6 czerwca 2014

27. Oczyszczenie z zarzutów.


Podczas nieobecności brata Serenity posprzątała dom, zrobiła zakupy, potrenowała trochę i poszwendała się po wiosce nocą, jak to niegdyś robiła.
Przestała się przejmować wrogimi spojrzeniami, czy to mieszkańców, czy innych shinobi, bo wiedziała, że i tak wkrótce znów opuści Konohę, tym razem jednak na zawsze i już więcej tu nie wróci.
Rozmyślała nad możliwością oczyszczenia się z zarzutów, lecz włamanie do archiwów nie wchodziło w grę, tym bardziej, że czuła, iż jest bardzo dokładnie obserwowana. Nie chciała też prosić nikogo o pomoc, bo wiedziała, że jej nie uzyska.


Kakashi doszedł do siebie w niespełna dzień. Kiedy wrócił do domu, przywitał go zapach jego ulubionej potrawy - pieczonych Saury. Z uśmiechem na ustach, niewidocznym z powodu maski, wszedł do kuchni.
— Cóż to za okazja? — spytał, siadając przy stole.
— Chciałam sprawić ci przyjemność — odparła kunoichi, podając posiłek. — Smacznego — dodała i delikatnie się uśmiechnęła.
— Nie pamiętam już, kiedy ostatni raz choć odrobinę się uśmiechałaś — westchnął mężczyzna. Serenity usiadła naprzeciw niego.
— Cieszę się, że tak szybko wyzdrowiałeś — zmieniła temat.
— Tak naprawdę to wypisali mnie dziś rano — odparł białowłosy.
— Wygląda na to, że jeszcze dziś będę musiała opuścić wioskę — powiedziała, a na jej twarzy na powrót zagościła powaga.
— Zostań chociaż do momentu oficjalnego powitania Piątego Hokage — poprosił Kakashi. Serenity przez dłuższą chwilę wpatrywała się w niego nieodgadnionym wzrokiem. W końcu powoli skinęła głową, na znak, że się zgadza. Skończyła jeść i udała się do swego pokoju. Usiadła na parapecie okna i zapatrzyła się w niebo, po którym leniwie płynęły niewielkie obłoki. Z zamyślenia wyrwał ją dźwięk zamykanych wejściowych drzwi. Spojrzała w dół i obserwowała powoli oddalającego się od domu brata.

*

Hatake wszedł do baru, w którym miał spotkać się z Tsunade.
Od samego rana próbował z nią porozmawiać na temat swojej młodszej siostry. Niestety, Sanninka była bardzo zajęta, ale umówiła się z nim na popołudnie, co bardzo go ucieszyło.
Mężczyzna rozejrzał się po niewielkim, skromnie urządzonym lokalu, a kiedy natrafił wzrokiem na znajomą postać, udał się w jej kierunku i zatrzymał przy stoliku, znajdującym się tuż przy oknie.
— Usiądź — powiedziała kobieta, przekładając kartkę jednej z książek, które piętrzyły się na blacie.
— Dziękuję, że znalazła pani dla mnie odrobinę czasu — odparł, wykonując polecenie. Mimowolnie zerknął na to, co czyta Piąta. — To podręcznik? Pani się uczy? — spytał, nie ukrywając zaskoczenia. — Proszę wybaczyć moją ciekawość — szybko dodał. Nie chciał jej niepotrzebnie denerwować.
— Lee wymaga skomplikowanej operacji — odparła niezrażona. — I możesz mi mówić po imieniu. Jesteś jednym z najlepszych Joninów, więc nie musisz być aż tak oficjalny w stosunku do mnie — spojrzała na niego.
— To zaszczyt, jednak jest pani Hokage i należy się pani szacunek — zaoponował.
— Mimo to nalegam, byś nie mówił do mnie „pani” — naciskała.
— Skoro pani, znaczy, skoro nalegasz — westchnął zrezygnowany. — Ale nie po to mieliśmy się spotkać.
Tsunade odsunęła od siebie książkę medyczną i sięgnęła po spis shinobi z Konohy. Przewertowała kartki i zatrzymała się na stronie, na której znajdowały się podstawowe informacje dotyczące Serenity.
— To bardzo utalentowana dziewczyna — stwierdziła Ślimacza Księżniczka. — Opowiedz mi coś więcej o siostrze. Co prawda, Jiraiya trochę mi o niej wspominał, ale wolałabym się wszystkiego dowiedzieć od ciebie, z uwagi na to, iż to ty się nią opiekujesz i znasz ją najlepiej.
Kakashi zamyślił się na chwilę. Wolał od razu przejść do sprawy wygnania i ewentualnej możliwości oczyszczenia z zarzutów, jakie ciążyły na czarnowłosej, ale przystał na prośbę Piątej Hokage.
Oparł się wygodnie na krześle, zamknął oko i zaczął mówić o tym, jak Serenity trafiła do Konohy, dlaczego podjął się opieki nad nią, jak przebiegał jej rozwój. Opowiadał o jej umiejętnościach, nauce samokontroli, osiągnięciach. Wspominał dosłownie wszystko, co miało z nią związek. Nie zatajał przed Sanninką żadnej informacji, łącznie z tym, iż Serenity jest drugim Jinchuriki w Wiosce Liścia.
Hatake zamilkł na chwilę i wyjrzał przez okno na zewnątrz. Słońce chyliło się ku zachodowi, więc opowieść zajęła mu niemal całe popołudnie.
— No proszę, to stąd wiedziała, że zgodziłam się zostać Hokage — powiedziała Tsunade, wyrywając mężczyznę z zamyślenia.
— Nie rozumiem — spojrzał na nią, marszcząc czoło.
— Kiedy prosiła mnie, bym zapewniła jej tymczasową ochronę podczas pobytu tutaj, powiedziała, że z mojego i Jiraiyi zachowania wywnioskowała, iż zgodziłam się zostać Hokage. Myślałam, że to on jej powiedział, ale się myliłam. Mówisz, że ma wizje, tak? I że po nich jest zawsze wyczerpana — przerwała na moment, po czym klasnęła w dłonie, co spowodowało, że białowłosy aż podskoczył. — Teraz wszystko jasne. Kiedy spotkałam ją po raz pierwszy, wyglądała, jakby była chora, czy coś. Dyszała i ledwo trzymała się na nogach. To wtedy musiała mieć wizję na temat mojej zgody na przyjęcie posady Hokage. Przy naszym drugim spotkaniu mówiła, że czekała na dogodny moment. Czyli cały tydzień czekała, aż jej wizja się spełni — Tsunade upiła łyk sake i kontynuowała. — Powiedz mi teraz, jak to się stało, że została wygnana.
— Nie wiem, czy czytałaś raport, ale nie wszyscy członkowie Rady byli obecni na posiedzeniu, na którym podjęto decyzję o banicji Serenity — zaczął trochę niepewnie, ale skinięcie głowy Sanniki zachęciło go do kontynuacji. — W związku z tym, głosowanie nie było równe, a sama Serenity nie miała szans na obronę. Być może właśnie dlatego, bez zbędnych słów, przystała na decyzję Rady, która, swoją drogą, była niesłusznie podjęta — zamilkł, niepewny reakcji na jego słowa. Tsunade jednak spokojnie wpatrywała się w niego swoimi brązowymi oczami. Wziął, więc głęboki wdech i mówił dalej. — Uważam też, że takie decyzje podejmuje się w obecności Hokage, a gdyby Trzeci żył, nigdy by się na to nie zgodził.
— Dlaczego? — spytała blondwłosa kobieta.
— Ponieważ to właśnie Serenity jako pierwsza ostrzegła go przed możliwym atakiem Orochimaru, a potem próbowała ratować Hokage, niestety bezskutecznie. Nie wierzę w to, by zdradziła wioskę i przede wszystkim Trzeciego — zakończył swoją wypowiedź i spojrzał w oczy Piątej. — Rada nie powinna była podejmować decyzji o jej wygnaniu bez obecności pozostałych członków, a przede wszystkim bez obecności Hokage. Poza tym odnoszę wrażenie, że Starszyzna miała inny powód, by usunąć moją siostrę z wioski, a wszelkie oskarżenia wobec niej są tylko swego rodzaju przykrywką — dodał.
Tsunade milczała dość długo, analizując słowa, które padły z ust wybitnego Jonina. Hatake czekał cierpliwie, aż się odezwie, lecz wzrastała w nim obawa, iż zbyt pochopnie wypowiedział swoje myśli. Nie było jednak odwrotu i zdawał sobie sprawę, że być może będzie musiał ponieść konsekwencje swojej niesubordynacji. Nie żałował jednak niczego, bo jego siostra nie zasługiwała na miano zdrajcy.
— Jutro zwołam posiedzenie Rady, by rozpatrzyć twój wniosek o ponowne przesłuchanie świadków w sprawie Serenity — powiedziała w końcu blondynka. — A teraz wybacz, muszę się skupić na operacji Lee — dodała i zanurzyła się w lekturze podręcznika medycznego.
Kakashi skinął głową, po czym bez słowa wstał i opuścił bar. Miał nadzieję, że jego siostra zostanie oczyszczona z niesłusznych zarzutów.


Po powrocie do domu, swoje kroki skierował wprost do sypialni siostry. Zapukał i nie czekając na pozwolenie wszedł do środka, jednak dziewczyny nie było w pokoju. Jej plecak leżał na biurku, więc nie odeszła znów bez pożegnania, a przynajmniej taką miał nadzieję. Przeczesał dłonią włosy, myśląc, gdzie może ją znaleźć, ale nic nie przychodziło mu do głowy.
Zamknął za sobą drzwi, po czym zaczął jej szukać po całym domu, lecz i tym razem bezowocnie.
Ostatnim miejscem był dach, na który właśnie wchodził. Jeśli cię tu nie ma, to mnie szlag trafi – pomyślał, bo wcale nie uśmiechało mu się przeczesywanie Konohy. To jak szukanie igły w stogu siana. Czarnowłosa mogła być wszędzie i wciąż zmieniać swoje położenie, co z pewnością nie ułatwiłoby mu poszukiwań. Musiał ją jak najszybciej znaleźć, bo chciał z nią porozmawiać.
Kiedy zobaczył postać, siedzącą na skraju zachodniej połaci, odetchnął z ulgą.
— Może razem obejrzymy zachód słońca? — zagaił i usiadł obok siostry. Serenity zerknęła na mężczyznę zapatrzonego w dal i skinęła głową. Trwali tak w milczeniu dość długo, oboje napawając się pięknem naturalnego zjawiska, które za każdym razem było inne, choć powtarzało się dzień w dzień. — Co skłoniło cię do powrotu, pomimo zakazu Starszyzny? — z ust Kakashiego padło kolejne pytanie.
— Jesteś moim bratem, to normalne, że się o ciebie martwiłam — odparła. — Poza tym, to było nie fair wobec ciebie, że odeszłam bez pożegnania, za co już cię przeprosiłam.
— Nie fair było to, jak cię potraktowała Starszyzna. Pomijając fakt, że nie wszyscy byli obecni podczas rozprawy… — pokazał cudzysłów w powietrzu. — …to zarzuty, jakie ci postawili, są niedorzeczne i mocno naciągane. Powiedz mi, dlaczego się nie broniłaś?
— A czy to ważne? — spytała, choć doskonale wiedziała, jaka padnie odpowiedź. — Nie dali mi za bardzo dojść do słowa, poza tym odniosłam wrażenie, że cokolwiek bym powiedziała i tak nie braliby tego pod uwagę. Chcieli się mnie pozbyć za wszelką cenę, więc przystałam na ich decyzję — dodała, zanim białowłosy zdołał się odezwać.
— Rozmawiałem z Tsunade — rzekł po chwili.
— I co z tego — przerwała mu. — To nic nie da, Kakashi. Nie chcą mnie tu, więc, jak już mówiłam, odejdę — wstała i zeszła do domu.
— A jeśli zostaniesz oczyszczona z zarzutów? — Hatake podążył za nią. — Tsunade ma zwołać jutro zebranie Rady w związku z twoim wygnaniem. Mamy na nowo przeanalizować ostatnie posiedzenie. Jestem ciekaw, czy nadal będą się upierać przy swoim — mówił, idąc za siostrą krok w krok.
— Nie wybieram się na żadne zebranie — odwróciła się tak gwałtownie, że niemal wpadł na nią. — Nie zamierzam znów wysłuchiwać steku bzdur — warknęła.
— Spokojnie — podniósł dłonie w obronnym geście. — Nikt nie mówi, że będziesz musiała w tym uczestniczyć. Chciałem tylko, żebyś wiedziała, że będę cię bronił i zrobię wszystko, by oczyszczono cię z niesłusznych oskarżeń.
— I co dalej? Myślisz, że tak łatwo zniwelować łatkę, którą już raz ci przyszyto? Nie wierzę w to, by ludzie przestali uważać mnie za zdrajcę, mimo iż nim nie jestem — odparła krzyżując ręce na piersi.
— Warto spróbować. A Tsunade cieszy się ogromnym szacunkiem, więc myślę, że jej posłuchają. Proszę cię tylko o jedno, nie odchodź póki sprawa się nie wyjaśni, zrób to dla mnie — Kakashi chwycił siostrę za ramiona.
Dziewczyna wpatrywała się w niego i o dziwo nie strąciła jego rąk, jak niegdyś to czyniła.
— Tylko nie narób sobie problemów z mojego powodu — westchnęła w końcu. Jonin uznał jej odpowiedź za zgodę na pozostanie w Wiosce Liścia.
— O mnie się nie martw. Dam sobie radę — zaśmiał się, po czym przytulił siostrę i ucałował ją w czoło. Zrobił to jednak tak szybko, że nie zdążyła zaprotestować.

Następnego dnia, równo o dziesiątej, mężczyzna stawił się w Sali Obrad. Wszyscy członkowie Rady byli obecni i cicho rozmawiali między sobą.
Kakashi usiadł obok Asumy i Kurenai, którzy spojrzeli na niego z niemym pytaniem w oczach, ale Jonin nie odezwał się ani słowem. Po chwili do Sali weszła Tsunade.
— Wybaczcie mi tak nagłe zwołanie narady, jednak uważam, że powód jest bardzo ważny — powiedziała i spojrzała wpierw na Kakashiego, a potem na Koharu i Mitokado. — Przeglądałam raporty z ostatnich dwóch miesięcy, łącznie z raportem dotyczącym wygnania jednego z mieszkańców wioski. Jak zapewne się domyślacie chodzi o Serenity. Moje pytanie brzmi: Dlaczego została podjęta taka decyzja? Z tego co się orientuję, podopieczna Kakashiego Hatake była jednym z lepszych Chuninów w wiosce. Chcę usłyszeć zarzuty, jakie jej postawiliście — zamilkła w oczekiwaniu na odpowiedź.
— Posłuchaj Tsunade — zaczęła Koharu. — Uważamy tę sprawę za zamkniętą. Nie ma sensu roztrząsać decyzji, które już zostały podjęte.
— No oczywiście, że tak. Pozbądźmy się wszystkich wybitnych shinobi z i tak już osłabionej wioski — odparła Ślimacza Księżniczka z sarkazmem.
— Tsunade, nie zapominaj do kogo mówisz! — skarcił ją Mitokado. — Owszem ponieśliśmy ogromne straty, ale to nie powód, by zatrzymywać zdrajców w Konoha.
— Pozwól, że sama ocenię, czy Serenity ma opuścić Wioskę Liścia — warknęła blondynka, ignorując wcześniejszą uwagę i sięgnęła po Akt oskarżenia. Prześledziła tekst i przeczytała na głos interesujący ją fragment. — Utrudnianie przebiegu egzaminu na Chunina, próba zabójstwa dwóch uczestników egzaminu na Chunina, grożenie śmiercią dowódcy oddziału ANBU — przy trzecim zapisie powstrzymała się, by nie parsknąć śmiechem, odchrząknęła i kontynuowała. — Spiskowanie z Geninami z Suny… — urwała i odwróciła kartkę. — To ma być powód wygnania?! — wrzasnęła. — Myślałam, że przeczytam o jakiejś masakrze, o szpiegostwie na rzecz Orochimaru, czy coś w tym rodzaju, a to, co tu jest to jakiś stek bzdur! I ona według was jest zdrajcą?!
— Zbyt długo tolerowaliśmy jej wybryki. Serenity jest nieobliczalna i nie potrafi się w pełni kontrolować.
— Równie dobrze możecie wyrzucić z wioski Naruto, on też, jako Jinchuriki, jest nieobliczalny — warknęła Sanninka. — Z tego, co właśnie usłyszałam, wnioskuję, że powodem, dla którego Serenity została wydalona z wioski jest właśnie fakt, iż jest drugim Jinchuriki w Konoha, a nie, że jest zdrajcą. Z raportów wynika zupełnie co innego. Sam Trzeci prosił ją o śledzenie grupy z Suny. Oto szczegółowe raporty — pomachała plikiem kartek. — Groziła ci śmiercią? No proszę cię, a ponoć byłeś jej mistrzem. — zwróciła się do Ibikiego. — Komu jeszcze groziła? — spytała.
— Mojemu bratankowi, ale wyjawił mi później, że sprowokował ją. Poza tym, to raczej nie była próba zabójstwa z jej strony, tylko pewnego rodzaju reprymenda — wyznał Hiashi Hyuga. — To nie zmienia faktu, że był świadkiem, jak rozmawiała z Geninami z Suny.
— Serenity od samego początku ostrzegała Hokage o możliwości ataku ze strony Orochimaru — wtrącił Kakashi. — Wszyscy wiemy, że ma wizje, które niestety spełniają się za każdym razem. A to, że rozmawiała z Geninami z Suny… Sami chcecie utrzymywać dobre relacje z innymi krajami. Jako Chunin, miała obowiązek poznać uczestników egzaminu. To nie wina Serenity, że Suna spiskowała z Orochimaru.
Tsunade przełożyła kilka dokumentów i znów wyjęła ten, który był jej potrzebny.
— Według tego raportu wynika, że Wioska Piasku otwarcie przyznała się, że zostali oszukani przez Orochimaru, który zabił Czwartego Kazekage i podszył się pod niego podczas trzeciego etapu egzaminu. Konoha przyjęła ich lenno, by wzmocnić siły zbrojne. Dlaczego więc nie możemy mieć jeszcze jednego znakomitego shinobi? Jiraiya wspominał mi także o pewnej organizacji, która poluje na takich, jak Serenity. Uważam, że bezpieczniejsza będzie w wiosce, niż poza nią. Osobiście nie chcę mieć na sumieniu utalentowanej kunoichi — zamilkła na moment, a ponieważ nikt się nie odezwał, kontynuowała. — Przejdźmy więc do głosowania. Kto jest za tym, by Serenity opuściła wioskę? — Tsunade rozejrzała się po członkach Rady, którzy zerkali ukradkiem po sobie. O dziwo nikt nie podniósł ręki do góry. — Znakomicie, skoro wszyscy jesteśmy jednomyślni, Serenity zostaje oczyszczona z zarzutów i ponownie należy do wspólnoty Konohy. Chciałabym teraz przedyskutować z wami jeszcze kilka kwestii — Tsunade ewidentnie była zadowolona z przebiegu zebrania.
Kakashi cicho odetchnął z ulgą, ponieważ nie spodziewał się, że Starszyzna tak łatwo odpuści. Z drugiej strony w głębi duszy czuł lekki niepokój w związku z brakiem reakcji Koharu i Mitokado.

*

Czarnowłosa kunoichi stała przed drzwiami gabinetu Hokage. Budynek administracyjny był opustoszały z uwagi na to, iż wszyscy wojownicy, uczniowie, mieszkańcy i zaproszeni goście znajdowali się na placu przed nim i świętowali obranie nowego wodza Wioski Liścia.
Dziewczyna po cichu weszła do ciemnego pomieszczenia, które tak dobrze znała i położyła na biurku czerwoną różę. Chciała w ten sposób pożegnać się z Tsunade i podziękować jej za gościnę oraz ochronę.
Wraz z oficjalnym powitaniem Piątej nadszedł czas, by Serenity odeszła z Konohy.
Nie miała pojęcia, jaki przebieg miało zebranie, gdyż od ostatniej rozmowy z Kakashim nie zamieniła z nim ani jednego słowa. Prawdę mówiąc, specjalnie go unikała, tak jak resztę ludzi z wioski.
Niezauważona opuściła siedzibę i wskoczyła na najbliższy dach. Odwróciła się w stronę tarasu, na którym stała dumna Sanninka. Za nią znajdowali się Koharu, Mitokado i Jiraiya.
Blondwłosa kobieta zdjęła z głowy kapelusz z symbolem ognia.
— Od dziś będę broniła tej wioski! Jestem Piątym Hokage! — zawołała, na co tłum zebrany na dole zaczął głośno wiwatować.
Serenity delikatnie się uśmiechnęła, ale na powrót spoważniała, spoglądając na zadowolonego brata. Tym razem będzie musiała się z nim pożegnać i wcale nie była tym faktem zachwycona.
Już miała zeskoczyć w boczną uliczkę i udać się do domu, by tam zaczekać na Kakashiego, gdy kolejne słowa, wypowiedziane przez Tsunade przykuły jej uwagę.
— Każdy z nas popełnia błędy, nawet ci, których nie podejrzewalibyśmy o to. Są przewinienia większe, bądź mniejsze. Jedne zasługują na karę, inne na najzwyklejszą w świecie naganę. Zdarza się również, iż niektóre decyzje podejmowane są zbyt szybko i osoby, mające na swoim koncie niewielkie wykroczenia, zostają surowo ukarani. Tak było w przypadku jednego z Chuninów, który niedawno został wygnany z Konohy. Po wspólnym przeanalizowaniu oskarżeń, jakie zostały przedstawione Serenity Hatake, ogłaszam, iż jest ona oczyszczona z zarzutów, a tym samym ma pełne prawo powrotu do Konohy.
Kunoichi zrobiła wielkie oczy, bo nie mogła uwierzyć w to, co właśnie usłyszała. Jednak wiedziała, że Sanninka ot tak nie mogłaby uznać jej za niewinną. Posłała bratu pełne wdzięczności spojrzenie, choć była świadoma, że tego nie widział.
Z uśmiechem na ustach zeskoczyła z dachu i pobiegła do domu, by tam na niego zaczekać. Postanowiła też, że z Piątą rozmówi się później, jak tylko oficjalne powitanie dobiegnie końca.

26 kwietnia 2014

26. Powrót do Konohy.

Rozdział ten dedykuję Radhice Murai, mojej niesamowitej kumpeli, bez której nie powstałby ten rozdział.
Dziękuję Ci za wszystko kochana, za betowanie, za wkład własny, za cierpliwość wobec mojej osoby i za to, że wspierałaś mnie pod każdym względem.
Jesteś Wielka =]

P.S. Wybaczcie, że tak długo musieliście czekać.

A teraz zapraszam na rozdział.
___________________________________________________

Serenity siedziała na murze otaczającym niegdyś największą atrakcję miasta Tanzaku. Choć spojrzenie miała utkwione na ruinach zamku, myślami była daleko.
Od rozmowy z Jiraiyą minął tydzień, a ona zamiast kontynuować swoją osobistą misję, nie ruszyła się z miasta nawet o metr. W kółko rozmyślała o tym, co powiedział jej Żabi pustelnik. Przede wszystkim martwiła się o Kakashiego. W końcu był dla niej, jak starszy brat.
Co wieczór obserwowała z oddali bezskuteczne poczynania Sannina, w związku z nakłonieniem Tsunade do przyjęcia posady Hokage. Choć czarnowłosa wiedziała, że kobieta w końcu się zgodzi, zastanawiała się, co sprawia, że zwleka z decyzją. Analizując wizję doszła do wniosku, że musi stać za tym Orochimaru, ale o co dokładnie chodziło, nie miała pojęcia.
Postanowiła nie zaprzątać sobie tym głowy. Ważne, że Tsunade zgodzi się zostać Hokage, a tym samym powróci do wioski i uzdrowi Kakashiego.
Po raz pierwszy w życiu czuła się podle. Nie powinna była odchodzić z wioski bez pożegnania z nim. W końcu to on nauczył ją samokontroli, troszczył się o nią, pomagał rozwijać jej umiejętności, zawsze się za nią wstawiał, kiedy coś nabroiła.
Wspominając tak wszystko, co miało z nim związek doszła do wniosku, że nie tylko był dla niej jak brat, lecz przede wszystkim był jej przyjacielem.
To „odkrycie” sprawiło, że postanowiła wrócić do Konohy mimo zakazu Starszyzny, tylko po to, by zobaczyć się z Kakashim. Swoją drogą, skoro Tsunade ma zostać Hokage, to może zapewnić jej tymczasową ochronę podczas pobytu w Wiosce Liścia. Musiała tylko z nią porozmawiać. Jednak dopóki nie wypełni się jej wizja, nic nie wskóra, a wszelkie rozmowy spełzną na niczym. Pozostawało tylko jedno pytanie. Jak długo będzie musiała czekać?
Słońce chyliło się ku zachodowi. Serenity zdała sobie sprawę, że cały dzień nic nie jadła, więc zeskoczyła z muru i czym prędzej udała się do centrum miasteczka. Za cel obrała bar, w którym doświadczyła wizji. Przemierzając ulice Tanzaku, zastanawiała się jakich użyć argumentów, by Tsunade zgodziła się na jej towarzystwo w drodze do Wioski Liścia i na kilkudniowy pobyt.
Chwilę później była już w barze, zamówiła sałatkę z tuńczyka, curry i dango, po czym zajęła wolny stolik. Nie musiała długo czekać na realizację zamówienia, gdyż o tej porze lokal jeszcze świecił pustkami. W momencie, gdy kelner przyniósł jej jedzenie, do baru weszła dwójka roześmianych klientów. Serenity, słysząc znajome głosy, zerknęła w stronę drzwi.
Jiraiya rozglądał się właśnie po sali, a kiedy natrafił na spojrzenie czarnowłosej wyszczerzył zęby w głupkowatym uśmiech, po czym ruszył chwiejnym krokiem w jej kierunku. Za nim podążyła Tsunade z niezadowoloną miną. 
Sannin usiadł ciężko naprzeciw dziewczyny i machnął kilkakrotnie ręką na kelnera. Mężczyzna w kraciastym fartuchu zbliżył się do stolika i z przyklejonym do twarzy uśmiechem spytał uprzejmie "W czym mogę służyć?". Widać było, że niechętnie przyjmuje zamówienie od już podpitego klienta. 
— Sake i dużo wołowiny — oparł Jiraiya wesołym głosem, odrobinę sepleniąc i przeciągając samogłoski. Tsunade usiadła obok niego i pogoniła kelnera niecierpliwym gestem dłoni. Serenity, jak gdyby nigdy nic, kontynuowała posiłek, mimo iż czuła na sobie pełne zainteresowania spojrzenie kobiety. Żabi pustelnik rozparł się na siedzeniu i czekał, czkając cicho co jakiś czas, aż czarnowłosa skończy jeść. — Myślałem, że już dawno opuściłaś Tanzaku — odezwał się jednak.
Kunoichi nie spieszyła się z odpowiedzią. Dopiero, kiedy popiła ostatni kęs herbatą spojrzała  na legendarnych.
— Miałam swoje powody — odparła tajemniczo. Odstawiła pusty kubek i przywarła plecami do oparcia, sprawiając tym samym wrażenie, jakby chciała zachować dystans. — Zostałam w mieście, ponieważ muszę z tobą porozmawiać, Tsunade. Musiałam jednak uzbroić się w cierpliwość i zaczekać na dogodny moment.
— Nie mów do mnie tak, jakbyśmy były koleżankami. Pamiętaj z kim masz do czynienia — wtrąciła surowo kobieta. — A teraz kontynuuj.
— Wybacz — rzekła Serenity. — Po waszym zachowaniu, wnioskuję, że w końcu zgodziła się Pani zastąpić Trzeciego, więc spokojnie mogę panią o coś prosić — zamilkła na chwilę, delektując się zszokowanymi minami Sanninów.
— Skąd… skąd wiesz, że mam zamiar objąć stanowisko Hokage?  — spytała blondynka i spojrzała na Jiraiyę podejrzliwie. Mężczyzna patrzył osłupiały na młodą kunoichi i wyglądał, tak jakby nieco wytrzeźwiał.
— To o tym mówiłaś tydzień temu? Ale jak… — wyjąkał niezdarnie.
— To teraz mało istotne — odparła czarnowłosa. — Kiedy wyruszacie do Konohy?
— Jak tylko Naruto dojdzie do siebie — powiedziała, wciąż zaintrygowana Tsunade. — A dziękuję —uśmiechnęła się do kelnera, który kładł na stole zamówienie. Pozbierał puste naczynia i już zamierzał odejść, gdy zawołała za nim by przyniósł więcej sake. Rozlała do czarek alkohol, szybko opróżniła swoją i siegnęła ponownie po glinianą butelkę, podczas gdy Jiraiya zajadał się plastrami dobrze wysmażonej wołowiny. — O co chciałaś prosić? — odezwała się kobieta, ochłonąwszy nieco z pomocą trzeciej czarki.
— Chciałabym wam towarzyszyć w drodze do wioski i proszę o pozwolenie na tymczasowy pobyt w Konoha, dopóki Kakashi nie dojdzie do siebie.
— Nie ma problemu w tym byś nam towarzyszyła w podróży, jednak nie rozumiem, dlaczego mam ci pozwolić na cokolwiek — Tsunade zmarszczyła brwi.
Kunoichi była wdzięczna Sanninowi, że nie rozmawiał z Piątą na jej temat. Sama chciała powiedzieć Ślimaczej Księżniczce o swoich problemach.
— Zostałam wygnana i mam zakaz powrotu — wyznała. Nie zamierzała jednak bardziej się zwierzać. — Ty, jako Hokage, to znaczy pani może zapewnić mi tymczasową ochronę, oczywiście tylko na czas rekonwalescencji mojego brata — zastrzegła.
— To zmienia postać rzeczy — stwierdziła Sanninka i wymieniła z Jiraiyą porozumiewawcze spojrzenie. — W porządku. Masz prawo odwiedzić brata. Myślę, że jego reputacja będzie wystarczającą ochroną.
— Dziękuję — odparła Serenity i zanim Tsunade zdołała coś jeszcze powiedzieć, zniknęła im z pola widzenia.
Kiedy czarnowłosa znalazła się na świeżym powietrzu, poczuła ulgę. Nie spodziewała się, że legendarna tak szybko zgodzi się na jej powrót do wioski. Była przekonana, że będzie musiała użyć jeszcze innych argumentów. Cholera – zaklęła w duchu, bo właśnie do niej dotarło, że jej wygnanie mogło źle wpłynąć na reputację Kakashiego. Zaczęła się obawiać, czy to, co powiedziała Tsunade wystarczy, by mogła zostać przez kilka dni w Konoha. Z niemałym mętlikiem w głowie skierowała się do hotelu, w którym wynajmowała pokój, by spakować swoje rzeczy.


Serenity stanęła przed bramą Konohy i zawahała się. Sannini, Shizune i Naruto zdążyli już przekroczyć próg wioski, lecz ona nie ruszyła się z miejsca. Spojrzała na strażników, którzy patrzyli na nią nieprzychylnie.
— Ale masz tupet, pojawiając się tutaj. Nawet nie próbuj przejść przez bramę  — jeden z nich stanął tuż przed nią i wyciągnął kunai. Czarnowłosa zmrużyła tylko niebezpiecznie oczy. — Radzę ci zawrócić, albo zostaniesz pojmana tu i teraz.
— Jakiś problem? — spytała Tsunade, podchodząc bliżej.
— Nie, pani Tsunade. Znaczy tak… No bo ona ma zakaz wstępu do wioski i… — mężczyzna zaczął się jąkać, pod wpływem spojrzenia kobiety, która została wybrana na Hokage. — Ja wypełniam tylko moje obowiązki — próbował się tłumaczyć.
— Przepuść Serenity — rozkazała. — Jest pod moją ochroną i niech nikt nie waży się tego kwestionować.
— Tak jest — odparł, prostując się, choć widać było, że nie popiera decyzji Piątej.
Kunoichi, wraz z blondwłosą kobietą, przekroczyła bramę Konohy. Znów była w domu, o ile mogła tak jeszcze nazywać tę wioskę.
Wieść o tym, że Tsunade wróciła do wioski, rozniosła się, jak świeże bułeczki.
Serenity, idąc ulicą, która prowadziła do siedziby Hokage, czuła na sobie jeszcze bardziej wrogie spojrzenia niż kiedyś, które śledziły każdy jej krok. Nikt jednak nie ważył się cokolwiek powiedzieć w obecności Sanninów.
Chwilę później zeszła z głównego traktu i bocznymi uliczkami, co pomogło jej uniknąć spotkań z mieszkańcami, udała się do szpitala. Domyślała się, że właśnie tam znajdzie Kakashiego. Tam też zamierzała zaczekać na Piątą, która zapewne wkrótce przyjdzie go uzdrowić.
Parę minut później szukała sali, w której mógł leżeć jej brat. Starała się być ostrożna, by nikt jej nie zauważył i nie wszczął niepotrzebnie alarmu. Za każdym razem, gdy słyszała, że ktoś nadchodzi, chowała się w najbliższych pomieszczeniach, o dziwo większość jej kryjówek okazywała się być pusta.
Będąc w połowie korytarytarza na pierwszym piętrze, zauważyła wychodzącą zza rogu Sakurę. Podopieczna Kakashiego miała pochyloną głowę i patrzyła na kwiaty, które trzymała w dłoniach. Serenity w ostatniej chwili złapała za najbliższą klamkę i szybko weszła do sali. Oparła się plecami o zamknięte za sobą drzwi i kiedy uniosła głowę z ulgą stwierdziła, że wreszcie znalazła brata.
Podeszła do niego, usiadła na stojącym przy łóżku krześle i spojrzała na spokojną twarz mężczyzny. Nie wyglądał na chorego, ale w pamięci miała słowa Jiraiyi, iż został potraktowany silną techniką oczu, która wpływa na psychikę, nie na ciało.
Wiele słów cisnęło jej się na usta, ale mimo to milczała. Rozsiadła się wygodnie i czekała na Tsunade.
Do głowy Serenity zaczęły napływać różne myśli. Między innymi, co by było, gdyby wtedy pożegnała się z Kakashim. Jak on zareagował na wieść, żę została wygnana. Czy próbował w jakiś sposób dowiedzieć się, czemu Straszyzna podjęła taką decyzję i to w tak niedorzeczny sposób. Wstała z krzesła i podeszła do okna.
Zastanawiała się, czy nie ma innego, bardziej racjonalnego wytłumaczenia na to, co się stało. Może powinna spróbować oczyścić się z zarzutów, jakie jej przedstawiono. Musiała tylko znaleźć dowód na jej niewinność, bo przecież nie była zdrajczynią.
Gdy tak rozmyślała, na korytarzu zrobiło się dość głośno. Rozpoznała głos Uzumakiego, który ponaglał kogoś nieustannie. Domyśliła się, że Sanninka jest blisko.
Drzwi do sali otworzyły się i do środka wkroczyła Piąta, a za nią Shizune i Naruto. Ten ostatni na widok czarnowłosej zrobił wielkie oczy.
— A ona, co tu robi?! — zawołał, wskazując na nią palcem.
Ależ on hałaśliwy. Dokładnie tak, jak mówił Kakashi. I nie grzeszy inteligencją. Jeśli taki charakter miał Czwarty Hokage, to dobrze, że żył krótko – pomyślała, po czym zganiła się w duchu za to, że obraziła tego, który trzynaście lat temu uratował wioskę przed Lisim demonem.
— Uspokój się Naruto — skarciła go Tsunade, ale nic więcej nie dodała. Podeszła do łóżka Kakashiego po czym przyłożyła do jego czoła dłoń, wokół której pojawiła się zielona czakra.
Serenity w spokoju obserwowała poczynania najlepszej medycznej Ninja.
Po chwili Kakashi się ocknął i usiadł na łóżku.
— Nie do wiary — rzekła blondwłosa kobieta. — To hańba, zostać pokonanym przez dwóch przeciwników. Myślałam, że jesteś geniuszem — dodała z wyrzutem. Hatake spojrzał na Ślimaczą Księżniczkę, po czym spuścił zawstydzony wzrok.
 — Wybacz, że cię rozczarowałem — odparł cicho.
— Jupi! Mistrz Kakashi został uleczony! — zawołał radośnie Naruto.
— Pani Tsunade! — do pokoju wpadł Gay Might. — Proszę zbadać mojego ucznia Lee! — zawołał rozgorączkowany. Piąta westchnęła, zerknęła na Serenity i wyszła z sali. Za nią podążył Uzumaki i Jonin.
— Myślałem, że już cię więcej nie zobaczę, Serenity — powiedział po chwili Kakashi. Dziewczyna ponownie usiadła na krześle. — Jak to się stało, że jeszcze cię nie aresztowali, mimo iż wróciłaś do wioski? — spytał.
—  Zasługa Piątej Hokage — odparła. — Pozwoliła mi na tymczasowy pobyt w wiosce i zapewniła ochronę do momentu, aż wyzdrowiejesz — wyjaśniła.
— Rozumiem — po tym stwierdzeniu zapadła cisza. Białowłosy opadł na poduszkę i utkwił wzrok w suficie, ewidentnie się nad czymś zastanawiał.
Czarnowłosa natomiast patrzyła przez okno.
— Wybacz, że odeszłam bez pożegnania — odezwała się w końcu.
— Poniekąd nie dziwię ci się, że chciałaś jak najszybciej opuścić wioskę. Kiedy dowiedziałem się, co Starszyzna zrobiła byłem wściekły. Nie powinni byli podejmować takiej decyzji bez obecności Hokage — spojrzał na spokojną twarz siostry.
 — Nie rozmawiajmy o tym teraz — powiedziała. — Musisz wypocząć. W tej chwili to jest najważniejsze — dodała i wyszła z sali.
Kakashi jeszcze przez dłuższą chwilę wpatrywał się w drzwi, za którymi zniknęła Serenity.

1 listopada 2013

25. Wizja.

Miesiąc treningów, a Serenity nadal uważała, iż nie jest wystarczająco przygotowana na zmierzenie się z licznymi “przeszkodami”, jakich się spodziewała na drodze do wypełnienia swojej osobistej misji, a mianowicie chodziło o zabicie Gaary.
Nienawidziła go i miała ku temu powody. Przede wszystkim był zdrajcą, a zdrady NIGDY się nie wybacza.
Na dodatek wkurzało ją tempo opływającego czasu. Im dłużej trenowała, tym większe opóźnienie miała w osiągnięciu celu. Ale, jak to się mówi, co się odwlecze, to nie uciecze. Czy jakoś tak to szło.
Oprócz doskonalenia swoich umiejętności, szukała sposobu na opanowanie nowych technik. Niestety z tym drugim było gorzej. Bez jakiejkolwiek pomocy nie była w stanie nauczyć się niczego nowego, a zwłaszcza technik związanych z jej unikalnym talentem wykorzystywania róż w walce.
Siedziała właśnie w jednym z barów w Tanzaku Gai, mieście, do którego niedawno przybyła. Grzebała widelcem w nietkniętym posiłku, rozmyślając o tym, co ma dalej robić. Nic jednak nie przychodziło jej do głowy.
Odsunęła od siebie miskę z jedzeniem i zamierzała wstać od stolika, kiedy naprzeciw niej usiadł nie kto inny, jak Arashi.
— Czego chcesz — warknęła.
— Cóż za miłe powitanie — rzekł ironicznie. — Obserwowałem twoje treningi. Zauważyłem, że sobie nie radzisz, czyżbyś potrzebowała pomocy?! — zadrwił.
— Zamknij się, gdyby nie fakt, że jest tu pełno świadków, zabiłabym cię — syknęła gniewnie.
— A ja myślałem, że masz to gdzieś i dziwię się, że jeszcze nie poderżnęłaś mi gardła, kuzynko. A może jesteś niewystarczająco silna? — zakpił.
Widziała, jak bawi go drażnienie jej. Chwyciła za widelec i z niesamowitą prędkością wbiła go w dłoń blondyna przygważdżając ją do blatu stołu. Jego twarz wykrzywił grymas bólu, ale niemal natychmiast się opanował.
— Nie prowokuj mnie, głupcze — warknęła. Zamierzała jeszcze coś dodać, ale nagle zniknął jej z przed oczu, tak samo, jak bar, w którym byli. Ucichł też gwar, otaczających ich rozmów.
Yoshinaga obserwował jej twarz pozbawioną wyrazu i patrzył w czarne matowe oczy, nie bardzo wiedząc, co się dzieje.
Serenity natomiast znalazła się na otwartym terenie, a to, co zobaczyła, było dość niezwykłe.
Nad Naruto Uzumakiego klęczała blond włosa kobieta, próbując go uzdrowić. Czarnowłosa rozpoznała w niej Tsunade. Nieopodal leżał poobijany Jiraiya oraz ciemnowłosa kunoichi, która zapewne była towarzyszką Ślimaczej Księżniczki. Kabuto Yakushi też nie wyglądał najlepiej. Jedynie Orochimaru stał o własnych siłach i nie wyglądał na rannego. Wręcz przeciwnie, ruszył do ataku z zamiarem zabicia podopiecznego Kakashiego, jednak na drodze stanęła mu Tsunade i została przebita mieczem.
Serenity patrzyła, jak ewidentnie  zbliża się zwycięstwo wężowatego.
— Nie chciałem cię zabijać, ale nie mogę pozostawić tego dzieciaka przy życiu, to mogłoby być kłopotliwe. Dlaczego ty, jeden z legendarnych Sanninów bronisz tego dzieciaka, ryzykując własnym życiem? — spytał zdziwiony.
— Chcesz wiedzieć dlaczego? — odparła kobieta. — Ponieważ od dziś będę narażać życie dla tego dzieciaka. Od dziś będę narażać życie dla Konohy! — krzyknęła, a Orochimaru jeszcze dwukrotnie ranił ją bardzo ciężko.
— Giń słabeuszko! — warknął. — Mimo, że potrafisz się poruszać, nadal się trzęsiesz na widok krwi — zadrwił. — Dlaczego narażasz życie dla tego nic nie znaczącego chłopca? Dlaczego chcesz walczyć dla wioski, którą dawno temu opuściłaś? — pytał i osłupiał, gdyż blondynka przestała się trząść, a sekundę później wymierzyła mu solidnego kopniaka.
— Ponieważ jestem Piątym Hokage! — to powiedziawszy aktywowała dziwny znak, który rozrósł się po jej twarzy z kryształu na jej czole.
— Nie wiem, co zamierzasz, ale i tak nie dasz rady ze mną wygrać w takim stanie — rzekł Orochimaru. Tsunade jednak go nie słuchała, nie zareagowała również na protesty Shizune. Wykonała pieczęć, a jej rany w błyskawiczny sposób zagoiły się.
— Nigdy nie zginę w walce dzięki tej technice — powiedziała, po czym kciukiem zebrała trochę krwi z ust. Piąta, Orohimaru z pomocą Kabuto i Jiraiya, który ewidentnie doszedł do siebie, wykonali technikę przywołania.
Serenity w swojej wizji miała okazję obserwować niesamowitą walkę trójki legendarnych Sanninów. Tsunade z pomocą Katsuyu, Jiraiya z Gamabuntą, a Orochimaru i Kabuto z Mandą.
Imponujący pojedynek zmienił się w porachunek między blondynką a wężowatym, lecz właśnie w tym momencie wizja się skończyła.
Czarnowłosa kunoichi znów siedziała w barze, ciężko dysząc.
— Co to było? Co ci jest? — ledwo słyszała pytania Arashiego. Bez słowa wstała i przytrzymując się wszystkiego, co miała pod ręką próbowała odejść, jak najdalej stąd. Blondyn patrzył za nią, ale nie ruszył się z miejsca.
Dwa stoliki dalej zatrzymała się, by złapać oddech i wtedy dotarły do niej znajome głosy. Odwróciła się gwałtownie, niemal tracąc równowagę, na słowa, które wypowiedział, a raczej wykrzyczał Naruto Uzumaki.
— Zboczony Pustelniku! Mówiłeś, że chcesz, żeby wróciła do wioski, aby uzdrowić Sasuke i Mistrza Kakashi, tak?! A teraz prosisz, żeby została naszym Hokage?! A ona odmawia!
— Nie wrzeszcz tak — skarcił go Jiraiya. — Tsunade jest jedyną osobą, która może zostać Piątym Hokage. To ona zapewniła nam zwycięstwo w walce. Nikt nie był w stanie opanować jej technik. Ponad to jest wnuczka Pierwszego Hokage. Właśnie dlatego jest najbardziej odpowiednią osobą na to stanowisko. Jeśli zostanie Hokage, będzie musiała wrócić do wioski i wtedy sprawdzi, co u tej dwójki. Tak zadecydowała Starszyzna wioski Liścia. Genin, taki jak ty, nie ma tu nic do gadania — wyjaśnił.
Serenity z niemałym trudem podeszła do stolika, przy którym siedzieli.
— Kakashi… jest… ranny…? Co to znaczy Jiraiya? — wydyszała, patrząc wprost na Żabiego Pustelnika.
— Co ty tu robisz, Serenity? — odpowiedział pytaniem. — Z resztą nie ważne, później ci powiem — dodał, wskazując dyskretnie, aczkolwiek wymownie, na drugiego Jinchuriki.
Czarnowłosa spojrzała jednak na Tsunade, która patrzyła na dziewczynę z niemałym zainteresowaniem.
— Jesteś pijana, a w takim stanie nie podejmuje się ŻADNYCH decyzji, jakiekolwiek by one nie były — rzekła. — Spotkamy się później — rzuciła w stronę mężczyzny i wyszła z baru.
Kiedy znalazła się na świeżym powietrzu, wzięła kilka głębokich wdechów, po czym powoli zaczęła iść przed siebie.
Kilka przecznic dalej stanęła i oparła się plecami o ścianę jakiegoś budynku. Musiała odpocząć. Wizja walki Sanninów bardzo mocno ją wyczerpała.
Zamknęła oczy i przez dość długi czas stała tak, nie zmieniając pozycji.
— Chciałaś wiedzieć, co stało się Kakashiemu — usłyszała obok siebie znajomy głos.
— Tak — odparła, nie otwierając oczu.
— Zanim jednak ci powiem, odpowiedz na moje pytanie. Co ty tu robisz? — rzekł Jiraiya.
— Wędruję bez celu — uśmiechnęła się ponuro i spojrzała na niego.
— Nie uwierzę ci. Chunin, taki jak ty, nie włóczy się po miastach bez…
— Doskonale powinieneś wiedzieć, dlaczego nie ma mnie w Wiosce Liścia — weszła mu w słowo. — Ale to nie ważne, mów co z Kakashim — podniosła głos.
— Został potraktowany silnym doujutsu, jest tak jakby w śpiączce, podobny los spotkał Sasuke — powiedział.
— Czy to ma jakiś związek z dwojgiem Ninja w czarnych płaszczach w czerwone chmurki? — spytała, bo przypomniała sobie sytuację z miasta Otafuku. Jiraiya spojrzał na nią zaskoczony.
— Bystra jesteś. Jednym z nich był Itachi Uchiha, nie wiem, czy wiesz, ale muszę cię ostrzec. Oni polują na takich, jak ty. W Otafuku mieli szansę porwać Naruto, ale im w tym przeszkodziłem — powiedział.
— Kim oni są? — spokój Serenity uderzył Żabiego Pustelnika.
— Akatsuki, tajna organizacja, którą próbowałem śledzić. Nie udało mi się jednak zebrać dokładnych informacji, w jakim celu poszukują Jinchuriki. Wiem jedno, jest ich dziesięciu i podzielili się na dwuosobowe drużyny — przyglądał jej się przez dłuższą chwilę w milczeniu.
— Mam rozumieć, że mam na siebie uważać — podsumowała.
— W rzeczy samej, ale lepiej będzie, jak wrócisz do wioski. Tam będziesz….
— Bezpieczna? — znowu weszła mu w słowo. — Kpisz ze mnie? Kakashi został zaatakowany w wiosce, czyli każdy może wejść niepostrzeżenie do Konohy. Tym bardziej nie mogę tam wrócić, z resztą Starszyzna wydała na mnie wyrok. Jeśli się pojawię w wiosce zapewne zostanę pojmana.
— W takim razie pomóż mi nakłonić Tsunade, by przyjęła posadę Hokage. Jeśli się zgodzi zapewne będziesz mogła wrócić do Konohy — zaproponował.
— Gdybyś wiedział, to co ja, nie prosiłbyś mnie o to, z resztą niby, co może zrobić zwykły Chunin, skoro Sannin nie daje sobie rady — spojrzała na niego z politowaniem. — Niestety musze odmówić, mam inne sprawy do załatwienia — dodała i rozpłynęła się w powietrzu.
Serenity rozpoczęła nocną wędrówkę po mieście. Jej myśli skupiły się na Akatsuki. Kolejna sprawa do rozwikłania. Kim byli jej członkowie i czemu szukają Jinchuriki. Wiedziała, że choć to niebezpieczne, będzie musiała ich poszpiegować. Najpierw jednak załatwi jedną sprawę. Nie wszystko na raz.
W pierwszej kolejności był Gaara, potem Arashi i tajemnicza ONA, a dopiero wtedy Akatsuki.

10 czerwca 2013

24. Zagadka dotycząca przeszłości Serenity.

Odkąd Serenity opuściła wioskę Liścia, miała nieodparte wrażenie, że jest śledzona. Kilkakrotnie sprawdzała swoim trzecim okiem teren, przez który przechodziła, jednak za każdym razem niczego i nikogo nie widziała.
Słońce chyliło się ku zachodowi, kiedy dotarła do miasta położonego jakieś 10 kilometrów od  Konohy. Uczucie, towarzyszące jej przez całą drogę, ulotniło się. Odetchnęła z ulgą, ale nie straciła czujności.
Przemierzała ulice miasteczka w poszukiwaniu taniego, aczkolwiek schludnego hotelu.
W końcu znalazła odpowiednie miejsce na odpoczynek. Wzięła prysznic, zostawiła swój mały bagaż w hotelowym pokoju i poszła coś zjeść do najbliższej restauracji.
W drodze powrotnej mijała kwiaciarnię. Zdziwiła się, że o tej porze była jeszcze otwarta. Weszła do środka i pierwszą rzeczą, która rzuciła jej się w oczy, był ogromny wazon z czerwonymi różami. Przez jej myśli przemknął obraz czerwonowłosego Genina z Suny. Jej twarz wykrzywił grymas wściekłości, ale natychmiast się opanowała, gdyż zauważyła przestraszone spojrzenie sprzedawczyni. Wybrała kilka róż, zapłaciła za nie i opuściła kwiaciarnię.
Już miała wejść do hotelu, kiedy zaczepił ją, chłopak o przydługich blond włosach i zielonych oczach. Jego strój odbiegał od normy, z jaką miała do czynienia, a mianowicie miał na sobie jeansy i czarną koszulę z rozpiętymi dwoma guzikami pod szyją.
— Ładny bukiet, pewnie od narzeczonego — zagadną.
— Odwal się — syknęła ostrzegawczo.
— Wyluzuj — żachnął się. — Tutaj nocujesz? Czemu wybrałaś ten hotel? Nie lepiej zamieszkać z chłopakiem? — te pytania zaczęły drażnić czarnowłosą.
— Nie twój interes — warknęła.
— Jesteś tu nowa — ciągnął dalej. — Może pójdziemy na spacer, poznamy się bliżej — zaproponował. Serenity milczała przez chwilę, przed jej oczami znów przemknęła twarz Gaary oraz starszyzny. Doszła do wniosku, że przyda jej się towarzystwo. Przynajmniej będzie miała się, na kim wyżyć.
— Zgoda, zaniosę tylko kwiaty i zaraz wracam — stwierdziła.
Chwilę później w milczeniu przemierzali ulice Otafuku Gai.
— Coś mało rozmowna jesteś — stwierdził, kiedy dotarli do niewielkiej świątyni, położonej na wschód od miasteczka.
Serenity wzruszyła tylko ramionami.
Zatrzymali się przed schodami, dziewczyna odwróciła się do niego twarzą, lecz nie zdążyła nic powiedzieć, gdyż blondyn z łatwością wbił w jej brzuch kunai.
W jej przerażonych oczach odbijał się szyderczy uśmieszek chłopaka, po czym sama ironicznie się uśmiechnęła, a po jej postaci pozostały tylko płatki róż.
— Brawo — powiedziała, klaszcząc w dłonie. Blondyn odwrócił się w jej kierunku. — Kim jesteś i czego ode mnie chcesz, śmieciu? — dodała, zbliżając się do niego.
— Skąd wiedziałaś? — odpowiedział pytaniem.
— Nie jestem głupia — pojawiła się za nim, przykładając ostrze kunaia do jego szyi. — Odpowiedz na moje pytanie — warknęła. Ku jej zdziwieniu z blondasa również pozostały płatki róż. — To nie możliwe — zaczęła szybko się rozglądać wokół siebie.
— Widzę, że nie spodziewałaś się tego — zadrwił, wychodząc zza pobliskiego drzewa. Natychmiast wykonała pieczęć ochronną i w porę to zrobiła, gdyż z ziemi pod nią wyłoniły się kolczaste pnącza, które oplotły jej ciało. — Nieźle — zadrwił. — Potrafisz wyczuć przeciwnika, ale nie tym razem — dodał, a kolce zaczęły wbijać się w nią, przy czym wydzielały truciznę.
— Nie doceniasz mnie chłopczyku — prychnęła.
— No tak, mogłem się spodziewać różanej tarczy — gdy to powiedział, pnącza się cofnęły.
Serenity wykorzystała okazję, wyjęła czerwoną różę, wykonała pieczęć i posłała w kierunku przeciwnika kulę ognia. Niestety chybiła. Wbrew pozorom był szybki. Nie czekając na kolejny krok blondyna, stworzyła cztery kolony, które atakowały go kolejno ogniem, wodą, ziemią i powietrzem. Sama obserwowała walkę z dachu świątyni.
Blondyn zręcznie unikał każdego ataku. Wykonał pieczęć i posłał w stronę wszystkich klonów coś, co wyglądało jak ostrza w kształcie liści róż. Było ich tak dużo, iż wszystkie klony zostały pokonane.
Serenity była w szoku. Po raz pierwszy miała równego sobie przeciwnika, który na dodatek o wiele lepiej, niż ona, posługiwał się technikami związanymi z różami. No właśnie róże. Przecież tylko ona umiała je wykorzystać w walce. Kim on do cholery jest?! Bardzo chciała to wiedzieć, ale nie mogła sobie pozwolić na przegranie tego pojedynku. Aktywowała swój Kekkei genkai, a w jej dłoni z płatków róż uformował się miecz. Wyszukała zmienionym spojrzeniem linie życia należące do chłopaka i z niesamowitą szybkością ruszyła w jego kierunku, by zadać śmiertelny cios i zasmakować w końcu czyjejś krwi.
Blondyn w ostatniej chwili odparł jej atak. Po polance posypały się iskry na wskutek zderzenia się ze sobą dwóch ostrzy. Przeciwnicy odskoczyli od siebie, po czym znów ruszyli w swoim kierunku.
Przez kilkanaście minut słychać było tylko dźwięk mieczy. W końcu czarnowłosej udało się trafić chłopaka w rękę, w której trzymał miecz. Broń spadła na ziemię, a on kucał, trzymając się za ranne ramię.
Serenity dezaktywowała Shigan i stanęła nad blondynem.
— Czy teraz mi w końcu odpowiesz na moje pytanie? — patrzyła na niego, jak na robaka.
— Arashi Yoshinaga. Jeden z nielicznych, którzy przeżyli, bo byli na misjach, gdy ty, Serenity dokonywałaś masakry w rodzinnej wiosce.
— O czym ty, do cholery, mówisz?! — wymierzyła w niego mieczem. — I skąd wiesz, jak mam na imię?!
— Jestem twoim kuzynem — odparł, próbując wstać.
— Ja nie mam rodziny — czarnowłosa nie wierzyła w ani jedno jego słowo.
— Owszem masz, jest nas garstka. Nie wszystkich zabiłaś — mówił spokojnie.
— Bredzisz, ja nikogo z rodziny nie zabiłam — warknęła.
— Czyżby zastosowano na tobie technikę blokady pamięci? — zadrwił. — Tak, z całą pewnością ONA musiała to zrobić — dodał.
— Nie mam pojęcia, o kim i o czym mówisz i nie zamierzam dłużej słychać tych bredni — znów aktywowała Shigan, by zabić natręta.
— Wkrótce się dowiesz — rzekł Arashi i rozpłynął się w powietrzu, nim czarnowłosa zdążyła wykonać jakikolwiek ruch.
Serenity wróciła do miasteczka z mętlikiem w głowie.
Prawie świtało, kiedy weszła do hotelowego pokoju.
Usiadła na łóżku i zaczęła analizować zdarzenia minionej nocy. Przed jej oczami zaczęły przewijać się również te same strzępki wspomnień, co wtedy, gdy podsłuchiwała rozmowę Shikamaru, Naruto i Gaary w szpitalu.
Chwyciła się za głowę, bo nic z tego nie rozumiała. Kolejna zagadka do rozwiązania. Na dodatek ten cały Yoshinaga rzekomo był z nią spokrewniony. Co prawda posługiwał się podobnymi technikami, ale to jeszcze nic nie znaczy. Skąd wiedział, kim ona jest, czy była śledzona nawet o tym nie wiedząc? I kim była ONA, o której wspomniał? Wciąż nowe pytania rodziły się w jej głowie, na które nie znała odpowiedzi. Miała tylko nadzieję, że wkrótce wszystko się wyjaśni.
Yoshinaga... Coś jej mówiło, to nazwisko. Jednak nie mogła sobie przypomnieć nic, co działo się zanim trafiła do Konohy.
Tak, to było jej pierwsze wspomnienie, które nie miało logicznego początku. Zanurzyła się w nim i mimowolnie uśmiechnęła. Miała pięć lat i błąkała się po świecie. To wtedy poznała Kakashiego i on obiecał komuś, że się nią zaopiekuje. Nie pamiętała jednak, komu to obiecał. Potem zamieszkała w wiosce Liścia, z której wczoraj została wyrzucona bez powodu. Te oskarżenia były bez sensu. Na pewno musiał istnieć inny powód. A może bali się, że po śmierci Hiruzena nie uda im się nad nią zapanować? To niedorzeczne. Sama świetnie się kontrolowała. No prawie...
Westchnęła i opadła na poduszkę. Odwróciła głowę na bok, a jej wzrok spoczął na różach. Przed jej oczami znów przemknęła twarz Gaary. Gdyby go zabiła, kiedy miała ku temu okazję Starszyzna miałaby podstawy by ją wygnać, ale może wtedy Trzeci by żył i wstawił się za nią.
Zerwała się z łóżka i zaczęła przechadzać się po hotelowym pokoju.
Całe przedpołudnie rozmyślała o wszystkim, co ją do tej pory spotkało, podjęła decyzję. Wyruszy do Suny, by zabić czerwonowłosego i każdego, kto stanie jej na drodze. Potem zajmie się poszukiwaniem rzekomego kuzyna. Jego też zamierzała zabić.
Pozbierała swoje rzeczy i opuściła hotel. Nie zaszła jednak daleko. Nieopodal rozległ się huk, schowała się w cieniu sąsiedniego budynku i wyjrzała zza rogu. Na poziomie drugiego piętra widniała ogromna dziura w ścianie. Zauważyła też dwie postacie ubrane w długie czarne płaszcze z charakterystycznym wzorem w kształcie czerwonych chmurek, które w szybkim tempie oddalały się od miejsca zdarzenia.
— Co tu się dzieje?! — spytała sama siebie. Przyjrzała się owej dziurze. Korytarz w głębi wyglądał dość dziwnie, ale z tej odległości nie mogła stwierdzić dokładnie, czym pokryte były ściany, sufit i podłoga. Natomiast doskonale widać było czarne płomienie okalające dziurę. — Co to do cholery jest?! — zanim jednak zdołała coś jeszcze pomyśleć, czy powiedzieć, do owej wyrwy zakradł  się nie kto inny, jak Gai Might, po czym zniknął w dziurze.
Ciekawość Serenity zwyciężyła. Sama podkradła się bliżej, ale nie zbyt blisko, by nie odkryto jej obecności. Korytarz wyglądał już normalnie, a w głębi niego znajdował się Naruto i Sasuke, który był nieprzytomny, a zamiast Kakashiego był tam Jiraya, legendarny Sannin. Mężczyzna dyskutował o czymś z Sensei’em drużyny Nejiego. Czarnowłosa niestety nie słyszała, o czym rozmawiali.
Młoda kunoichi doszła do wniosku, że nie ma sensu wcinać się w nie swoje sprawy i wyruszyła na swoją misję. 
Po drodze trenowała, żeby polepszyć swoje umiejętności. Zdawała sobie sprawę z tego, że Gaara nie jest przeciętnym przeciwnikiem, tak jak i jego rodzeństwo, a skoro miała wyeliminować “przeszkody”, nie mogła pozwolić sobie na jakikolwiek błąd. Jednocześnie głowę zaprzątał jej Arashi Yoshinaga oraz zagadka dotycząca jej przeszłości.

18 kwietnia 2013

23. Wygnanie.

Czarnowłosa kunoichi upadła na kolana, kiedy przed jej oczami pojawił się obraz uśmiechniętego Trzeciego na białym tle. Wiedziała już, co to oznacza.
— Serenity, co się stało?! — spytał Kakashi, chwytając ją za ramiona.
— Hokage… nie żyje… — wyszeptała.
Zaraz po tym, jak wypowiedziała te słowa, bariera chroniąca pole walki Orochimaru i Trzeciego została zneutralizowana.
W następnej chwili z dachu wybiła się pięcioosobowa grupa ninja z zamiarem ucieczki. Dwoje, spośród czterech Shinobi, którzy tworzyli pole, trzymało po obu stronach swego Mistrza. W ślad za nim ruszyło troje członków ANBU, jednak zostali zatrzymani przez coś, co wyglądało, jak ogromna pajęczyna.
— Wykonali ruch — rzekł Kakashi, patrząc za oddalającymi się wrogami.
— A więc chodźmy za nimi — powiedział Gai.
— Nie — odparli jednocześnie Serenity i jej brat. — To może być pułapka — dodał białowłosy.
— Pułapka, czy nie, nie możemy pozwolić im uciec w tak frywolny sposób. To właśnie powinni robić Shinobi z Konohy — stwierdził gniewnie Sensei drużyny Nejiego.
— W tej chwili ważniejszy jest Trzeci Hokage — powiedziała Serenity.
— Ona ma rację — wtrącił Ganma, który właśnie się pojawił obok nich. Cała trójka domyśliła się, że pościg za Bakim się nie udał.
Czarnowłosa bez słowa udała się na dach, na którym jeszcze przed chwila toczyła się walka. W jej ślad podążyli inni Chunini i Jonini, którzy znajdowali się w pobliżu.
Wszyscy stanęli nad zwłokami Sarutobiego, był tam także Jiraya, legendarny Sannin. W milczeniu i ze smutkiem patrzyli na nieruchome ciało i pieczęć, która widniała na jego brzuchu.
Mimo wszystko wciąż masz na ustach uśmiech pomyślała Serenity, po czym jako pierwsza stamtąd odeszła. Nikt jednak nie zwrócił na to uwagi, z wyjątkiem jej brata.


Był późny wieczór, kiedy Kakashi wrócił do domu. Czarnowłosa czekała na niego w salonie, popijając sok.
Mężczyzna opadł ciężko na fotel i westchnął zmęczony.
— Dlaczego nie było cię na zebraniu? — spytał, na co dziewczyna wzruszyła ramionami. — Serenity, wiem, że jest ci ciężko, ale to nie zwalnia cię z obowiązków — ciągnął dalej. — Pogrzeb odbędzie się jutro o dziesiątej, na dachu siedziby Hokage — dodał, widząc, że jego siostra nie jest skora do rozmowy.
W końcu spojrzała na niego ze smutkiem. Widziała, jak poruszył go fakt, iż okazała emocje. Nie chciała nic mówić, ale jednak się odezwała.
— Hokage nie musiał zginąć. Tak, wiem, była to bohaterska śmierć, ale gdyby mnie posłuchał i był bardziej ostrożny…
— To nie twoja wina — przerwał jej. — Ostrzegłaś go. Podjął decyzję. Orochimaru jest przebiegły. Nie wiemy, jak dokładnie potoczyła się walka między nimi, ale widziałem na twarzy Trzeciego uśmiech, co może oznaczać, że umarł godnie i jakoś zniweczył plany swego dawnego ucznia.
— Być może masz rację. Nie spóźnij się jutro — powiedziała i wyszła z salonu. Dziś nie miała ochoty na jakiekolwiek wędrówki. Całą noc spędziła w swojej sypialni, rozmyślając o wydarzeniach minionego dnia.
Tuż przed świtem usłyszała trzask zamykanych drzwi. Zerwała się z łóżka i wyjrzała przez okno. Kakashi ubrany na czarno, trzymając ręce w kieszeniach spodni szedł na północ. Domyśliła się, że zmierzał w stronę Pomnika Pamięci. Tylko się nie spóźnij pomyślała, choć czuła, że tak będzie. Sama też nie chciała pojawić się punktualnie, mimo iż była świadoma, że Sarutobiemu by się to nie spodobało. Odwróciła się tyłem do okna, westchnęła i zaczęła szykować się na pogrzeb.
Od samego rana zapowiadało się na deszcz. Serenity przemierzała wolnym tempem opustoszałe ulice Konohy. Jej myśli skupione były na jednej osobie, a mianowicie na Gaarze. Stopniowo kiełkowała w niej chęć zemsty, ale z drugiej strony była wręcz pewna, że wykonywał on tylko rozkazy. Zatrzymała się i spojrzała na wizerunki czterech Hokage wyrzeźbionych w skale. W tym samym momencie zaczął padać deszcz.
— A to mnie mówiłaś, żebym się nie spóźnił — usłyszała za sobą głos brata. Nie odpowiedziała jednak, tylko znów ruszyła przed siebie. — Co jest, Serenity? — próbował zagaić rozmowę Kakashi, ale na nic się to zdało. Westchnął i przyspieszył kroku. Pogrążony w myślach nie zauważył, że po chwili szedł sam.
Serenity dotarła na miejsce praktycznie na sam koniec pogrzebu, kiedy to Shinobi i inni mieszkańcy Wioski Liścia złożyli już kwiaty przy zdjęciu Trzeciego Hokage oraz innych Ninja, którzy zginęli w walce.
Przestało padać i słońce wyłoniło się zza chmur. Czekała, aż wszyscy opuszczą dach, po czym jako ostatnia złożyła hołd poległym.
Nigdy cię nie zapomnę Hiruzen. Dziękuję ci, że pozwoliłeś mi mieszkać w tej wiosce. Z resztą zawdzięczam ci o wiele więcej. Czuję jednak, że będę musiała odejść… Zanim dokończyła myśl odwróciła się na pięcie, by stanąć twarzą w twarz z członkami Starszyzny. Koharu i Mitokado patrzyli na dziewczynę z powagą. Natomiast jej wzrok nie wyrażał żadnych emocji.
— Serenity — odezwała się kobieta. — Dziś po południu, a dokładnie o szesnastej, masz stawić się przed Radą Wioski. Tylko się nie spóźnij, tak jak na pogrzeb — dodała, po czym bez słowa odeszła wraz z towarzyszem.
— Jak sobie życzycie — odparła czarnowłosa i zacisnęła dłonie w pięść.
Po powrocie do domu na niczym nie mogła skupić myśli. Chodziła tam i z powrotem bez celu. W końcu stwierdziła, że trening dobrze jej zrobi, więc udała się na pole ćwiczeń.
Dochodziła ustalona godzina, kiedy zmęczona i nieco rozluźniona szła na spotkanie ze Starszyzną.
Zanim się spostrzegła, była pod budynkiem administracyjnym. Kilka minut później stała przed drzwiami Sali Obrad Rady Konohy. Nim zdążyła zapukać, usłyszała, że może wejść.
Pomieszczenie, w którym się znalazła było nieco mniejsze, niż sala, gdzie zwykle odbywały się zebrania. Wszędzie dominowała biel. Na wprost drzwi znajdował się długi stół, przy którym zasiadali członkowie Rady. Po środku było miejsce dla Hokage, które w tej chwili było puste. Dwa sąsiednie należały do Starszyzny.
Serenity przesunęła szybko spojrzeniem po zebranych i odnotowała w myślach brak kilku osób, w tym jej brata, co sprawiło, że nabrała większego dystansu do obecnej sytuacji.
— Chcieliście mnie widzieć — rzekła bez przywitania się.
— Tak Serenity, usiądź — Mitokado wskazał jej krzesło, znajdujące się na środku Sali.
— Dziękuję, postoję — odparła dziewczyna. — Więc słucham, o co chodzi?
— W związku z ostatnimi wydarzeniami — zaczęła Koharu — dość długo debatowaliśmy na twój temat — na te słowa czarnowłosa zmrużyła oczy. — Obserwowaliśmy cię od jakiegoś czasu — mówiła dalej członkini Rady. — Wszyscy tu zebrani mogą poświadczyć, że utrudniałaś realizację egzaminu na Chunina. Ponadto próbowałaś zabić kilka osób.
— Bzdura — warknęła czarnowłosa.
— Doprawdy? A kto rzucił w mojego bratanka kunaiem, a potem próbował go udusić?! — odezwał się lider klanu Hyuga.
— To nie wszystko — wtrącił Ibiki Morino, były Sensei dziewczyny. — Nie tylko ja mogę zaświadczyć, że groziłaś innemu uczestnikowi egzaminu śmiercią, nie wspomnę już, że dwukrotnie groziłaś mnie.
— Chwila! — zawołał młody mężczyzna, którego Serenity pierwszy raz widziała na oczy. — Z naszych obserwacji wynika, że ona nie tylko groziła śmiercią Geninowi z Suny, ale i nawet z nim walczyła.
— Jestem pewien, że była to mistyfikacja. Neji mówił, że skumała się ze zdrajcami z Wioski Piasku, a to jest równoznaczne z tym, że i ona jest zdrajcą! — rzekł Hyuga.
— Uważam, że to tylko spekulacje. Przecież pomagała w egzaminie. Składała raporty Trzeciemu. Ostrzegała o możliwości ataku Orochimaru. Próbowała nawet ratować Hokage! To się nie liczy? — tym razem głos zabrał ojciec Shikamaru Nara.
— Przepraszam, że przeszkadzam, ale ja nadal tu jestem! — Serenity próbowała nie wybuchnąć. — Nikt nawet nie raczy spytać się, co ja mam do powiedzenia?! O co chodzi z tymi oskarżeniami?!
— Najwidoczniej, to była część planu ataku na Konohę — zauważyła Koharu, ignorując czarnowłosą. — Zatem głosujmy. Kto jest za tym, aby Serenity opuściła wioskę, niech podniesie rękę — dodała. W górę wystrzeliły ręce tych, którzy rzucali oskarżenia. — Dobrze, kto jest przeciwny? — jedyną osobą, która podniosła rękę był lider Joninów, Shikaku Nara.
— My, jako Starszyzna i doradcy Hokage, również jesteśmy za tym, aby Serenity opuściła wioskę, a ponieważ obecnie nie posiadamy Hokage, nasz głos jest decydujący — wtrącił Mitokado.
— A zatem, w związku z przewagą głosów, pięć do jednego, Serenity, niniejszym zostajesz skazana na banicję, bez możliwości powrotu do Konohy. Masz trzy dni na opuszczenie wioski.
— Skoro taka jest wasza wola — Serenity przyjęła tę wiadomość z udawanym spokojem, gdyż cała w środku aż wrzała z wściekłości. To było niesprawiedliwe, z uwagi na brak kilku członków Rady, którzy być może stanęliby po jej stronie. Na dodatek liczyła na wsparcie Anko, ale ona nawet słowem się nie odezwała, nie wspominając już, że nawet nie raczyła na nią spojrzeć. Nie pokazując jednak niczego po sobie, zdjęła ochraniacz z symbolem Wioski Liścia i złożyła go na stole przed Radą.
— Widzę, że nie masz nic na swoją obronę, a skoro nie protestujesz to znaczy, że przyznajesz się do winy — rzekła z nieukrywaną satysfakcją Koharu.
— Nie mam zamiaru się tłumaczyć — powiedziała wypranym z emocji głosem, po czym z dumnie podniesioną głową wyszła z Sali Obrad. Gdy drzwi się za nią zamknęły, biegiem udała się do domu, by spakować swoje rzeczy. Nie miała zamiaru pozostać w wiosce ani minuty dłużej. W ogóle nie myślała o tym, czy spotka się z Kakashim, a już tym bardziej o pozostawieniu mu jakiejkolwiek wiadomości.
Chwilę później, nie obracając się za siebie, z godnością opuściła mury Konohy, by już nigdy więcej tu nie wrócić.

29. Misja i wiadomość.

Gaara wraz z rodzeństwem przemierzali ulice Konohy, prowadzeni przez Shikamaru Narę, który mimo niedokończonego egzaminu na Chunina, zos...