26 kwietnia 2014

26. Powrót do Konohy.

Rozdział ten dedykuję Radhice Murai, mojej niesamowitej kumpeli, bez której nie powstałby ten rozdział.
Dziękuję Ci za wszystko kochana, za betowanie, za wkład własny, za cierpliwość wobec mojej osoby i za to, że wspierałaś mnie pod każdym względem.
Jesteś Wielka =]

P.S. Wybaczcie, że tak długo musieliście czekać.

A teraz zapraszam na rozdział.
___________________________________________________

Serenity siedziała na murze otaczającym niegdyś największą atrakcję miasta Tanzaku. Choć spojrzenie miała utkwione na ruinach zamku, myślami była daleko.
Od rozmowy z Jiraiyą minął tydzień, a ona zamiast kontynuować swoją osobistą misję, nie ruszyła się z miasta nawet o metr. W kółko rozmyślała o tym, co powiedział jej Żabi pustelnik. Przede wszystkim martwiła się o Kakashiego. W końcu był dla niej, jak starszy brat.
Co wieczór obserwowała z oddali bezskuteczne poczynania Sannina, w związku z nakłonieniem Tsunade do przyjęcia posady Hokage. Choć czarnowłosa wiedziała, że kobieta w końcu się zgodzi, zastanawiała się, co sprawia, że zwleka z decyzją. Analizując wizję doszła do wniosku, że musi stać za tym Orochimaru, ale o co dokładnie chodziło, nie miała pojęcia.
Postanowiła nie zaprzątać sobie tym głowy. Ważne, że Tsunade zgodzi się zostać Hokage, a tym samym powróci do wioski i uzdrowi Kakashiego.
Po raz pierwszy w życiu czuła się podle. Nie powinna była odchodzić z wioski bez pożegnania z nim. W końcu to on nauczył ją samokontroli, troszczył się o nią, pomagał rozwijać jej umiejętności, zawsze się za nią wstawiał, kiedy coś nabroiła.
Wspominając tak wszystko, co miało z nim związek doszła do wniosku, że nie tylko był dla niej jak brat, lecz przede wszystkim był jej przyjacielem.
To „odkrycie” sprawiło, że postanowiła wrócić do Konohy mimo zakazu Starszyzny, tylko po to, by zobaczyć się z Kakashim. Swoją drogą, skoro Tsunade ma zostać Hokage, to może zapewnić jej tymczasową ochronę podczas pobytu w Wiosce Liścia. Musiała tylko z nią porozmawiać. Jednak dopóki nie wypełni się jej wizja, nic nie wskóra, a wszelkie rozmowy spełzną na niczym. Pozostawało tylko jedno pytanie. Jak długo będzie musiała czekać?
Słońce chyliło się ku zachodowi. Serenity zdała sobie sprawę, że cały dzień nic nie jadła, więc zeskoczyła z muru i czym prędzej udała się do centrum miasteczka. Za cel obrała bar, w którym doświadczyła wizji. Przemierzając ulice Tanzaku, zastanawiała się jakich użyć argumentów, by Tsunade zgodziła się na jej towarzystwo w drodze do Wioski Liścia i na kilkudniowy pobyt.
Chwilę później była już w barze, zamówiła sałatkę z tuńczyka, curry i dango, po czym zajęła wolny stolik. Nie musiała długo czekać na realizację zamówienia, gdyż o tej porze lokal jeszcze świecił pustkami. W momencie, gdy kelner przyniósł jej jedzenie, do baru weszła dwójka roześmianych klientów. Serenity, słysząc znajome głosy, zerknęła w stronę drzwi.
Jiraiya rozglądał się właśnie po sali, a kiedy natrafił na spojrzenie czarnowłosej wyszczerzył zęby w głupkowatym uśmiech, po czym ruszył chwiejnym krokiem w jej kierunku. Za nim podążyła Tsunade z niezadowoloną miną. 
Sannin usiadł ciężko naprzeciw dziewczyny i machnął kilkakrotnie ręką na kelnera. Mężczyzna w kraciastym fartuchu zbliżył się do stolika i z przyklejonym do twarzy uśmiechem spytał uprzejmie "W czym mogę służyć?". Widać było, że niechętnie przyjmuje zamówienie od już podpitego klienta. 
— Sake i dużo wołowiny — oparł Jiraiya wesołym głosem, odrobinę sepleniąc i przeciągając samogłoski. Tsunade usiadła obok niego i pogoniła kelnera niecierpliwym gestem dłoni. Serenity, jak gdyby nigdy nic, kontynuowała posiłek, mimo iż czuła na sobie pełne zainteresowania spojrzenie kobiety. Żabi pustelnik rozparł się na siedzeniu i czekał, czkając cicho co jakiś czas, aż czarnowłosa skończy jeść. — Myślałem, że już dawno opuściłaś Tanzaku — odezwał się jednak.
Kunoichi nie spieszyła się z odpowiedzią. Dopiero, kiedy popiła ostatni kęs herbatą spojrzała  na legendarnych.
— Miałam swoje powody — odparła tajemniczo. Odstawiła pusty kubek i przywarła plecami do oparcia, sprawiając tym samym wrażenie, jakby chciała zachować dystans. — Zostałam w mieście, ponieważ muszę z tobą porozmawiać, Tsunade. Musiałam jednak uzbroić się w cierpliwość i zaczekać na dogodny moment.
— Nie mów do mnie tak, jakbyśmy były koleżankami. Pamiętaj z kim masz do czynienia — wtrąciła surowo kobieta. — A teraz kontynuuj.
— Wybacz — rzekła Serenity. — Po waszym zachowaniu, wnioskuję, że w końcu zgodziła się Pani zastąpić Trzeciego, więc spokojnie mogę panią o coś prosić — zamilkła na chwilę, delektując się zszokowanymi minami Sanninów.
— Skąd… skąd wiesz, że mam zamiar objąć stanowisko Hokage?  — spytała blondynka i spojrzała na Jiraiyę podejrzliwie. Mężczyzna patrzył osłupiały na młodą kunoichi i wyglądał, tak jakby nieco wytrzeźwiał.
— To o tym mówiłaś tydzień temu? Ale jak… — wyjąkał niezdarnie.
— To teraz mało istotne — odparła czarnowłosa. — Kiedy wyruszacie do Konohy?
— Jak tylko Naruto dojdzie do siebie — powiedziała, wciąż zaintrygowana Tsunade. — A dziękuję —uśmiechnęła się do kelnera, który kładł na stole zamówienie. Pozbierał puste naczynia i już zamierzał odejść, gdy zawołała za nim by przyniósł więcej sake. Rozlała do czarek alkohol, szybko opróżniła swoją i siegnęła ponownie po glinianą butelkę, podczas gdy Jiraiya zajadał się plastrami dobrze wysmażonej wołowiny. — O co chciałaś prosić? — odezwała się kobieta, ochłonąwszy nieco z pomocą trzeciej czarki.
— Chciałabym wam towarzyszyć w drodze do wioski i proszę o pozwolenie na tymczasowy pobyt w Konoha, dopóki Kakashi nie dojdzie do siebie.
— Nie ma problemu w tym byś nam towarzyszyła w podróży, jednak nie rozumiem, dlaczego mam ci pozwolić na cokolwiek — Tsunade zmarszczyła brwi.
Kunoichi była wdzięczna Sanninowi, że nie rozmawiał z Piątą na jej temat. Sama chciała powiedzieć Ślimaczej Księżniczce o swoich problemach.
— Zostałam wygnana i mam zakaz powrotu — wyznała. Nie zamierzała jednak bardziej się zwierzać. — Ty, jako Hokage, to znaczy pani może zapewnić mi tymczasową ochronę, oczywiście tylko na czas rekonwalescencji mojego brata — zastrzegła.
— To zmienia postać rzeczy — stwierdziła Sanninka i wymieniła z Jiraiyą porozumiewawcze spojrzenie. — W porządku. Masz prawo odwiedzić brata. Myślę, że jego reputacja będzie wystarczającą ochroną.
— Dziękuję — odparła Serenity i zanim Tsunade zdołała coś jeszcze powiedzieć, zniknęła im z pola widzenia.
Kiedy czarnowłosa znalazła się na świeżym powietrzu, poczuła ulgę. Nie spodziewała się, że legendarna tak szybko zgodzi się na jej powrót do wioski. Była przekonana, że będzie musiała użyć jeszcze innych argumentów. Cholera – zaklęła w duchu, bo właśnie do niej dotarło, że jej wygnanie mogło źle wpłynąć na reputację Kakashiego. Zaczęła się obawiać, czy to, co powiedziała Tsunade wystarczy, by mogła zostać przez kilka dni w Konoha. Z niemałym mętlikiem w głowie skierowała się do hotelu, w którym wynajmowała pokój, by spakować swoje rzeczy.


Serenity stanęła przed bramą Konohy i zawahała się. Sannini, Shizune i Naruto zdążyli już przekroczyć próg wioski, lecz ona nie ruszyła się z miejsca. Spojrzała na strażników, którzy patrzyli na nią nieprzychylnie.
— Ale masz tupet, pojawiając się tutaj. Nawet nie próbuj przejść przez bramę  — jeden z nich stanął tuż przed nią i wyciągnął kunai. Czarnowłosa zmrużyła tylko niebezpiecznie oczy. — Radzę ci zawrócić, albo zostaniesz pojmana tu i teraz.
— Jakiś problem? — spytała Tsunade, podchodząc bliżej.
— Nie, pani Tsunade. Znaczy tak… No bo ona ma zakaz wstępu do wioski i… — mężczyzna zaczął się jąkać, pod wpływem spojrzenia kobiety, która została wybrana na Hokage. — Ja wypełniam tylko moje obowiązki — próbował się tłumaczyć.
— Przepuść Serenity — rozkazała. — Jest pod moją ochroną i niech nikt nie waży się tego kwestionować.
— Tak jest — odparł, prostując się, choć widać było, że nie popiera decyzji Piątej.
Kunoichi, wraz z blondwłosą kobietą, przekroczyła bramę Konohy. Znów była w domu, o ile mogła tak jeszcze nazywać tę wioskę.
Wieść o tym, że Tsunade wróciła do wioski, rozniosła się, jak świeże bułeczki.
Serenity, idąc ulicą, która prowadziła do siedziby Hokage, czuła na sobie jeszcze bardziej wrogie spojrzenia niż kiedyś, które śledziły każdy jej krok. Nikt jednak nie ważył się cokolwiek powiedzieć w obecności Sanninów.
Chwilę później zeszła z głównego traktu i bocznymi uliczkami, co pomogło jej uniknąć spotkań z mieszkańcami, udała się do szpitala. Domyślała się, że właśnie tam znajdzie Kakashiego. Tam też zamierzała zaczekać na Piątą, która zapewne wkrótce przyjdzie go uzdrowić.
Parę minut później szukała sali, w której mógł leżeć jej brat. Starała się być ostrożna, by nikt jej nie zauważył i nie wszczął niepotrzebnie alarmu. Za każdym razem, gdy słyszała, że ktoś nadchodzi, chowała się w najbliższych pomieszczeniach, o dziwo większość jej kryjówek okazywała się być pusta.
Będąc w połowie korytarytarza na pierwszym piętrze, zauważyła wychodzącą zza rogu Sakurę. Podopieczna Kakashiego miała pochyloną głowę i patrzyła na kwiaty, które trzymała w dłoniach. Serenity w ostatniej chwili złapała za najbliższą klamkę i szybko weszła do sali. Oparła się plecami o zamknięte za sobą drzwi i kiedy uniosła głowę z ulgą stwierdziła, że wreszcie znalazła brata.
Podeszła do niego, usiadła na stojącym przy łóżku krześle i spojrzała na spokojną twarz mężczyzny. Nie wyglądał na chorego, ale w pamięci miała słowa Jiraiyi, iż został potraktowany silną techniką oczu, która wpływa na psychikę, nie na ciało.
Wiele słów cisnęło jej się na usta, ale mimo to milczała. Rozsiadła się wygodnie i czekała na Tsunade.
Do głowy Serenity zaczęły napływać różne myśli. Między innymi, co by było, gdyby wtedy pożegnała się z Kakashim. Jak on zareagował na wieść, żę została wygnana. Czy próbował w jakiś sposób dowiedzieć się, czemu Straszyzna podjęła taką decyzję i to w tak niedorzeczny sposób. Wstała z krzesła i podeszła do okna.
Zastanawiała się, czy nie ma innego, bardziej racjonalnego wytłumaczenia na to, co się stało. Może powinna spróbować oczyścić się z zarzutów, jakie jej przedstawiono. Musiała tylko znaleźć dowód na jej niewinność, bo przecież nie była zdrajczynią.
Gdy tak rozmyślała, na korytarzu zrobiło się dość głośno. Rozpoznała głos Uzumakiego, który ponaglał kogoś nieustannie. Domyśliła się, że Sanninka jest blisko.
Drzwi do sali otworzyły się i do środka wkroczyła Piąta, a za nią Shizune i Naruto. Ten ostatni na widok czarnowłosej zrobił wielkie oczy.
— A ona, co tu robi?! — zawołał, wskazując na nią palcem.
Ależ on hałaśliwy. Dokładnie tak, jak mówił Kakashi. I nie grzeszy inteligencją. Jeśli taki charakter miał Czwarty Hokage, to dobrze, że żył krótko – pomyślała, po czym zganiła się w duchu za to, że obraziła tego, który trzynaście lat temu uratował wioskę przed Lisim demonem.
— Uspokój się Naruto — skarciła go Tsunade, ale nic więcej nie dodała. Podeszła do łóżka Kakashiego po czym przyłożyła do jego czoła dłoń, wokół której pojawiła się zielona czakra.
Serenity w spokoju obserwowała poczynania najlepszej medycznej Ninja.
Po chwili Kakashi się ocknął i usiadł na łóżku.
— Nie do wiary — rzekła blondwłosa kobieta. — To hańba, zostać pokonanym przez dwóch przeciwników. Myślałam, że jesteś geniuszem — dodała z wyrzutem. Hatake spojrzał na Ślimaczą Księżniczkę, po czym spuścił zawstydzony wzrok.
 — Wybacz, że cię rozczarowałem — odparł cicho.
— Jupi! Mistrz Kakashi został uleczony! — zawołał radośnie Naruto.
— Pani Tsunade! — do pokoju wpadł Gay Might. — Proszę zbadać mojego ucznia Lee! — zawołał rozgorączkowany. Piąta westchnęła, zerknęła na Serenity i wyszła z sali. Za nią podążył Uzumaki i Jonin.
— Myślałem, że już cię więcej nie zobaczę, Serenity — powiedział po chwili Kakashi. Dziewczyna ponownie usiadła na krześle. — Jak to się stało, że jeszcze cię nie aresztowali, mimo iż wróciłaś do wioski? — spytał.
—  Zasługa Piątej Hokage — odparła. — Pozwoliła mi na tymczasowy pobyt w wiosce i zapewniła ochronę do momentu, aż wyzdrowiejesz — wyjaśniła.
— Rozumiem — po tym stwierdzeniu zapadła cisza. Białowłosy opadł na poduszkę i utkwił wzrok w suficie, ewidentnie się nad czymś zastanawiał.
Czarnowłosa natomiast patrzyła przez okno.
— Wybacz, że odeszłam bez pożegnania — odezwała się w końcu.
— Poniekąd nie dziwię ci się, że chciałaś jak najszybciej opuścić wioskę. Kiedy dowiedziałem się, co Starszyzna zrobiła byłem wściekły. Nie powinni byli podejmować takiej decyzji bez obecności Hokage — spojrzał na spokojną twarz siostry.
 — Nie rozmawiajmy o tym teraz — powiedziała. — Musisz wypocząć. W tej chwili to jest najważniejsze — dodała i wyszła z sali.
Kakashi jeszcze przez dłuższą chwilę wpatrywał się w drzwi, za którymi zniknęła Serenity.

1 listopada 2013

25. Wizja.

Miesiąc treningów, a Serenity nadal uważała, iż nie jest wystarczająco przygotowana na zmierzenie się z licznymi “przeszkodami”, jakich się spodziewała na drodze do wypełnienia swojej osobistej misji, a mianowicie chodziło o zabicie Gaary.
Nienawidziła go i miała ku temu powody. Przede wszystkim był zdrajcą, a zdrady NIGDY się nie wybacza.
Na dodatek wkurzało ją tempo opływającego czasu. Im dłużej trenowała, tym większe opóźnienie miała w osiągnięciu celu. Ale, jak to się mówi, co się odwlecze, to nie uciecze. Czy jakoś tak to szło.
Oprócz doskonalenia swoich umiejętności, szukała sposobu na opanowanie nowych technik. Niestety z tym drugim było gorzej. Bez jakiejkolwiek pomocy nie była w stanie nauczyć się niczego nowego, a zwłaszcza technik związanych z jej unikalnym talentem wykorzystywania róż w walce.
Siedziała właśnie w jednym z barów w Tanzaku Gai, mieście, do którego niedawno przybyła. Grzebała widelcem w nietkniętym posiłku, rozmyślając o tym, co ma dalej robić. Nic jednak nie przychodziło jej do głowy.
Odsunęła od siebie miskę z jedzeniem i zamierzała wstać od stolika, kiedy naprzeciw niej usiadł nie kto inny, jak Arashi.
— Czego chcesz — warknęła.
— Cóż za miłe powitanie — rzekł ironicznie. — Obserwowałem twoje treningi. Zauważyłem, że sobie nie radzisz, czyżbyś potrzebowała pomocy?! — zadrwił.
— Zamknij się, gdyby nie fakt, że jest tu pełno świadków, zabiłabym cię — syknęła gniewnie.
— A ja myślałem, że masz to gdzieś i dziwię się, że jeszcze nie poderżnęłaś mi gardła, kuzynko. A może jesteś niewystarczająco silna? — zakpił.
Widziała, jak bawi go drażnienie jej. Chwyciła za widelec i z niesamowitą prędkością wbiła go w dłoń blondyna przygważdżając ją do blatu stołu. Jego twarz wykrzywił grymas bólu, ale niemal natychmiast się opanował.
— Nie prowokuj mnie, głupcze — warknęła. Zamierzała jeszcze coś dodać, ale nagle zniknął jej z przed oczu, tak samo, jak bar, w którym byli. Ucichł też gwar, otaczających ich rozmów.
Yoshinaga obserwował jej twarz pozbawioną wyrazu i patrzył w czarne matowe oczy, nie bardzo wiedząc, co się dzieje.
Serenity natomiast znalazła się na otwartym terenie, a to, co zobaczyła, było dość niezwykłe.
Nad Naruto Uzumakiego klęczała blond włosa kobieta, próbując go uzdrowić. Czarnowłosa rozpoznała w niej Tsunade. Nieopodal leżał poobijany Jiraiya oraz ciemnowłosa kunoichi, która zapewne była towarzyszką Ślimaczej Księżniczki. Kabuto Yakushi też nie wyglądał najlepiej. Jedynie Orochimaru stał o własnych siłach i nie wyglądał na rannego. Wręcz przeciwnie, ruszył do ataku z zamiarem zabicia podopiecznego Kakashiego, jednak na drodze stanęła mu Tsunade i została przebita mieczem.
Serenity patrzyła, jak ewidentnie  zbliża się zwycięstwo wężowatego.
— Nie chciałem cię zabijać, ale nie mogę pozostawić tego dzieciaka przy życiu, to mogłoby być kłopotliwe. Dlaczego ty, jeden z legendarnych Sanninów bronisz tego dzieciaka, ryzykując własnym życiem? — spytał zdziwiony.
— Chcesz wiedzieć dlaczego? — odparła kobieta. — Ponieważ od dziś będę narażać życie dla tego dzieciaka. Od dziś będę narażać życie dla Konohy! — krzyknęła, a Orochimaru jeszcze dwukrotnie ranił ją bardzo ciężko.
— Giń słabeuszko! — warknął. — Mimo, że potrafisz się poruszać, nadal się trzęsiesz na widok krwi — zadrwił. — Dlaczego narażasz życie dla tego nic nie znaczącego chłopca? Dlaczego chcesz walczyć dla wioski, którą dawno temu opuściłaś? — pytał i osłupiał, gdyż blondynka przestała się trząść, a sekundę później wymierzyła mu solidnego kopniaka.
— Ponieważ jestem Piątym Hokage! — to powiedziawszy aktywowała dziwny znak, który rozrósł się po jej twarzy z kryształu na jej czole.
— Nie wiem, co zamierzasz, ale i tak nie dasz rady ze mną wygrać w takim stanie — rzekł Orochimaru. Tsunade jednak go nie słuchała, nie zareagowała również na protesty Shizune. Wykonała pieczęć, a jej rany w błyskawiczny sposób zagoiły się.
— Nigdy nie zginę w walce dzięki tej technice — powiedziała, po czym kciukiem zebrała trochę krwi z ust. Piąta, Orohimaru z pomocą Kabuto i Jiraiya, który ewidentnie doszedł do siebie, wykonali technikę przywołania.
Serenity w swojej wizji miała okazję obserwować niesamowitą walkę trójki legendarnych Sanninów. Tsunade z pomocą Katsuyu, Jiraiya z Gamabuntą, a Orochimaru i Kabuto z Mandą.
Imponujący pojedynek zmienił się w porachunek między blondynką a wężowatym, lecz właśnie w tym momencie wizja się skończyła.
Czarnowłosa kunoichi znów siedziała w barze, ciężko dysząc.
— Co to było? Co ci jest? — ledwo słyszała pytania Arashiego. Bez słowa wstała i przytrzymując się wszystkiego, co miała pod ręką próbowała odejść, jak najdalej stąd. Blondyn patrzył za nią, ale nie ruszył się z miejsca.
Dwa stoliki dalej zatrzymała się, by złapać oddech i wtedy dotarły do niej znajome głosy. Odwróciła się gwałtownie, niemal tracąc równowagę, na słowa, które wypowiedział, a raczej wykrzyczał Naruto Uzumaki.
— Zboczony Pustelniku! Mówiłeś, że chcesz, żeby wróciła do wioski, aby uzdrowić Sasuke i Mistrza Kakashi, tak?! A teraz prosisz, żeby została naszym Hokage?! A ona odmawia!
— Nie wrzeszcz tak — skarcił go Jiraiya. — Tsunade jest jedyną osobą, która może zostać Piątym Hokage. To ona zapewniła nam zwycięstwo w walce. Nikt nie był w stanie opanować jej technik. Ponad to jest wnuczka Pierwszego Hokage. Właśnie dlatego jest najbardziej odpowiednią osobą na to stanowisko. Jeśli zostanie Hokage, będzie musiała wrócić do wioski i wtedy sprawdzi, co u tej dwójki. Tak zadecydowała Starszyzna wioski Liścia. Genin, taki jak ty, nie ma tu nic do gadania — wyjaśnił.
Serenity z niemałym trudem podeszła do stolika, przy którym siedzieli.
— Kakashi… jest… ranny…? Co to znaczy Jiraiya? — wydyszała, patrząc wprost na Żabiego Pustelnika.
— Co ty tu robisz, Serenity? — odpowiedział pytaniem. — Z resztą nie ważne, później ci powiem — dodał, wskazując dyskretnie, aczkolwiek wymownie, na drugiego Jinchuriki.
Czarnowłosa spojrzała jednak na Tsunade, która patrzyła na dziewczynę z niemałym zainteresowaniem.
— Jesteś pijana, a w takim stanie nie podejmuje się ŻADNYCH decyzji, jakiekolwiek by one nie były — rzekła. — Spotkamy się później — rzuciła w stronę mężczyzny i wyszła z baru.
Kiedy znalazła się na świeżym powietrzu, wzięła kilka głębokich wdechów, po czym powoli zaczęła iść przed siebie.
Kilka przecznic dalej stanęła i oparła się plecami o ścianę jakiegoś budynku. Musiała odpocząć. Wizja walki Sanninów bardzo mocno ją wyczerpała.
Zamknęła oczy i przez dość długi czas stała tak, nie zmieniając pozycji.
— Chciałaś wiedzieć, co stało się Kakashiemu — usłyszała obok siebie znajomy głos.
— Tak — odparła, nie otwierając oczu.
— Zanim jednak ci powiem, odpowiedz na moje pytanie. Co ty tu robisz? — rzekł Jiraiya.
— Wędruję bez celu — uśmiechnęła się ponuro i spojrzała na niego.
— Nie uwierzę ci. Chunin, taki jak ty, nie włóczy się po miastach bez…
— Doskonale powinieneś wiedzieć, dlaczego nie ma mnie w Wiosce Liścia — weszła mu w słowo. — Ale to nie ważne, mów co z Kakashim — podniosła głos.
— Został potraktowany silnym doujutsu, jest tak jakby w śpiączce, podobny los spotkał Sasuke — powiedział.
— Czy to ma jakiś związek z dwojgiem Ninja w czarnych płaszczach w czerwone chmurki? — spytała, bo przypomniała sobie sytuację z miasta Otafuku. Jiraiya spojrzał na nią zaskoczony.
— Bystra jesteś. Jednym z nich był Itachi Uchiha, nie wiem, czy wiesz, ale muszę cię ostrzec. Oni polują na takich, jak ty. W Otafuku mieli szansę porwać Naruto, ale im w tym przeszkodziłem — powiedział.
— Kim oni są? — spokój Serenity uderzył Żabiego Pustelnika.
— Akatsuki, tajna organizacja, którą próbowałem śledzić. Nie udało mi się jednak zebrać dokładnych informacji, w jakim celu poszukują Jinchuriki. Wiem jedno, jest ich dziesięciu i podzielili się na dwuosobowe drużyny — przyglądał jej się przez dłuższą chwilę w milczeniu.
— Mam rozumieć, że mam na siebie uważać — podsumowała.
— W rzeczy samej, ale lepiej będzie, jak wrócisz do wioski. Tam będziesz….
— Bezpieczna? — znowu weszła mu w słowo. — Kpisz ze mnie? Kakashi został zaatakowany w wiosce, czyli każdy może wejść niepostrzeżenie do Konohy. Tym bardziej nie mogę tam wrócić, z resztą Starszyzna wydała na mnie wyrok. Jeśli się pojawię w wiosce zapewne zostanę pojmana.
— W takim razie pomóż mi nakłonić Tsunade, by przyjęła posadę Hokage. Jeśli się zgodzi zapewne będziesz mogła wrócić do Konohy — zaproponował.
— Gdybyś wiedział, to co ja, nie prosiłbyś mnie o to, z resztą niby, co może zrobić zwykły Chunin, skoro Sannin nie daje sobie rady — spojrzała na niego z politowaniem. — Niestety musze odmówić, mam inne sprawy do załatwienia — dodała i rozpłynęła się w powietrzu.
Serenity rozpoczęła nocną wędrówkę po mieście. Jej myśli skupiły się na Akatsuki. Kolejna sprawa do rozwikłania. Kim byli jej członkowie i czemu szukają Jinchuriki. Wiedziała, że choć to niebezpieczne, będzie musiała ich poszpiegować. Najpierw jednak załatwi jedną sprawę. Nie wszystko na raz.
W pierwszej kolejności był Gaara, potem Arashi i tajemnicza ONA, a dopiero wtedy Akatsuki.

10 czerwca 2013

24. Zagadka dotycząca przeszłości Serenity.

Odkąd Serenity opuściła wioskę Liścia, miała nieodparte wrażenie, że jest śledzona. Kilkakrotnie sprawdzała swoim trzecim okiem teren, przez który przechodziła, jednak za każdym razem niczego i nikogo nie widziała.
Słońce chyliło się ku zachodowi, kiedy dotarła do miasta położonego jakieś 10 kilometrów od  Konohy. Uczucie, towarzyszące jej przez całą drogę, ulotniło się. Odetchnęła z ulgą, ale nie straciła czujności.
Przemierzała ulice miasteczka w poszukiwaniu taniego, aczkolwiek schludnego hotelu.
W końcu znalazła odpowiednie miejsce na odpoczynek. Wzięła prysznic, zostawiła swój mały bagaż w hotelowym pokoju i poszła coś zjeść do najbliższej restauracji.
W drodze powrotnej mijała kwiaciarnię. Zdziwiła się, że o tej porze była jeszcze otwarta. Weszła do środka i pierwszą rzeczą, która rzuciła jej się w oczy, był ogromny wazon z czerwonymi różami. Przez jej myśli przemknął obraz czerwonowłosego Genina z Suny. Jej twarz wykrzywił grymas wściekłości, ale natychmiast się opanowała, gdyż zauważyła przestraszone spojrzenie sprzedawczyni. Wybrała kilka róż, zapłaciła za nie i opuściła kwiaciarnię.
Już miała wejść do hotelu, kiedy zaczepił ją, chłopak o przydługich blond włosach i zielonych oczach. Jego strój odbiegał od normy, z jaką miała do czynienia, a mianowicie miał na sobie jeansy i czarną koszulę z rozpiętymi dwoma guzikami pod szyją.
— Ładny bukiet, pewnie od narzeczonego — zagadną.
— Odwal się — syknęła ostrzegawczo.
— Wyluzuj — żachnął się. — Tutaj nocujesz? Czemu wybrałaś ten hotel? Nie lepiej zamieszkać z chłopakiem? — te pytania zaczęły drażnić czarnowłosą.
— Nie twój interes — warknęła.
— Jesteś tu nowa — ciągnął dalej. — Może pójdziemy na spacer, poznamy się bliżej — zaproponował. Serenity milczała przez chwilę, przed jej oczami znów przemknęła twarz Gaary oraz starszyzny. Doszła do wniosku, że przyda jej się towarzystwo. Przynajmniej będzie miała się, na kim wyżyć.
— Zgoda, zaniosę tylko kwiaty i zaraz wracam — stwierdziła.
Chwilę później w milczeniu przemierzali ulice Otafuku Gai.
— Coś mało rozmowna jesteś — stwierdził, kiedy dotarli do niewielkiej świątyni, położonej na wschód od miasteczka.
Serenity wzruszyła tylko ramionami.
Zatrzymali się przed schodami, dziewczyna odwróciła się do niego twarzą, lecz nie zdążyła nic powiedzieć, gdyż blondyn z łatwością wbił w jej brzuch kunai.
W jej przerażonych oczach odbijał się szyderczy uśmieszek chłopaka, po czym sama ironicznie się uśmiechnęła, a po jej postaci pozostały tylko płatki róż.
— Brawo — powiedziała, klaszcząc w dłonie. Blondyn odwrócił się w jej kierunku. — Kim jesteś i czego ode mnie chcesz, śmieciu? — dodała, zbliżając się do niego.
— Skąd wiedziałaś? — odpowiedział pytaniem.
— Nie jestem głupia — pojawiła się za nim, przykładając ostrze kunaia do jego szyi. — Odpowiedz na moje pytanie — warknęła. Ku jej zdziwieniu z blondasa również pozostały płatki róż. — To nie możliwe — zaczęła szybko się rozglądać wokół siebie.
— Widzę, że nie spodziewałaś się tego — zadrwił, wychodząc zza pobliskiego drzewa. Natychmiast wykonała pieczęć ochronną i w porę to zrobiła, gdyż z ziemi pod nią wyłoniły się kolczaste pnącza, które oplotły jej ciało. — Nieźle — zadrwił. — Potrafisz wyczuć przeciwnika, ale nie tym razem — dodał, a kolce zaczęły wbijać się w nią, przy czym wydzielały truciznę.
— Nie doceniasz mnie chłopczyku — prychnęła.
— No tak, mogłem się spodziewać różanej tarczy — gdy to powiedział, pnącza się cofnęły.
Serenity wykorzystała okazję, wyjęła czerwoną różę, wykonała pieczęć i posłała w kierunku przeciwnika kulę ognia. Niestety chybiła. Wbrew pozorom był szybki. Nie czekając na kolejny krok blondyna, stworzyła cztery kolony, które atakowały go kolejno ogniem, wodą, ziemią i powietrzem. Sama obserwowała walkę z dachu świątyni.
Blondyn zręcznie unikał każdego ataku. Wykonał pieczęć i posłał w stronę wszystkich klonów coś, co wyglądało jak ostrza w kształcie liści róż. Było ich tak dużo, iż wszystkie klony zostały pokonane.
Serenity była w szoku. Po raz pierwszy miała równego sobie przeciwnika, który na dodatek o wiele lepiej, niż ona, posługiwał się technikami związanymi z różami. No właśnie róże. Przecież tylko ona umiała je wykorzystać w walce. Kim on do cholery jest?! Bardzo chciała to wiedzieć, ale nie mogła sobie pozwolić na przegranie tego pojedynku. Aktywowała swój Kekkei genkai, a w jej dłoni z płatków róż uformował się miecz. Wyszukała zmienionym spojrzeniem linie życia należące do chłopaka i z niesamowitą szybkością ruszyła w jego kierunku, by zadać śmiertelny cios i zasmakować w końcu czyjejś krwi.
Blondyn w ostatniej chwili odparł jej atak. Po polance posypały się iskry na wskutek zderzenia się ze sobą dwóch ostrzy. Przeciwnicy odskoczyli od siebie, po czym znów ruszyli w swoim kierunku.
Przez kilkanaście minut słychać było tylko dźwięk mieczy. W końcu czarnowłosej udało się trafić chłopaka w rękę, w której trzymał miecz. Broń spadła na ziemię, a on kucał, trzymając się za ranne ramię.
Serenity dezaktywowała Shigan i stanęła nad blondynem.
— Czy teraz mi w końcu odpowiesz na moje pytanie? — patrzyła na niego, jak na robaka.
— Arashi Yoshinaga. Jeden z nielicznych, którzy przeżyli, bo byli na misjach, gdy ty, Serenity dokonywałaś masakry w rodzinnej wiosce.
— O czym ty, do cholery, mówisz?! — wymierzyła w niego mieczem. — I skąd wiesz, jak mam na imię?!
— Jestem twoim kuzynem — odparł, próbując wstać.
— Ja nie mam rodziny — czarnowłosa nie wierzyła w ani jedno jego słowo.
— Owszem masz, jest nas garstka. Nie wszystkich zabiłaś — mówił spokojnie.
— Bredzisz, ja nikogo z rodziny nie zabiłam — warknęła.
— Czyżby zastosowano na tobie technikę blokady pamięci? — zadrwił. — Tak, z całą pewnością ONA musiała to zrobić — dodał.
— Nie mam pojęcia, o kim i o czym mówisz i nie zamierzam dłużej słychać tych bredni — znów aktywowała Shigan, by zabić natręta.
— Wkrótce się dowiesz — rzekł Arashi i rozpłynął się w powietrzu, nim czarnowłosa zdążyła wykonać jakikolwiek ruch.
Serenity wróciła do miasteczka z mętlikiem w głowie.
Prawie świtało, kiedy weszła do hotelowego pokoju.
Usiadła na łóżku i zaczęła analizować zdarzenia minionej nocy. Przed jej oczami zaczęły przewijać się również te same strzępki wspomnień, co wtedy, gdy podsłuchiwała rozmowę Shikamaru, Naruto i Gaary w szpitalu.
Chwyciła się za głowę, bo nic z tego nie rozumiała. Kolejna zagadka do rozwiązania. Na dodatek ten cały Yoshinaga rzekomo był z nią spokrewniony. Co prawda posługiwał się podobnymi technikami, ale to jeszcze nic nie znaczy. Skąd wiedział, kim ona jest, czy była śledzona nawet o tym nie wiedząc? I kim była ONA, o której wspomniał? Wciąż nowe pytania rodziły się w jej głowie, na które nie znała odpowiedzi. Miała tylko nadzieję, że wkrótce wszystko się wyjaśni.
Yoshinaga... Coś jej mówiło, to nazwisko. Jednak nie mogła sobie przypomnieć nic, co działo się zanim trafiła do Konohy.
Tak, to było jej pierwsze wspomnienie, które nie miało logicznego początku. Zanurzyła się w nim i mimowolnie uśmiechnęła. Miała pięć lat i błąkała się po świecie. To wtedy poznała Kakashiego i on obiecał komuś, że się nią zaopiekuje. Nie pamiętała jednak, komu to obiecał. Potem zamieszkała w wiosce Liścia, z której wczoraj została wyrzucona bez powodu. Te oskarżenia były bez sensu. Na pewno musiał istnieć inny powód. A może bali się, że po śmierci Hiruzena nie uda im się nad nią zapanować? To niedorzeczne. Sama świetnie się kontrolowała. No prawie...
Westchnęła i opadła na poduszkę. Odwróciła głowę na bok, a jej wzrok spoczął na różach. Przed jej oczami znów przemknęła twarz Gaary. Gdyby go zabiła, kiedy miała ku temu okazję Starszyzna miałaby podstawy by ją wygnać, ale może wtedy Trzeci by żył i wstawił się za nią.
Zerwała się z łóżka i zaczęła przechadzać się po hotelowym pokoju.
Całe przedpołudnie rozmyślała o wszystkim, co ją do tej pory spotkało, podjęła decyzję. Wyruszy do Suny, by zabić czerwonowłosego i każdego, kto stanie jej na drodze. Potem zajmie się poszukiwaniem rzekomego kuzyna. Jego też zamierzała zabić.
Pozbierała swoje rzeczy i opuściła hotel. Nie zaszła jednak daleko. Nieopodal rozległ się huk, schowała się w cieniu sąsiedniego budynku i wyjrzała zza rogu. Na poziomie drugiego piętra widniała ogromna dziura w ścianie. Zauważyła też dwie postacie ubrane w długie czarne płaszcze z charakterystycznym wzorem w kształcie czerwonych chmurek, które w szybkim tempie oddalały się od miejsca zdarzenia.
— Co tu się dzieje?! — spytała sama siebie. Przyjrzała się owej dziurze. Korytarz w głębi wyglądał dość dziwnie, ale z tej odległości nie mogła stwierdzić dokładnie, czym pokryte były ściany, sufit i podłoga. Natomiast doskonale widać było czarne płomienie okalające dziurę. — Co to do cholery jest?! — zanim jednak zdołała coś jeszcze pomyśleć, czy powiedzieć, do owej wyrwy zakradł  się nie kto inny, jak Gai Might, po czym zniknął w dziurze.
Ciekawość Serenity zwyciężyła. Sama podkradła się bliżej, ale nie zbyt blisko, by nie odkryto jej obecności. Korytarz wyglądał już normalnie, a w głębi niego znajdował się Naruto i Sasuke, który był nieprzytomny, a zamiast Kakashiego był tam Jiraya, legendarny Sannin. Mężczyzna dyskutował o czymś z Sensei’em drużyny Nejiego. Czarnowłosa niestety nie słyszała, o czym rozmawiali.
Młoda kunoichi doszła do wniosku, że nie ma sensu wcinać się w nie swoje sprawy i wyruszyła na swoją misję. 
Po drodze trenowała, żeby polepszyć swoje umiejętności. Zdawała sobie sprawę z tego, że Gaara nie jest przeciętnym przeciwnikiem, tak jak i jego rodzeństwo, a skoro miała wyeliminować “przeszkody”, nie mogła pozwolić sobie na jakikolwiek błąd. Jednocześnie głowę zaprzątał jej Arashi Yoshinaga oraz zagadka dotycząca jej przeszłości.

18 kwietnia 2013

23. Wygnanie.

Czarnowłosa kunoichi upadła na kolana, kiedy przed jej oczami pojawił się obraz uśmiechniętego Trzeciego na białym tle. Wiedziała już, co to oznacza.
— Serenity, co się stało?! — spytał Kakashi, chwytając ją za ramiona.
— Hokage… nie żyje… — wyszeptała.
Zaraz po tym, jak wypowiedziała te słowa, bariera chroniąca pole walki Orochimaru i Trzeciego została zneutralizowana.
W następnej chwili z dachu wybiła się pięcioosobowa grupa ninja z zamiarem ucieczki. Dwoje, spośród czterech Shinobi, którzy tworzyli pole, trzymało po obu stronach swego Mistrza. W ślad za nim ruszyło troje członków ANBU, jednak zostali zatrzymani przez coś, co wyglądało, jak ogromna pajęczyna.
— Wykonali ruch — rzekł Kakashi, patrząc za oddalającymi się wrogami.
— A więc chodźmy za nimi — powiedział Gai.
— Nie — odparli jednocześnie Serenity i jej brat. — To może być pułapka — dodał białowłosy.
— Pułapka, czy nie, nie możemy pozwolić im uciec w tak frywolny sposób. To właśnie powinni robić Shinobi z Konohy — stwierdził gniewnie Sensei drużyny Nejiego.
— W tej chwili ważniejszy jest Trzeci Hokage — powiedziała Serenity.
— Ona ma rację — wtrącił Ganma, który właśnie się pojawił obok nich. Cała trójka domyśliła się, że pościg za Bakim się nie udał.
Czarnowłosa bez słowa udała się na dach, na którym jeszcze przed chwila toczyła się walka. W jej ślad podążyli inni Chunini i Jonini, którzy znajdowali się w pobliżu.
Wszyscy stanęli nad zwłokami Sarutobiego, był tam także Jiraya, legendarny Sannin. W milczeniu i ze smutkiem patrzyli na nieruchome ciało i pieczęć, która widniała na jego brzuchu.
Mimo wszystko wciąż masz na ustach uśmiech pomyślała Serenity, po czym jako pierwsza stamtąd odeszła. Nikt jednak nie zwrócił na to uwagi, z wyjątkiem jej brata.


Był późny wieczór, kiedy Kakashi wrócił do domu. Czarnowłosa czekała na niego w salonie, popijając sok.
Mężczyzna opadł ciężko na fotel i westchnął zmęczony.
— Dlaczego nie było cię na zebraniu? — spytał, na co dziewczyna wzruszyła ramionami. — Serenity, wiem, że jest ci ciężko, ale to nie zwalnia cię z obowiązków — ciągnął dalej. — Pogrzeb odbędzie się jutro o dziesiątej, na dachu siedziby Hokage — dodał, widząc, że jego siostra nie jest skora do rozmowy.
W końcu spojrzała na niego ze smutkiem. Widziała, jak poruszył go fakt, iż okazała emocje. Nie chciała nic mówić, ale jednak się odezwała.
— Hokage nie musiał zginąć. Tak, wiem, była to bohaterska śmierć, ale gdyby mnie posłuchał i był bardziej ostrożny…
— To nie twoja wina — przerwał jej. — Ostrzegłaś go. Podjął decyzję. Orochimaru jest przebiegły. Nie wiemy, jak dokładnie potoczyła się walka między nimi, ale widziałem na twarzy Trzeciego uśmiech, co może oznaczać, że umarł godnie i jakoś zniweczył plany swego dawnego ucznia.
— Być może masz rację. Nie spóźnij się jutro — powiedziała i wyszła z salonu. Dziś nie miała ochoty na jakiekolwiek wędrówki. Całą noc spędziła w swojej sypialni, rozmyślając o wydarzeniach minionego dnia.
Tuż przed świtem usłyszała trzask zamykanych drzwi. Zerwała się z łóżka i wyjrzała przez okno. Kakashi ubrany na czarno, trzymając ręce w kieszeniach spodni szedł na północ. Domyśliła się, że zmierzał w stronę Pomnika Pamięci. Tylko się nie spóźnij pomyślała, choć czuła, że tak będzie. Sama też nie chciała pojawić się punktualnie, mimo iż była świadoma, że Sarutobiemu by się to nie spodobało. Odwróciła się tyłem do okna, westchnęła i zaczęła szykować się na pogrzeb.
Od samego rana zapowiadało się na deszcz. Serenity przemierzała wolnym tempem opustoszałe ulice Konohy. Jej myśli skupione były na jednej osobie, a mianowicie na Gaarze. Stopniowo kiełkowała w niej chęć zemsty, ale z drugiej strony była wręcz pewna, że wykonywał on tylko rozkazy. Zatrzymała się i spojrzała na wizerunki czterech Hokage wyrzeźbionych w skale. W tym samym momencie zaczął padać deszcz.
— A to mnie mówiłaś, żebym się nie spóźnił — usłyszała za sobą głos brata. Nie odpowiedziała jednak, tylko znów ruszyła przed siebie. — Co jest, Serenity? — próbował zagaić rozmowę Kakashi, ale na nic się to zdało. Westchnął i przyspieszył kroku. Pogrążony w myślach nie zauważył, że po chwili szedł sam.
Serenity dotarła na miejsce praktycznie na sam koniec pogrzebu, kiedy to Shinobi i inni mieszkańcy Wioski Liścia złożyli już kwiaty przy zdjęciu Trzeciego Hokage oraz innych Ninja, którzy zginęli w walce.
Przestało padać i słońce wyłoniło się zza chmur. Czekała, aż wszyscy opuszczą dach, po czym jako ostatnia złożyła hołd poległym.
Nigdy cię nie zapomnę Hiruzen. Dziękuję ci, że pozwoliłeś mi mieszkać w tej wiosce. Z resztą zawdzięczam ci o wiele więcej. Czuję jednak, że będę musiała odejść… Zanim dokończyła myśl odwróciła się na pięcie, by stanąć twarzą w twarz z członkami Starszyzny. Koharu i Mitokado patrzyli na dziewczynę z powagą. Natomiast jej wzrok nie wyrażał żadnych emocji.
— Serenity — odezwała się kobieta. — Dziś po południu, a dokładnie o szesnastej, masz stawić się przed Radą Wioski. Tylko się nie spóźnij, tak jak na pogrzeb — dodała, po czym bez słowa odeszła wraz z towarzyszem.
— Jak sobie życzycie — odparła czarnowłosa i zacisnęła dłonie w pięść.
Po powrocie do domu na niczym nie mogła skupić myśli. Chodziła tam i z powrotem bez celu. W końcu stwierdziła, że trening dobrze jej zrobi, więc udała się na pole ćwiczeń.
Dochodziła ustalona godzina, kiedy zmęczona i nieco rozluźniona szła na spotkanie ze Starszyzną.
Zanim się spostrzegła, była pod budynkiem administracyjnym. Kilka minut później stała przed drzwiami Sali Obrad Rady Konohy. Nim zdążyła zapukać, usłyszała, że może wejść.
Pomieszczenie, w którym się znalazła było nieco mniejsze, niż sala, gdzie zwykle odbywały się zebrania. Wszędzie dominowała biel. Na wprost drzwi znajdował się długi stół, przy którym zasiadali członkowie Rady. Po środku było miejsce dla Hokage, które w tej chwili było puste. Dwa sąsiednie należały do Starszyzny.
Serenity przesunęła szybko spojrzeniem po zebranych i odnotowała w myślach brak kilku osób, w tym jej brata, co sprawiło, że nabrała większego dystansu do obecnej sytuacji.
— Chcieliście mnie widzieć — rzekła bez przywitania się.
— Tak Serenity, usiądź — Mitokado wskazał jej krzesło, znajdujące się na środku Sali.
— Dziękuję, postoję — odparła dziewczyna. — Więc słucham, o co chodzi?
— W związku z ostatnimi wydarzeniami — zaczęła Koharu — dość długo debatowaliśmy na twój temat — na te słowa czarnowłosa zmrużyła oczy. — Obserwowaliśmy cię od jakiegoś czasu — mówiła dalej członkini Rady. — Wszyscy tu zebrani mogą poświadczyć, że utrudniałaś realizację egzaminu na Chunina. Ponadto próbowałaś zabić kilka osób.
— Bzdura — warknęła czarnowłosa.
— Doprawdy? A kto rzucił w mojego bratanka kunaiem, a potem próbował go udusić?! — odezwał się lider klanu Hyuga.
— To nie wszystko — wtrącił Ibiki Morino, były Sensei dziewczyny. — Nie tylko ja mogę zaświadczyć, że groziłaś innemu uczestnikowi egzaminu śmiercią, nie wspomnę już, że dwukrotnie groziłaś mnie.
— Chwila! — zawołał młody mężczyzna, którego Serenity pierwszy raz widziała na oczy. — Z naszych obserwacji wynika, że ona nie tylko groziła śmiercią Geninowi z Suny, ale i nawet z nim walczyła.
— Jestem pewien, że była to mistyfikacja. Neji mówił, że skumała się ze zdrajcami z Wioski Piasku, a to jest równoznaczne z tym, że i ona jest zdrajcą! — rzekł Hyuga.
— Uważam, że to tylko spekulacje. Przecież pomagała w egzaminie. Składała raporty Trzeciemu. Ostrzegała o możliwości ataku Orochimaru. Próbowała nawet ratować Hokage! To się nie liczy? — tym razem głos zabrał ojciec Shikamaru Nara.
— Przepraszam, że przeszkadzam, ale ja nadal tu jestem! — Serenity próbowała nie wybuchnąć. — Nikt nawet nie raczy spytać się, co ja mam do powiedzenia?! O co chodzi z tymi oskarżeniami?!
— Najwidoczniej, to była część planu ataku na Konohę — zauważyła Koharu, ignorując czarnowłosą. — Zatem głosujmy. Kto jest za tym, aby Serenity opuściła wioskę, niech podniesie rękę — dodała. W górę wystrzeliły ręce tych, którzy rzucali oskarżenia. — Dobrze, kto jest przeciwny? — jedyną osobą, która podniosła rękę był lider Joninów, Shikaku Nara.
— My, jako Starszyzna i doradcy Hokage, również jesteśmy za tym, aby Serenity opuściła wioskę, a ponieważ obecnie nie posiadamy Hokage, nasz głos jest decydujący — wtrącił Mitokado.
— A zatem, w związku z przewagą głosów, pięć do jednego, Serenity, niniejszym zostajesz skazana na banicję, bez możliwości powrotu do Konohy. Masz trzy dni na opuszczenie wioski.
— Skoro taka jest wasza wola — Serenity przyjęła tę wiadomość z udawanym spokojem, gdyż cała w środku aż wrzała z wściekłości. To było niesprawiedliwe, z uwagi na brak kilku członków Rady, którzy być może stanęliby po jej stronie. Na dodatek liczyła na wsparcie Anko, ale ona nawet słowem się nie odezwała, nie wspominając już, że nawet nie raczyła na nią spojrzeć. Nie pokazując jednak niczego po sobie, zdjęła ochraniacz z symbolem Wioski Liścia i złożyła go na stole przed Radą.
— Widzę, że nie masz nic na swoją obronę, a skoro nie protestujesz to znaczy, że przyznajesz się do winy — rzekła z nieukrywaną satysfakcją Koharu.
— Nie mam zamiaru się tłumaczyć — powiedziała wypranym z emocji głosem, po czym z dumnie podniesioną głową wyszła z Sali Obrad. Gdy drzwi się za nią zamknęły, biegiem udała się do domu, by spakować swoje rzeczy. Nie miała zamiaru pozostać w wiosce ani minuty dłużej. W ogóle nie myślała o tym, czy spotka się z Kakashim, a już tym bardziej o pozostawieniu mu jakiejkolwiek wiadomości.
Chwilę później, nie obracając się za siebie, z godnością opuściła mury Konohy, by już nigdy więcej tu nie wrócić.

18 listopada 2012

22. Walka pomiędzy dwoma Jinchuriki.


Po ponad rocznej nieobecności związanej z problemami w życiu prywatnym i brakiem weny do pisania, chciałabym zaprosić was do przeczytania kolejnego rozdziału. Zapewne niewielu już pamięta o tym blogu i nie spodziewam się waszego entuzjazmu z powodu mojego powrotu, ale chcę doprowadzić do końca tę historię. Przepraszam też z góry jeśli pojawią się jakieś błędy typu literówki, czy powtórzenia.
___________________________________________________

„Kochaj siebie i walcz tylko dla siebie.”
Tak też czynię wuju. Znak miłości na moim czole, który wyryłem sobie piaskiem, każdego dnia przypomina mi, że miłość nie istnieje, a ci, którzy w nią wierzą są słabi i bezwartościowi. Jestem sam. Zawsze byłem sam. Nikomu nie zaufam, nikogo nie pokocham. Jestem sam.


Gaara wrócił do teraźniejszości.
— Coś nie tak? Ruszaj! Czy nie złości cię cierpienie twoich „drogich przyjaciół”? — zadrwił, patrząc na niepewność w postawie słabeusza z wioski Liścia.
Naruto spojrzał na członków swojej drużyny, po czym wydawało się, że wpadł na jakiś pomysł.
Wykonał pieczęć przyzwania i przygryzł kciuk, następnie położył dłoń na gałęzi. Czerwonowłosy zdziwił się, że nowicjusz zna tę technikę, ale kiedy z kłębów dymu wyłoniła się mała żaba roześmiał się w duchu, myśląc, że to wszystko, co udało się osiągnąć Geninowi z Konohy.
Naruto, rzecz jasna, się zezłościł i zaczął krzyczeć na płaza, po czym spojrzał z zaciśniętymi zębami na Gaarę.
— Muszę wszystkich obronić — powiedział.
— Wszystkich? — zaśmiał się czerwonowłosy. — Nie rozśmieszaj mnie! — warknął, podnosząc zmienioną głowę. — Walczę tylko dla siebie — dodał, a przemiana zaczęła obejmować już całe jego ciało. Pozostawił też fragment swojego ramienia na drzewie, który przytrzymywał koleżankę słabeusza. — Piasek nie puści, póki mnie nie pokonasz. Ale to nie wszystko — ciągnął dalej. — Piasek będzie się zacieśniał wokół niej cały czas i ostatecznie ją zabije — dokończył i obserwował reakcję przeciwnika.
Blondyn nie bardzo wiedział, co ma robić.
Syn Kazekage stwierdził, że teraz jego kolej na atak i posłał w stronę Uzumakiego piaskowe shurikeny. Nowicjusz złapał żabę i odskoczył, unikając ataku, ale kilka pocisków w niego trafiło, co spowodowało, że uderzył plecami o drzewo i spadł na niższą gałąź.
— Jesteś słaby — powiedziała żaba.
— Zamknij się! — wycedził Naruto przez zęby.
— A właściwie, kim on jest? — spytał płaz, wskazując na Genina z Suny. Chłopak jednak nie odpowiedział, zerkając na Gaarę, który patrzył na niego z drwiną i wyzywająco.
— Co jest? Boisz się? — szydził czerwonowłosy. Według niego twarz nowicjusza wyrażała strach i niepewność. Nie miał pojęcia o czym tamten myśli i tak naprawdę mało go to obchodziło. Pragnął pozbyć się przeciwnika jak najszybciej. — Będziesz walczył tylko dla siebie, czy dla innych? Po prostu kochaj siebie i walcz tylko dla siebie! To właśnie czyni silną osobę naprawdę silną! No dalej! Walcz ze mną! Pokaż, na co cię stać! Pokaż swoją siłę, a zniszczę ją! — drażniła go bezczynność blondyna. — Co jest?! Jeśli nie będziesz walczył, to zabiję tę dziewczynę! — dodał.
Ostatnie słowa podziałały na nowicjusza. Uzumaki ruszył do ataku. Wykonał pieczęć i stworzył sporą liczbę swoich klonów.
Gaara wziął głęboki wdech. Fuuton: Mugen Sajin Daitoppa (Element wiatru: Ogromny Wybuch Piaskowej Burzy) krzyknął w myślach i wypuścił strumień powietrza z piaskiem w stronę replikacji cienia. Atak unicestwił je wszystkie.
— Będę się z tobą bawił, więc tak szybko nie umrzesz — powiedział po chwili. — Nie mogę się doczekać, kiedy się poddasz, zostawisz przyjaciół i uciekniesz.
Raz po raz rzucał piaskowymi shurikenami w Naruto. Kilka celnych trafień sprawiło, że słabeusz kilkakrotnie uderzał plecami o drzewa. Mimo to wstawał.
Czerwonowłosy nie zamierzał się jednak zastanawiać, czym kieruje się jego nowa ofiara. Najwidoczniej był bardzo głupi, skoro jeszcze się nie poddał.
— Na co czekasz!? No tak, przyszedłeś za mną i co? I zaraz tak się stanie, weźmiesz nogi za pas, a ja odpowiednio zajmę się twoimi towarzyszami — Gaara coraz bardziej się niecierpliwił.
— Nie wiem, czy mój atak coś zdziała, ale dam z siebie wszystko — rzekł blondyn. Znów stworzył kilka swoich klonów i ruszył z nimi w stronę Genina z Suny — Pokażę ci sekretną technikę!
Czerwonowłosy tylko się złośliwie uśmiechnął. Złapał trzy klony, ale Naruto stworzył kolejne i powtórzył to jeszcze raz, po czym sam zaatakował syna Kazekage od tyłu, mówiąc o jakimś ruchu, który pokazał mu jego Sensei.
Obserwatorzy tej walki poczuli zgorszenie, kiedy okazało się, że to, co zrobił Uzumaki, to tylko lewatywa.
Zachowanie Genina z Konohy tylko zezłościło Gaarę. Uderzył go ogonem z taką siłą, że ten odleciał na kilka metrów.
Jednak „Tysiące lat bólu”, jakie zadał blondyn przeciwnikowi, było przemyślane, gdyż do kunaia, który został wbity w piaskowy odwłok, była przyczepiona notka wybuchowa.
Eksplozja spowodowała, że zmienione ciało czerwonowłosego uległo deformacji.
‘Nie spodziewałem się, że ten mały śmierdziel obierze sobie za cel spód mojego ogona, gdzie pancerz jest najsłabszy. Na szczęście nie zostałem zraniony, ale piasek mógł nie zaabsorbować całego uderzenia. Nie doceniałem go’ pomyślał i zaczął odwracać się w stronę Naruto, który jak się okazało rozmawiał z Sasuke.
— On jest taki, jak ja — rzekł blondyn, patrząc na Gaarę, który przywracał swej postaci właściwy wygląd. — Czuję tę samą samotność i smutek, którą przeżyłem w moim życiu. Dlatego myślałem, że jest silny, ponieważ był sam i walczy tylko dla siebie. Ale to nie oznacza, że jest się silnym. Nie możesz stać się naprawdę silny, jeśli walczysz tylko dla siebie — powiedział, po czym wykonał pieczęć i zaczął koncentrować ogromną ilość czakry, która nagle stała się widoczna. — Przysięgam, będę bronił wszystkich! — dodał z nową motywacją i wykonał technikę masowego podziału cienia.
Jinchuriki z Suny stał osłupiały, widząc ponad tysiąc klonów i odnotowując gdzieś w pamięci wcześniejsze słowa Genina z Konohy.
— Przepraszam, że musiałeś tyle czekać. Teraz poznasz Podręcznik Technik Uzumaki Naruto! — krzyknął blondyn. — Dobra, no to lecimy! —  zawołał i wraz z replikacjami ruszył do ataku. Każdy z klonów zaczął rzucać shurikenami w Gaarę, który jeszcze nie zdążył odnowić swojej postaci.
Czerwonowłosy musiał się obronić przy pomocy piasku, ale Naruto wraz z klonami zaczął go uderzać pięściami, jeszcze bardziej deformując jego obecną postać. Po chwili znów zaatakował, tak że Jednoogoniasty spadł na ziemię z ogromną prędkością.
‘Ten koleś… Kim on jest? Skąd bierze się jego siła?’ myślał. A w jego głowie pojawił się obraz z ich spotkania w szpitalnym pokoju. Tam twarz Genina z Konohy wyrażała przerażenie. ‘Ja mam z nim przegrać? Nie ma takiej możliwości!’ wściekłość Gaary wzrastała z każdą sekundą. Nadal nie wierzył w to, że ten słabeusz jest podobny do niego. Nie chciał, by tak było. Siła tkwi w walce dla samego siebie, a słabi są ci, co walczą dla innych.
Zaczął kontratakować. Zniszczył swoją łapą wszystkie klony blondyna. Ale to nie wszystko. Jinchuriki Piasku przybrał ostateczną, idealną formę i był teraz w stu procentach podobny do piaskowego demona, który był w nim zapieczętowany.
‘Nie spodziewałem się, że pokażę wam tą formę! Ale nie dałeś mi wyboru śmieciu’ pomyślał i wyciągnął łapę, a Uzumakiego zaczął oplatać piasek. A gdy już cały był w piaskowych więzach trumny i Gaara miał zadać ostateczny cios, by pozbyć się tego narwańca raz na zawsze, Naruto w ostatniej chwili uwolnił się z pułapki, przywołując żabę, która dorównywała wielkością Shukaku.
Blondyn był bardzo z siebie dumny, ale wściekł się, kiedy Żabi król odmówił współpracy w walce.
Czerwonowłosego zaczęła bawić ta walka, zwłaszcza, że ropucha nie chciała pomóc Uzumakiemu.
Dopiero interwencja małej żabki, którą wcześniej przywołał Genin z Konohy, a która okazała się być synem tej wielkiej, sprawiła, że Gamabunta postanowił walczyć.
Wyjął miecz i ruszył w stronę przeciwnika. Gaara w postaci piaskowego demona zamachnął się by odeprzeć atak, lecz jego ramię zostało odcięte.
Syn Kazekage był bardzo podekscytowany. Postanowił, że w zamian za „rozrywkę”, którą zafundował mu konohański śmieć, pokaże mu ostateczną moc, jaką dysponował.
Z czoła piaskowego potwora wynurzyło się ciało czerwonowłosego. Żabi król wytłumaczył Naruto, że Jinchuriki piasku nie może zasnąć, gdyż, jeśli tak się stanie jego osobowość zostanie „zjedzona” przez Shukaku i taka osoba później nie będzie już sobą. Natomiast długotrwała bezsenność prowadzi do rozchwiania osobowości medium. W przypadku, gdy medium zaśnie, kontrolę przejmuje demon i sieje spustoszenie.
— Wynagrodzę was za tak dużą porcję rozrywki — powiedział Gaara i za pomocą specjalnej techniki zapadł w sen.
— W końcu wolny! — zawołał potwór. — Już wiem, kogo mogę zabić! — dodał wskazując na Gamabuntę i Naruto.
— Przygotuj się, zaraz będziemy lecieć — rzekła żaba, a zaraz po tym Shukaku wypuścił z siebie kulę sprężonego powietrza w stronę przeciwnika. Płaz skoczył jednocześnie atakując wodnym pociskiem. Nagle dwa ataki się spotkały. Zderzenie spowodowało, że na ogromnym obszarze spadł siarczysty deszcz.
Demon i Gama atakowali się wzajemnie, aż w końcu jeden z powietrznych pocisków trafił w Żabiego Króla. Shukaku był przekonany, że zabił przeciwnika, jednak okazało się inaczej.
— To bolało, cholera — warknął płaz. — Ta kula miała w sobie ogromną ilość czakry, jeśli jeszcze raz oberwę, to nie wytrzymam długo.
— Więc, co mamy robić? — spytał Naruto.
— Musisz uderzyć tego dzieciaka, żeby się obudził. Wtedy technika przestanie działać!
— Niby jak mam go obudzić?!
— Po prostu go uderz!
Gamabunta spróbował przytrzymać jednoogoniastego, jednak ten mu się wyślizgnął.
— Szefie, musisz go przytrzymać, inaczej go nie uderzę! — zawołał Uzumaki, bo żaba odskoczyła na bezpieczną odległość.
— Nie mam pazurów i kłów, aby go przytrzymać!
— Więc, co mamy robić?!
— Mógłbym się zmieć w coś, co je ma, ale nie jestem dobry w transformacji! Musisz wykonać znaki i dać mi wygląd. To będzie kombinacja w transformacji — rzekł płaz, a Naruto złożył dłonie w pieczęć. — Pomyśl o czymś, co ma pazury i kły.
— Czekaj! — zawołał blondyn, bo Gama znów ruszył w stronę piaskowego demona. Genin gorączkowo myślał, aż w końcu wykonał technikę. Z kłębów dymu wyłonił się lis o dziewięciu ogonach. Żabi szef pod postacią Kyubiego przytrzymał przeciwnika, a Uzumaki z całej siły uderzył Gaarę pięścią w twarz.
Cios sprawił, że czerwonowłosy otworzył oczy. Technika wymuszonego snu została zneutralizowana i Shukaku ponownie został zamknięty w jego ciele.
Syn Kazekage był wściekły. Resztkami czakry unieruchomił nogi przeciwnika i chciał go zmiażdżyć, jednak przed piaskową trumną uchronił Naruto język płaza.
— Zabiję cię! Moja egzystencja nie zniknie! — warknął Gaara, w dalszym ciągu prąc do przodu cielskiem Shukaku w stronę rzekomych przyjaciół blondyna. Przypuszczał, że jego przeciwnik prawdopodobnie nie ma już ani grama czakry, jednak zaskoczyło go, że Uzumaki nie zamierza się poddać.
Jeszcze bardziej zdziwił się, gdy nagle Genina z Konohy spowiła czakra, której nie znał i która miała barwę czerwieni.
— Chodź tu, głupi szopie — zawołał i rzucił się by zaatakować.
— Giń! — wrzasnął czerwonowłosy. Piasek pochwycił ręce Naruto, jednak ten w akcie desperacji uderzył Gaarę głową w głowę.
Syna Kazekage poczuł, jak z czoła spływa mu coś ciepłego i znajomo pachnącego.
Niesamowite było to, że ów cios sprawił, iż postać piaskowego demona rozpadła się, a dwaj Genini spadli między drzewa. W tym samym czasie Żabi Szef, przywołany przez Naruto, od teleportował się.
Dwóch Jinchuriki podniosło się do przykucniętej pozycji. Obaj ciężko dyszeli i patrzyli na siebie.
Gaara nie pojmował zachowania blondyna. Jak taki słabeusz chciał go pokonać i jednocześnie obronić przyjaciół? Z drugiej strony był sfrustrowany faktem, iż użył ostateczną technikę, przez co wyczerpał cały zapas czakry, lecz nie zabił tego wieśniaka. Na dodatek nie miał pojęcia skąd czerpie siłę i chęć walki ten upierdliwy gnojek.
— Jestem już pusty — wydyszał Uzumaki. — Ty też, prawda? Zakończmy walkę pomiędzy dwojgiem podobnych ludzi.
Czerwonowłosy miał dość. Chciał raz na zawsze uciszyć blondwłosego idiotę. Resztkami sił rzucił się na przeciwnika. Genin z Konohy wyskoczył naprzeciw. Obaj się zamachnęli, jednak Naruto był szybszy i celnie trafił Gaarę pięścią w twarz, po czym zarówno jeden, jak i drugi spadli na ziemię.
Genin z Suny patrzył z niedowierzaniem na leżącego niedaleko chłopaka. Po chwili blondyn zaczął do niego podpełzać. Sam jednak niemal nie mógł się poruszyć.
Dlaczego on jest taki silny? – myślał. Moja egzystencja nie zginie! Nie zginie! Nie pozwolę na to! – krzyczał w duchu. Próbował sobie wytłumaczyć, czym kieruje się Uzumaki, ale nie miał pojęcia. Mógł tylko patrzeć, jak ten powoli się do niego przysuwa.
— Nie, nie zbliżaj się do mnie! — zawołał, kiedy w końcu dotarło do niego, co robi Genin z wioski Liścia.
— Ból samotnego życia… — rzekł Naruto, zatrzymując się. — Jest nie do zniesienia prawda? — to pytanie oraz spojrzenie blondyna wstrząsnęło Gaarą. Pierwszy raz ktoś patrzył w taki sposób na niego. — Rozumiem twoje uczucia. Sam byłem kiedyś samotny, czułem się nie potrzebny. Teraz jednak mam przyjaciół, którzy bardzo wiele dla mnie znaczą. Nie pozwolę ci skrzywdzić ważnych dla mnie osób — jego wzrok stał się stanowczy, każde kolejne słowa wypowiadał z siłą. — Jeśli to zrobisz — kontynuował Uzumaki. — Zatrzymam cię, nawet jeśli będę musiał cię zabić!
— Dlaczego? — spytał czerwonowłosy, patrząc z niedowierzaniem na przeciwnika. — Dlaczego robisz to dla obcych osób?! — nie rozumiał.
— Moja samotność, to piekło. Oni uratowali mnie przed tym i zaakceptowali moje istnienie. Są moimi przyjaciółmi.
Gaara spojrzał w niebo, zastanawiając się nad sensem słów Genina. Wtem na tle koron drzew ujrzał oczami wyobraźni Yashamaru. „Miłość jest duchem poświęcenia siebie za kogoś ważnego i bliskiego tobie, jest to wyrażane przez troskę i obronę tej osoby. Moja siostra cię kochała.”
MiłośćWięc to dlatego jest taki silny? – pomyślał.
— Już wystarczy Naruto — doszły go słowa Sasuke, który prawdopodobnie był już przy koledze z drużyny. Mówił coś jeszcze, ale czerwonowłosy go nie słuchał. Jego niemal cała uwaga skupiona była na tym, co powiedział mu Uzumaki.
Wtem obok niego pojawiło się jego rodzeństwo. Wyczuł, że są spięci i gotowi do obrony jego osoby. Do obrony? Czy to znaczy, że mimo wszystko oni mnie kochają? Zawsze myślałem, że mnie nienawidzą, że woleliby, żebym umarł lub nigdy się nie narodził, ale teraz, kiedy ten… chłopak… zaburzył mój światopogląd, mogę spojrzeć na wszystko z innej perspektywy…
— Nie walczcie z nimi — szepnął do rodzeństwa, przerywając wewnętrzny monolog. — Przestańmy…
— Gaara… — w głosie Kankuro słychać było zmartwienie, a może nawet i troskę. Podszedł do młodszego brata i wziął go pod ramię, po czym mocno objął w pasie. Jinchuriki piasku po raz ostatni spojrzał na śpiącego już Naruto.
Troje Geninów z Suny oddaliło się od miejsca walki. Podczas drogi czerwonowłosy myślał o blondynie. Kto wie, Naruto Uzumaki… Może nadejdzie taki dzień… nie dokończył myśli.
— Temari, Kankuro… — szepnął. — Przepraszam — rzekł, próbując zawrzeć w tym jednym słowie wszystko, co chciał im przekazać.
— Nie martw się o to — odparł jego brat, choć prawdopodobnie nie do końca wiedział, za co ich przeprasza.
Gaara znów pogrążył się w rozmyślaniu na temat swej egzystencji. Nie przypuszczał, że jest jeszcze coś, co nim wstrząśnie po raz drugi.

29. Misja i wiadomość.

Gaara wraz z rodzeństwem przemierzali ulice Konohy, prowadzeni przez Shikamaru Narę, który mimo niedokończonego egzaminu na Chunina, zos...