianę jakiegoś budynku. Musiała odpocząć. Wizja walki Sanninów
bardzo mocno ją wyczerpała.
Zamknęła oczy i przez dość długi czas
stała tak, nie zmieniając pozycji.
— Chciałaś wiedzieć, co stało się
Kakashiemu — usłyszała obok siebie znajomy głos.
— Tak — odparła, nie otwierając oczu.
— Zanim jednak ci powiem, odpowiedz na
moje pytanie. Co ty tu robisz? — rzekł Jiraiya.
— Wędruję bez celu — uśmiechnęła się
ponuro i spojrzała na niego.
— Nie uwierzę ci. Chunin, taki jak ty,
nie włóczy się po miastach bez…
— Doskonale powinieneś wiedzieć, dlaczego
nie ma mnie w Wiosce Liścia — weszła mu w słowo. — Ale to nie ważne, mów co z
Kakashim — podniosła głos.
— Został potraktowany silnym doujutsu,
jest tak jakby w śpiączce, podobny los spotkał Sasuke — powiedział.
— Czy to ma jakiś związek z dwojgiem
Ninja w czarnych płaszczach w czerwone chmurki? — spytała, bo przypomniała
sobie sytuację z miasta Otafuku. Jiraiya spojrzał na nią zaskoczony.
— Bystra jesteś. Jednym z nich był
Itachi Uchiha, nie wiem, czy wiesz, ale muszę cię ostrzec. Oni polują na takich,
jak ty. W Otafuku mieli szansę porwać Naruto, ale im w tym przeszkodziłem —
powiedział.
— Kim oni są? — spokój Serenity uderzył
Żabiego Pustelnika.
— Akatsuki, tajna organizacja, którą
próbowałem śledzić. Nie udało mi się jednak zebrać dokładnych informacji, w
jakim celu poszukują Jinchuriki. Wiem jedno, jest ich dziesięciu i podzielili
się na dwuosobowe drużyny — przyglądał jej się przez dłuższą chwilę w
milczeniu.
— Mam rozumieć, że mam na siebie uważać
— podsumowała.
— W rzeczy samej, ale lepiej będzie,
jak wrócisz do wioski. Tam będziesz….
— Bezpieczna? — znowu weszła mu w
słowo. — Kpisz ze mnie? Kakashi został zaatakowany w wiosce, czyli każdy może
wejść niepostrzeżenie do Konohy. Tym bardziej nie mogę tam wrócić, z resztą
Starszyzna wydała na mnie wyrok. Jeśli się pojawię w wiosce zapewne zostanę
pojmana.
— W takim razie pomóż mi nakłonić
Tsunade, by przyjęła posadę Hokage. Jeśli się zgodzi zapewne będziesz mogła
wrócić do Konohy — zaproponował.
— Gdybyś wiedział, to co ja, nie
prosiłbyś mnie o to, z resztą niby, co może zrobić zwykły Chunin, skoro Sannin
nie daje sobie rady — spojrzała na niego z politowaniem. — Niestety musze
odmówić, mam inne sprawy do załatwienia — dodała i rozpłynęła się w
powietrzu.
Serenity rozpoczęła nocną wędrówkę po
mieście. Jej myśli skupiły się na Akatsuki. Kolejna sprawa do rozwikłania. Kim
byli jej członkowie i czemu szukają Jinchuriki. Wiedziała, że choć to
niebezpieczne, będzie musiała ich poszpiegować. Najpierw jednak załatwi jedną
sprawę. Nie wszystko na raz.
W pierwszej kolejności był Gaara, potem
Arashi i tajemnicza ONA, a dopiero wtedy Akatsuki.
10 czerwca 2013
24. Zagadka dotycząca przeszłości Serenity.
Odkąd Serenity opuściła wioskę Liścia,
miała nieodparte wrażenie, że jest śledzona. Kilkakrotnie sprawdzała swoim
trzecim okiem teren, przez który przechodziła, jednak za każdym razem niczego i
nikogo nie widziała.
Słońce chyliło się ku zachodowi, kiedy
dotarła do miasta położonego jakieś 10 kilometrów
od Konohy. Uczucie, towarzyszące jej przez całą drogę, ulotniło się.
Odetchnęła z ulgą, ale nie straciła czujności.
Przemierzała ulice miasteczka w
poszukiwaniu taniego, aczkolwiek schludnego hotelu.
W końcu znalazła odpowiednie miejsce na
odpoczynek. Wzięła prysznic, zostawiła swój mały bagaż w hotelowym pokoju i
poszła coś zjeść do najbliższej restauracji.
W drodze powrotnej mijała kwiaciarnię.
Zdziwiła się, że o tej porze była jeszcze otwarta. Weszła do środka i pierwszą
rzeczą, która rzuciła jej się w oczy, był ogromny wazon z czerwonymi różami.
Przez jej myśli przemknął obraz czerwonowłosego Genina z Suny. Jej twarz
wykrzywił grymas wściekłości, ale natychmiast się opanowała, gdyż zauważyła
przestraszone spojrzenie sprzedawczyni. Wybrała kilka róż, zapłaciła za nie i
opuściła kwiaciarnię.
Już miała wejść do hotelu, kiedy
zaczepił ją, chłopak o przydługich blond włosach i zielonych oczach. Jego strój
odbiegał od normy, z jaką miała do czynienia, a mianowicie miał na sobie jeansy
i czarną koszulę z rozpiętymi dwoma guzikami pod szyją.
— Ładny bukiet, pewnie od narzeczonego
— zagadną.
— Odwal się — syknęła ostrzegawczo.
— Wyluzuj — żachnął się. — Tutaj
nocujesz? Czemu wybrałaś ten hotel? Nie lepiej zamieszkać z chłopakiem? — te
pytania zaczęły drażnić czarnowłosą.
— Nie twój interes — warknęła.
— Jesteś tu nowa — ciągnął dalej. —
Może pójdziemy na spacer, poznamy się bliżej — zaproponował. Serenity milczała
przez chwilę, przed jej oczami znów przemknęła twarz Gaary oraz starszyzny.
Doszła do wniosku, że przyda jej się towarzystwo. Przynajmniej będzie miała
się, na kim wyżyć.
— Zgoda, zaniosę tylko kwiaty i zaraz
wracam — stwierdziła.
Chwilę później w milczeniu przemierzali
ulice Otafuku Gai.
— Coś mało rozmowna jesteś —
stwierdził, kiedy dotarli do niewielkiej świątyni, położonej na wschód od
miasteczka.
Serenity wzruszyła tylko ramionami.
Zatrzymali się przed schodami,
dziewczyna odwróciła się do niego twarzą, lecz nie zdążyła nic powiedzieć, gdyż
blondyn z łatwością wbił w jej brzuch kunai.
W jej przerażonych oczach odbijał się
szyderczy uśmieszek chłopaka, po czym sama ironicznie się uśmiechnęła, a po jej
postaci pozostały tylko płatki róż.
— Brawo — powiedziała, klaszcząc w
dłonie. Blondyn odwrócił się w jej kierunku. — Kim jesteś i czego ode mnie
chcesz, śmieciu? — dodała, zbliżając się do niego.
— Skąd wiedziałaś? — odpowiedział
pytaniem.
— Nie jestem głupia — pojawiła się za
nim, przykładając ostrze kunaia do jego szyi. — Odpowiedz na moje pytanie —
warknęła. Ku jej zdziwieniu z blondasa również pozostały płatki róż. — To nie
możliwe — zaczęła szybko się rozglądać wokół siebie.
— Widzę, że nie spodziewałaś się tego —
zadrwił, wychodząc zza pobliskiego drzewa. Natychmiast wykonała pieczęć
ochronną i w porę to zrobiła, gdyż z ziemi pod nią wyłoniły się kolczaste
pnącza, które oplotły jej ciało. — Nieźle — zadrwił. — Potrafisz wyczuć
przeciwnika, ale nie tym razem — dodał, a kolce zaczęły wbijać się w nią, przy
czym wydzielały truciznę.
— Nie doceniasz mnie chłopczyku —
prychnęła.
— No tak, mogłem się spodziewać różanej
tarczy — gdy to powiedział, pnącza się cofnęły.
Serenity wykorzystała okazję, wyjęła
czerwoną różę, wykonała pieczęć i posłała w kierunku przeciwnika kulę ognia.
Niestety chybiła. Wbrew pozorom był szybki. Nie czekając na kolejny krok
blondyna, stworzyła cztery kolony, które atakowały go kolejno ogniem, wodą,
ziemią i powietrzem. Sama obserwowała walkę z dachu świątyni.
Blondyn zręcznie unikał każdego ataku.
Wykonał pieczęć i posłał w stronę wszystkich klonów coś, co wyglądało jak
ostrza w kształcie liści róż. Było ich tak dużo, iż wszystkie klony zostały
pokonane.
Serenity była w szoku. Po raz pierwszy
miała równego sobie przeciwnika, który na dodatek o wiele lepiej, niż ona,
posługiwał się technikami związanymi z różami. No właśnie róże. Przecież tylko
ona umiała je wykorzystać w walce. Kim on do cholery jest?! Bardzo chciała to
wiedzieć, ale nie mogła sobie pozwolić na przegranie tego pojedynku. Aktywowała
swój Kekkei genkai, a w jej dłoni z płatków róż uformował się miecz. Wyszukała
zmienionym spojrzeniem linie życia należące do chłopaka i z niesamowitą
szybkością ruszyła w jego kierunku, by zadać śmiertelny cios i zasmakować w
końcu czyjejś krwi.
Blondyn w ostatniej chwili odparł jej
atak. Po polance posypały się iskry na wskutek zderzenia się ze sobą dwóch
ostrzy. Przeciwnicy odskoczyli od siebie, po czym znów ruszyli w swoim
kierunku.
Przez kilkanaście minut słychać było
tylko dźwięk mieczy. W końcu czarnowłosej udało się trafić chłopaka w rękę, w
której trzymał miecz. Broń spadła na ziemię, a on kucał, trzymając się za ranne
ramię.
Serenity dezaktywowała Shigan i stanęła
nad blondynem.
— Czy teraz mi w końcu odpowiesz na
moje pytanie? — patrzyła na niego, jak na robaka.
— Arashi Yoshinaga. Jeden z
nielicznych, którzy przeżyli, bo byli na misjach, gdy ty, Serenity dokonywałaś
masakry w rodzinnej wiosce.
— O czym ty, do cholery, mówisz?! —
wymierzyła w niego mieczem. — I skąd wiesz, jak mam na imię?!
— Jestem twoim kuzynem — odparł, próbując
wstać.
— Ja nie mam rodziny — czarnowłosa nie
wierzyła w ani jedno jego słowo.
— Owszem masz, jest nas garstka. Nie
wszystkich zabiłaś — mówił spokojnie.
— Bredzisz, ja nikogo z rodziny nie
zabiłam — warknęła.
— Czyżby zastosowano na tobie technikę
blokady pamięci? — zadrwił. — Tak, z całą pewnością ONA musiała to zrobić —
dodał.
— Nie mam pojęcia, o kim i o czym
mówisz i nie zamierzam dłużej słychać tych bredni — znów aktywowała Shigan, by
zabić natręta.
— Wkrótce się dowiesz — rzekł Arashi i
rozpłynął się w powietrzu, nim czarnowłosa zdążyła wykonać jakikolwiek ruch.
Serenity wróciła do miasteczka z
mętlikiem w głowie.
Prawie świtało, kiedy weszła do
hotelowego pokoju.
Usiadła na łóżku i zaczęła analizować
zdarzenia minionej nocy. Przed jej oczami zaczęły przewijać się również te same
strzępki wspomnień, co wtedy, gdy podsłuchiwała rozmowę Shikamaru, Naruto i
Gaary w szpitalu.
Chwyciła się za głowę, bo nic z tego
nie rozumiała. Kolejna zagadka do rozwiązania. Na dodatek ten cały Yoshinaga
rzekomo był z nią spokrewniony. Co prawda posługiwał się podobnymi technikami,
ale to jeszcze nic nie znaczy. Skąd wiedział, kim ona jest, czy była śledzona
nawet o tym nie wiedząc? I kim była ONA, o której wspomniał? Wciąż nowe pytania
rodziły się w jej głowie, na które nie znała odpowiedzi. Miała tylko nadzieję,
że wkrótce wszystko się wyjaśni.
Yoshinaga... Coś jej mówiło, to
nazwisko. Jednak nie mogła sobie przypomnieć nic, co działo się zanim trafiła
do Konohy.
Tak, to było jej pierwsze wspomnienie,
które nie miało logicznego początku. Zanurzyła się w nim i mimowolnie
uśmiechnęła. Miała pięć lat i błąkała się po świecie. To wtedy poznała
Kakashiego i on obiecał komuś, że się nią zaopiekuje. Nie pamiętała jednak,
komu to obiecał. Potem zamieszkała w wiosce Liścia, z której wczoraj została
wyrzucona bez powodu. Te oskarżenia były bez sensu. Na pewno musiał istnieć
inny powód. A może bali się, że po śmierci Hiruzena nie uda im się nad nią
zapanować? To niedorzeczne. Sama świetnie się kontrolowała. No prawie...
Westchnęła i opadła na poduszkę.
Odwróciła głowę na bok, a jej wzrok spoczął na różach. Przed jej oczami znów
przemknęła twarz Gaary. Gdyby go zabiła, kiedy miała ku temu okazję Starszyzna
miałaby podstawy by ją wygnać, ale może wtedy Trzeci by żył i wstawił się za
nią.
Zerwała się z łóżka i zaczęła
przechadzać się po hotelowym pokoju.
Całe przedpołudnie rozmyślała o
wszystkim, co ją do tej pory spotkało, podjęła decyzję. Wyruszy do Suny, by
zabić czerwonowłosego i każdego, kto stanie jej na drodze. Potem zajmie się
poszukiwaniem rzekomego kuzyna. Jego też zamierzała zabić.
Pozbierała swoje rzeczy i opuściła
hotel. Nie zaszła jednak daleko. Nieopodal rozległ się huk, schowała się w
cieniu sąsiedniego budynku i wyjrzała zza rogu. Na poziomie drugiego piętra
widniała ogromna dziura w ścianie. Zauważyła też dwie postacie ubrane w długie
czarne płaszcze z charakterystycznym wzorem w kształcie czerwonych chmurek,
które w szybkim tempie oddalały się od miejsca zdarzenia.
— Co tu się dzieje?! — spytała sama
siebie. Przyjrzała się owej dziurze. Korytarz w głębi wyglądał dość dziwnie,
ale z tej odległości nie mogła stwierdzić dokładnie, czym pokryte były ściany,
sufit i podłoga. Natomiast doskonale widać było czarne płomienie okalające dziurę.
— Co to do cholery jest?! — zanim jednak zdołała coś jeszcze pomyśleć, czy
powiedzieć, do owej wyrwy zakradł się nie kto inny, jak Gai Might, po
czym zniknął w dziurze.
Ciekawość Serenity zwyciężyła. Sama
podkradła się bliżej, ale nie zbyt blisko, by nie odkryto jej obecności.
Korytarz wyglądał już normalnie, a w głębi niego znajdował się Naruto i Sasuke,
który był nieprzytomny, a zamiast Kakashiego był tam Jiraya, legendarny Sannin.
Mężczyzna dyskutował o czymś z Sensei’em drużyny Nejiego. Czarnowłosa niestety
nie słyszała, o czym rozmawiali.
Młoda kunoichi doszła do wniosku, że
nie ma sensu wcinać się w nie swoje sprawy i wyruszyła na swoją misję.
Po drodze trenowała, żeby polepszyć
swoje umiejętności. Zdawała sobie sprawę z tego, że Gaara nie jest przeciętnym
przeciwnikiem, tak jak i jego rodzeństwo, a skoro miała wyeliminować
“przeszkody”, nie mogła pozwolić sobie na jakikolwiek błąd. Jednocześnie głowę
zaprzątał jej Arashi Yoshinaga oraz zagadka dotycząca jej przeszłości.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
29. Misja i wiadomość.
Gaara wraz z rodzeństwem przemierzali ulice Konohy, prowadzeni przez Shikamaru Narę, który mimo niedokończonego egzaminu na Chunina, zos...
-
Gaara wraz z rodzeństwem przemierzali ulice Konohy, prowadzeni przez Shikamaru Narę, który mimo niedokończonego egzaminu na Chunina, zos...
-
Miesiąc treningów, a Serenity nadal uważała, iż nie jest wystarczająco przygotowana na zmierzenie się z licznymi “przeszkodami”, jakich s...
-
Odkąd Serenity opuściła wioskę Liścia, miała nieodparte wrażenie, że jest śledzona. Kilkakrotnie sprawdzała swoim trzecim okiem teren, pr...