1 sierpnia 2011

21.Geneza motta życiowego Gaary.


Gaara patrzył wściekle na intruzów.
Koleś w dresie również patrzył na niego wrogo.
— Sakura?! — odezwał się po chwili blondyn.
— Co znowu? — warknęła. Widać, że nie przepadała za nim.
— Kto to jest, do diabła?! — spytał wskazując na Genina z Suny.
Nie mów, że mnie nie poznajesz... czerwonowłosy zadrwił w myślach.
— Mimo, że trochę zmieniony, sądzę, że to ów Gaara — powiedział kundel.
Gadający pies? Ach, no tak, zapewne technika przywołania, ale wątpię, by któreś z nich  umiało przywołać jakiekolwiek zwierzę. Mimo tych myśli syn Kazekage wciąż patrzył morderczym wzrokiem na tego, który uniemożliwił mu zaspokojenia swojej żądzy.
W oczach Uzumakiego dostrzegł niedowierzanie pomieszane ze strachem, co mile go połechtało i jednocześnie utwierdziło w przekonaniu, iż taki słabeusz nie może być podobny do niego. Teraz był wręcz pewien, że blondyn kłamał, mówiąc, że ma w sobie bestię. Gdyby to była prawda, nie zachowywał by się w ten sposób.
— Ty... — zaczął Gaara. — Tak, to ty jesteś tym gościem, którego miałem zabić — dodał, a Naruto wzdrygnął się przerażony.
— Musimy uciekać! — wrzasnął blondyn, jednak w tym samym momencie Gaara ruszył do ataku, chcąc zakończyć to, co zaplanował.
— Giń, Uchiha Sasuke! — warknął i już miał wykonać śmiertelny cios, gdy na drodze stanęła mu różowowłosa, broniąc bezbronnego kolegę.
Ta postawa przywołała u Jinchuriki wspomnienie Yashamaru, który w podobny sposób bronił przed nim niewinne dziecko. Trwało to zaledwie ułamek sekundy.
Czerwonowłosy zmienioną ręką przygwoździł „przeszkodę” do drzewa, krzycząc przy tym „Z drogi!”. Kunoichi zemdlała pod wpływem uderzenia.
— Sakura! — zawołał Uzumaki, po czym przeniósł czarnowłosego w teoretycznie bezpieczne miejsce, czyli z dala od potwora.
Wspomnienie wujka nieco wytrąciło z równowagi Gaarę. Trzymał się za głowę i patrzył na nieprzytomną dziewczynę, nawet nie zauważył, że jego ofiary nie ma w pobliżu i nie słyszał paniki w głosie blondyna.
— Dlaczego? — zadał pytanie, przypominając sobie jak Jonin bronił swego ucznia.
W oczach tej zuchwałej dziewuchy widział determinację. Dlaczego chciała z nim walczyć? Przecież nie miałaby żadnych szans. A przede wszystkim dlaczego stanęła w obronie Uchihy? Nie mógł tego zrozumieć, nie potrafił znaleźć racjonalnego wytłumaczenia.
I znów przed oczami zobaczył postać Yashamaru, a wraz z nim pojawiło się kolejne wspomnienie.


"Ten sam dzień, tuż po incydencie na dworze.
Mały Gaara stał w salonie, w domu brata jego matki i patrzył na jej zdjęcie. W prawej dłoni trzymał nóż, którym po chwili dźgnął się w lewą rękę, ale nawet małe zadrapanie nie powstało.
— To nie ma żadnego sensu — powiedział sam do siebie. — Piasek nigdy do tego nie dopuści.
— Gaara — usłyszał znajomy głos od strony drzwi, lecz mimo to drgnął.
— Yashamaru? — w głosie chłopca słychać było smutek.
— Otrzymałem od Kazekage rozkaz, żeby się tobą opiekować i cię chronić — powiedział jego wujek. — Mam uważać na twoje zdrowie i bezpieczeństwo. Proszę, nie rób takich rzeczy na moich oczach — ciągnął, a Gaara zawstydzony spuścił wzrok. — Chociaż z drugiej strony piasek zawsze cię ochroni — dodał z lekkim zakłopotaniem.
— Yashamaru, wybacz — szepnął czerwonowłosy.
— Hę? A, to? — blondyn dotknął swego zabandażowanego czoła. — To tylko małe zadrapania.
— Czy zadrapanie... boli? — spytał Gaara i spojrzał na wujka smutnym wzrokiem.
— Tylko troszeczkę. Niedługo przestanie, bo się zagoi — odparł z uśmiechem.
— Hej, Yashamaru, jak to jest czuć ból? — dopytywał się chłopiec. — No bo ja nigdy wcześniej nie byłem ranny, więc się nad tym zastanawiam.
— Jakby ci to wytłumaczyć... — zastanawiał się blondyn. — To bardzo nieprzyjemne i drażniące uczucie — zaczął powoli. — No więc, gdy ktoś zostanie w jakiś sposób ranny, to wtedy staje się bardzo słaby. Nie jest w stanie normalnie myśleć, ani się na niczym skupić — zaczął się drapać po głowie. — Heh, nie mogę tego jasno wytłumaczyć, ale mówiąc wprost, lepiej go nie doświadczyć, bo to nie jest dobre uczucie.
Gaara patrzył na zabandażowaną rękę wujka z mieszanymi uczuciami.
— Yashamaru? — odezwał się po chwili.
— Tak?
— Czy ty mnie... nienawidzisz?
Mężczyzna westchnął.
— Ludzie ciągle wyrządzają sobie nawzajem krzywdę, przysparzając w ten sposób wiele bólu i cierpienia, ale tak naprawdę ciężko jest kogoś znienawidzić.
— Dziękuję, Yashamaru — odparł Gaara. Słowa wujka dodały mu otuchy. — Myślę, że zrozumiałem wreszcie, co to jest ból.
— Naprawdę?
— Sądzę, że wiem, ponieważ ja też jestem w jakiś sposób ranny. Odczuwam to zawsze tutaj — dotknął miejsca, gdzie biło jego serce. — Nie krwawię, ale czuję wielki ból tu w piersiach.
Blondyn podszedł do niego, zabrał mu nóż i przykucnął, po czym rozciął sobie palec, a krew zaczęła kapać na podłogę.
— Krwawiące rany cielesne czasami brzydko wyglądają i mogą powodować bardzo wielki ból — powiedział. — Ale z upływem czasu się goją, a on sam mija, a gdy używasz lekarstwa, dzieje się to znacznie szybciej. Jednak najgorszymi ranami są te w sercu. Je bardzo trudno jest wyleczyć.
— Rany w sercu? — zdziwił się Gaara.
— Rana serca bardzo różni się od zwykłej rany. W przeciwieństwie do normalnej nie istnieją lekarstwa, by ją wyleczyć i czasami nie goi się ona nigdy — rzekł Yashamaru. Czerwonowłosy ze smutkiem ponownie położył dłoń na klatce piersiowej, po stronie, gdzie znajdowało się serce. — Ale istnieje jedna rzecz, która potrafi na nią zaradzić — mówił dalej. Gaara spojrzał na niego ciekawy, jaka to rzecz. — To ciężkie do zdobycia lekarstwo — ciągnął mężczyzna. — Które można otrzymać tylko od innej osoby. — dodał i spojrzał na fotografię swojej siostry.
— Co? Czym ono jest? — spytał chłopiec.
— To coś, co potrafi uleczyć ranę serca to... miłość — dokończył, patrząc z uśmiechem na siostrzeńca.
— Miłość?
— Tak.
— Jak mogę je dostać? Co powinienem zrobić, by pozbyć się bólu?
— Gaara, przecież ty już je otrzymałeś — obaj spojrzeli na zdjęcie. — Miłość wyrażana jest poprzez poświęcenie się dla dobra bardzo bliskiej osoby, dbanie o nią, chronienie jej, tak jak moja siostra. Wierzę, że moja siostra bardzo cię kochała, Gaara. Shukaku Piasku, to żyjący duch używany zwykle w celach związanych z walką. Piasek, który broni cię automatycznie, Gaara, robi tak właśnie z powodu miłości. Wierzę, że tym piaskiem kieruje wola twojej zmarłej matki. Dzieje się tak, ponieważ moja siostra chce cię chronić nawet po swojej śmierci.
— Yashamaru...
— Co takiego?
— Dzięki za wcześniej... Za to, że mnie powstrzymałeś.
— Nie ma za co. Gaara, jesteś dla mnie bardzo ważną i szczególnie bliską osobą — powiedział blondyn, trzymając ranny palec w buzi. Chłopiec podszedł do niego i chwycił jego dłoń. Patrzyli na siebie w milczeniu."


Genin z Suny trzymał się za głowę. Próbował za wszelką cenę odepchnąć wspomnienia, które sprawiały mu fizyczny ból. Niestety, jak na złość pojawiały się coraz to nowsze obrazy z przeszłości.


"Pełnia księżyca. Gaara biegł z uśmiechem na ustach pustymi uliczkami wioski Suna, trzymając w rękach torbę z maścią na rany. Dostał ją od Yashamaru. Dobiegł do drzwi domu, gdzie mieszkała dziewczynka, którą zaatakował. Zapukał. Otworzyła mu właśnie ona.
— Przepraszam za wcześniej — powiedział chłopiec. — To musiało bardzo boleć, prawda? Masz, to maść na rany. Możesz jej użyć...
— Idź stąd potworze! — warknęła, patrząc na niego wrogo i zamknęła mu drzwi przed nosem.
Zabolało. Nazwała go potworem. Upuścił torbę z maścią.
Chwilę później, wracał do domu ze spuszczoną głową.
Omal nie wpadł na niego jakiś pijak.
— Co do diabła? — wybełkotał. — Uważaj, jak chodzisz! Przeklęty bachor! — warknął. Gaara spojrzał na niego. Mężczyzna, jakby w jednej chwili wytrzeźwiał. — T-ty jesteś... — wyjąkał, patrząc na chłopca z przerażeniem.
Znowu... Te oczy... Dlaczego? Dlaczego?! myślał. Nie mógł znieść spojrzenia pijaka i nie zastanawiając się długo użył piasku by go zabić.
Gdy tylko to zrobił, poszedł dalej. W pewnym momencie zauważył swojego ojca. Przystanął przy nim i spojrzał smutno w jego oczy, z których biła wrogość. Bez słowa odszedł ze spuszczoną głową.
Miał zamiar wrócić do domu, ale rozmyślił się.
Chwilę później siedział na dachu jakiegoś budynku i rozmyślał na temat swojej egzystencji. Nie rozumiał dlaczego ludzie go tak traktowali. Omijali szerokim łukiem lub uciekali przed nim. Patrzyli na niego z nienawiścią lub przerażeniem.
Dlaczego tylko ja jeden jestem potworem? Czym ja jestem? myślał. Yashamaru mówił mu, że ranę w sercu może uleczyć miłość, ale gdziekolwiek by nie spojrzał, nigdzie nie dostrzegał miłości, czy życzliwości.
Nagle aktywowała się jego piaskowa tarcza i uchroniła go przed kilkoma kunaiami, które leciały wymierzone prosto w jego plecy. Odwrócił się przestraszony.
— Co to? — patrzył na shinobi, który szykował kolejne sztylety. Dlaczego? Dlaczego tylko ja mam tego doświadczać?! pomyślał i zacisnął zęby. Jego spojrzenie zmieniło się z przerażonego na wrogie.
Ninja znów zaatakował, ale ponownie zadziała obrona Gaary, choć ten nawet nie kiwnął palcem.
Sekundę później chłopiec ze złością posłał w stronę napastnika piasek, który owinął się wokół ciała, po czym czerwonowłosy zacisnął dłoń w pięść, a piasek zmiażdżył jego przeciwnika.
— Kim jesteś? — spytał roztrzęsiony, kiedy ninja leżał na ziemi. — Dlaczego? — zauważył na jego palcu bandaż i przełknął głośno ślinę. Podszedł bliżej, "modląc" się, by nie była to osoba, o której pomyślał. Drżącą dłonią zdjął maskę napastnikowi i wtedy jego najgorsze obawy się sprawdziły.
Ból, jaki poczuł w sercu, był tak wielki, że z jego gardła wydobył się przeraźliwy krzyk rozpaczy.
To Yashamaru go zaatakował. Yashamaru chciał go zabić."


Gaara spojrzał na Naruto.
— Co jest? Już nie chcesz uciekać? — spytał, patrząc wrogo na przerażonego blondyna. — Tych dwoje... Kim oni dla ciebie są?!
— Oni... Oni są... moimi najlepszymi przyjaciółmi! — odparł Genin z Konohy, a w jego głosie nie słychać było już strachu, jak wcześniej. — Lepiej zostaw ich w spokoju i spadaj, bo inaczej pożałujesz! — dodał odważnie.
Gaara na te słowa przycisnął bardziej kunoichi do drzewa. Sakura krzyknęła z bólu, a w Uzumakim odwaga jakby nieco zmalała.
— No, co jest?! Przecież miałem "pożałować"! — warczał Gaara. — Pospiesz się i chodź! — zamierzał szybko wykończyć tego irytującego dupka.
Wkurzony blondynek ruszył do ataku. Chciał uderzyć czerwonowłosego pięścią, ale nawet nie zdążył, bo oberwał pierwszy. Odrzuciło go w to samo miejsce, z którego zaatakował.
Genin z Suny zaczął się śmiać z żałosnego postępowania Naruto.
— Walczysz za innych? To dlatego zatrzymujecie się na takim poziomie — powiedział. — Nie macie powodu, by walczyć. Tylko zwycięzca może zaznać wartości istnienia. Po prostu zapomnij o swoich bezwartościowych przyjaciołach i walcz dla samego siebie.
— Bezwartościowych... przyjaciołach... — blondyn zazgrzytał zębami. Zaciśnięte w pięści dłonie mu drżały ze złości.
— Kierowanie się bezwartościowymi uczuciami zgubi cię — ciągnął dalej Gaara.
— Ty... Nie pozwolę ci tak mówić — warknął Uzumaki. — Pokonam ciebie, choćby nie wiem co! — krzyknął. Wyciągnął kunai i ponowił atak.
— Hehe... Nie wiecie, czym jest prawdziwa potęga! — zadrwił syn Kazekage.
— Zamknij się! — wrzasnął słabeusz.
I znów czerwonowłosy chwycił się za głowę.
Obraz determinacji w oczach różowowłosej, obrona dziewczynki przez Yashamaru i znów spojrzenie kunoichi, która chciała stawić mu czoła, broniąc członka swej drużyny.
Wściekły machnął ogonem, by odeprzeć atak blondyna i choć nie chciał, zatracił się w dalszej części wspomnienia, które tak mocno wpłynęło na jego życie.


"Ogromna rozpacz chłopca znalazła swe ujście w łzach. Zaczął szlochać, bo skrzywdził jedyną osobę, której ufał, a która go zaatakowała.
— Dlaczego? —  spytał. —  Dlaczego, powiedz mi? Dlaczego ty? Dlaczego? —  nic z tego nie rozumiał, przecież Yashamaru mówił, iż jest dla niego kimś bardzo ważnym, więc czemu go zaatakował. — Dlaczego? Ty zawsze... zawsze mnie... Dlaczego, Yashamaru?
— Rozkaz —  odparł słabym głosem blondyn. —  Mam zadanie cię zabić, a powierzył mi je twój ojciec, Mistrz Kazekage.
Z oczu Gaary popłynęły kolejne łzy, nie mógł uwierzyć w to, co usłyszał.
— Mój ojciec...? Dlaczego mój tata chce mnie...? — pytał. To nie dzieje się naprawdę próbował przekonać sam siebie w myślach.
— Twoje narodziny wraz z demonem piasku Shukaku były eksperymentem — mówił mężczyzna. — Nie jesteś jednak w stanie opanować ducha Shukaku, który w tobie mieszka, co może stanowić potencjalne zagrożenie dla wioski.
— Więc... nie było wyboru z powodu rozkazu mojego ojca... — powiedział Gaara.
— Nie, to nie prawda — odparł jego wuj. — Wprawdzie Mistrz Kazekage wydał mi rozkaz, ale istniała możliwość odmowy — te słowa zabiły ostatnią iskierkę nadziei w chłopcu. — Paniczu Gaara, w głębi serca nienawidzę cię — każde kolejne zdanie pogłębiało rozpacz czerwonowłosego. — Urodziłeś się, kradnąc życie mojej ukochanej siostry. Nigdy ci tego nie wybaczę. Owszem, próbowałem pokochać ciebie, jako pamiątkę po Karurze, ale nie potrafiłem. Nie chciała żebyś się urodził. Stała się ofiarą, a zarazem przekleństwem dla wioski. Od tego czasu mam w sercu ranę, która nigdy się nie zagoi. Imię, które nosisz, nadała ci twoja matka. Gaara, to imię oznacza demona, który kocha tylko siebie, więc kochaj wyłącznie  siebie i walcz tylko dla siebie. Tylko wtedy będziesz miał szansę, aby przetrwać. Taka była jej wola. Nazwała cię tak nie dlatego, że się o ciebie martwiła, czy też, że cię kochała. Chciała, żebyś żył i nosił to imię, by wspomnienie o niej trwało w tej wiosce i przypominało ją. Aby świat dowiedział się, że nigdy nie byłeś kochany — Yashamaru rozpiął kamizelkę, co uaktywniło, kryjące się pod nią ładunki wybuchowe. — To już koniec. Proszę, zgiń! — to były ostatnie słowa Yashamaru, po których nastąpiła eksplozja. Jednak piasek ponownie ochronił Gaarę.
Syn Kazekage siedział z podkulonymi nogami i płakał. Wszystko, co do tej pory mówił jego wuj było kłamstwem, teraz to już wiedział. Matka nigdy go nie kochała. Piasek, który go chronił, nie był dowodem jej miłości. Nigdy też nie był kimś ważnym dla Yashamaru. Wszyscy pragnęli jego śmierci, zwłaszcza jego ojciec.
Siłą woli i piaskiem wytatuował sobie na czole symbol miłości, której nigdy nie zaznał.
Zrozumiał, że jest sam. Że zawsze był sam. Już nigdy nikomu nie uwierzy i nikogo nie pokocha."


Śmierć wuja zapoczątkowała w Gaarze nienawiść do świata.
"Kochaj siebie i walcz tylko dla siebie." To zdanie stało się jego mottem życiowym, a ponieważ to jedyny sposób, aby przetrwać, postanowił zabić każdego, kto wejdzie mu w drogę. Wtedy potwierdzi sens swojego istnienia.

28 lipca 2011

20. "Ty jesteś moją zdobyczą."


Trójka Geninów z Wioski Piasku oddalała się od Konohy w dość szybkim tempie.
Gaara nie mógł uwierzyć, że Uchiha zdołał go zranić. Nikomu do tej pory nie udało się tego zrobić, nawet Serenity.
Chciał zemsty.
Zdawał sobie jednak sprawę z tego, że musi odzyskać siły.
Nadal miał gdzieś misję, choć wiedział, że zawiedzie, znienawidzonego przez siebie, ojca. W tym momencie mało go to obchodziło.
W trakcie ucieczki niemal stracił przytomność. Nie interesowało go, o czym rozmawia jego rodzeństwo.
Dopiero kiedy Temari wypowiedziała imię i nazwisko osoby, którą chciał zabić, zrozumiał, że przez ten cały czas byli ścigani, choć dziwiło go, że tylko pieprzony Uchiha za nimi podążał.
Rodzeństwo Gaary, na przemian, próbowało walczyć z Sasuke, jednak bezskutecznie.
Tym razem Kankuro pozostał w tyle, by udaremnić Geninowi dalszy pościg, a blondynka, podtrzymując młodszego brata, kontynuowała ucieczkę.
W pewnym momencie czerwonowłosy kazał jej się zatrzymać.
— Lepiej się już czujesz? — spytała i przystanęli na jednej z gałęzi. Chłopak skrzywił się z bólu i chwycił za głowę. Jego siostra nie mogła patrzeć, jak cierpi, więc wyjęła pojemniczek z maścią, by choć trochę uleczyć ranę.
Była tak zamyślona, że nie zauważyła, iż coś przykuło uwagę Gaary.
— Temari, odejdź stąd — szepnął, podnosząc się. Zdziwiona uczyniła to samo. — Pospiesz się i spadaj! Przeszkadzasz! — wycedził przez zaciśnięte zęby i zanim cokolwiek zdążyła zrobić odepchnął ją z taką siłą, że uderzyła plecami o pobliskie drzewo.
Czerwonowłosy natomiast patrzył na Genina z wioski Liścia.
— Nie mam pojęcia, co i dlaczego zamierzacie zrobić, ale… powstrzymam was! — rzekł Sasuke. — A także… — kontynuował. — odkryję, kim naprawdę jesteś!
Spróbuj szczęścia… chociaż… ułatwię ci to i pokaże ci moje prawdziwe oblicze.. pomyślał Gaara.
— Przestań! — zawołała przerażona Temari. — Zapomniałeś o misji?!
Lecz Jinjuuriki nie zamierzał jej słuchać.
— Jesteśmy do siebie podobni, Uchiha — warknął. — Jednak w przeciwieństwie do ciebie, ja zamierzam cię zabić. Wtedy potwierdzę sens swojego istnienia, a twa śmierć ukoi mój ból, przyniesie spokój i poczuję, że żyję! — mówił dalej. — Ty... Jesteś... Moją... Zdobyczą...
Z każdym, wypowiedzianym przez Gaarę słowem, jego piaskowa tarcza rozpadała się, co świadczyło o procesie przemiany.
W oczach Sasuke pojawił się strach. Nie miał pojęcia, z czym, tak naprawdę, będzie musiał się zmierzyć.
Czerwonowłosy ruszył do ataku, choć nie przybrał jeszcze ostatecznej formy. Jego szybkość i siła były zdumiewające.
Geninowi z Konohy ledwie udało się umknąć przed ciosem, który zapewne by go zmiażdżył.
— I co, boisz się mnie, Uchiha Sasuke?! Nie wierzysz, że istnieję?! — wołał Gaara. — Wyłaź! Jesteś moją zdobyczą! — w jego głosie słychać było ogromne podekscytowanie, a z oczu biła największa żądza mordu, jaką kiedykolwiek odczuwał.
Sasuke musiał działać szybko. Postanowił atakować z dystansu, ale żadna próba nie dawała rezultatu, jedynie go osłabiała.
Tymczasem Gaara, czekając na prawdziwą walkę poczuł ból, a w jego głowie pojawiły się strzępki wspomnień.


"Jako dziecko siedział na huśtawce... Słyszał śmiechy innych dzieci, które bawiły się w najlepsze... On jednak był sam, osamotniony... Nagle śmiechy ucichły, a on widział, jak piłka, w którą grały dzieci, wpada na dach jednego z budynków... Żadne z nich nie umiało jej stamtąd zdjąć... Gaara przy pomocy swoich umiejętności ściągnął piłkę i chciał oddać ją rówieśnikom, jednocześnie miał nadzieję, że pozwolą mu się z nim pobawić... Jednak dzieci zaczęły uciekać przed nim ze strachu... Czerwonowłosy nie chciał znów być sam, za pomocą piasku próbował zatrzymać kilkoro, ale gdy miał "ukarać" jakąś dziewczynkę, przeszkodził mu w tym Yashamaru..."


To wspomnienie tylko spotęgowało jego żądzę krwi.
— Nie uciekniesz mi! Nie masz szans mi uciec... — wołał, do ukrywającego się Genina z Wioski Liścia, a że ten nie reagował na zaczepki, Gaara zaczął niszczyć wszystko wokół siebie w poszukiwaniu swej ofiary, śmiejąc się przy tym, jak opętany. Po chwili przestał, ale wciąż prowokował Sasuke słowami.
Nie musiał długo czekać. Zza pobliskiego drzewa usłyszał jakby świergot ptaków, któremu towarzyszyło miganie jasnego światła, o ile można to tak nazwać.
Obaj ruszyli do ataku niemal w tym samym momencie. Gaara zrobił zamach zniekształconą ręką, a Sasuke, trzymając w dłoni naelektryzowaną czakrę, uderzył nią w ramię napastnika.
Czerwonowłosy zawył z bólu, ale po chwili zaczął się śmiać.
— Wreszcie zrozumiałem, dlaczego tak pragnąłem tej walki... — powiedział, trzymając się za ranne ramię. — Ten ból... Pokonanie gościa, któremu udało się mnie zranić i odebranie mu wszystkiego, co posiada, da mi wreszcie wspaniałe poczucie spełnienia, jakiego zawsze pragnąłem! — uwolnił więcej czakry demona i poszerzył swoją przemianę o ogon, po czym ponownie ruszył do ataku. Był jeszcze szybszy niż dotychczas.
Sasuke spróbował użyć kuli ognia by się bronić, ale na piasek to nie zadziałało. Cios Gaary go dosięgnął. Siła była tak duża, że odrzuciło Genina kilkanaście metrów dalej. Uderzył plecami o drzewo, po drodze łamiąc dość grube gałęzie.
— Co jest?! Czy tylko tyle jest wart taki wojownik, jak ty?! — zadrwił czerwonowłosy. — Jesteś za słaby! Zbyt miękki, bo za mała jest twoja nienawiść! Siła nienawiści daje siłę do niszczenia! Siła niszczenia daje siłę do dopełnienia zemsty! Twoja nienawiść jest mniejsza niż moja!
— Zamknij się — powiedział cicho Uchiha.
— I wiesz, co to oznacza?! — ciągnął dalej Genin z Suny.
— Stul pysk! — warknął czarnowłosy.
— Oznacza to, że jesteś słabszy ode mnie!
Na te słowa Sasuke wstał, tak jakby chciał udowodnić, że tamten się myli. W jego dłoni po raz trzeci tego dnia pojawiła się skumulowana czakra błyskawicy. Teraz to on pierwszy zaatakował. Syn Kazekage nie zamierzał stać bezczynnie w miejscu, więc wyszedł na spotkanie przeciwnikowi.
Genin z wioski Liścia tym razem zniszczył zmienione ramię czerwonowłosego, ale zaraz po tym padł z wyczerpania i nie mógł się ruszyć. Natomiast Gaarze przemianie uległa druga ręka.
Jinchuriki ponownie skierował atak na swoją ofiarę. Jednak nie dane mu było zakończyć tej walki poprzez zabicie przeciwnika, gdyż niespodziewanie otrzymał solidnego kopniaka w twarz. Odrzuciło go, ale zdołał utrzymać równowagę.
Kiedy zobaczył, kto zafundował mu tak "urocze" powitanie, zalała go fala nieopisanego gniewu.
Tą osobą, która stała teraz między czerwonowłosym, a jego ofiarą, był nie kto inny, jak Naruto Uzumaki, upierdliwy blondasek. Na dodatek, wraz z nim przybyła, pożal się boże, różowowłosa kunoichi i jakiś kundel.

24 grudnia 2010

Merry Christmas and Happy New Year

Są w życiu chwile, gdy wszystko koloru nabiera.
Gdy miłość wygrywa, nienawiść umiera
a obcość w bliskość przemija.
Gdy radość smutek zastępuje
a uśmiech jak nigdy smakuje.
I czujesz, że jest do zrobienia dobrego tyle.
więc w te święta życzę Wam,
by to nie były już tylko chwile!
Wesołych, zdrowych i spokojnych świąt Bożego Narodzenia oraz szczęśliwego Nowego Roku i szampańskiej zabawy
życzę wszystkim moim czytelnikom.

Do życzeń dołączają także Srenity i Gaara.
___________________________________________________

6 komentarzy (opublikowane na blog.onet.pl):

~Warsztatowo
27 grudnia 2010 o 00:45
Widzę, że lubisz pisać, zresztą tak jak i ja. Może chcesz dołączyć do osób, które starają się poprawić swój warsztat i próbują pisać na różne tematy?Jeśli tak, zapraszam: warsztatowo.npx.plPozdrawiam serdecznie :)PS Jeśli czasem chcesz pisać, ale nie wiesz, o czym (ja tak miewam ;)), myślę, że ‚warsztatowo’ może rozwiązać ten problem ;)

~Tori
7 stycznia 2011 o 19:48
Ej, siemka, tu Tori z bloga http://www.sasuke-tori.blog.opnet.pl.. Pamiętasz może mojego mejla do bloga? bo zapomniałam… ^ ^’ jak tak to napsiz mi w komciu bd wdzięczna :**

kimi0510@onet.pl
16 stycznia 2011 o 16:43
http://przygody-shiny.blog.onet.pl NN. Zapraszam, Yuko

kimi0510@onet.pl
6 lutego 2011 o 17:24
http://przygody-shiny.blog.onet.pl/Rozdzial-V-W-poszukiwaniu-szcz,2,ID421268097,n NN

radhika_murai@autograf.pl
5 kwietnia 2011 o 21:16
…Aż mnie powalił ten new szablon O.ONo takie oczy zrobiłam. Piękny, cudowny, wspaniały nie! Tego nie da się opisać. Kurczę. Ale…nie, nie znajduję słów nawet. Genialny. Zresztą ty wiesz, co ja uważam na temat twoich szablonów ^^.A tak w ogóle to pragnęłambym, prawda, zapytowywać się Cię yyy…gdzie nowy rozdział jest? Bo coś…nie widzę…może oślepłam. Nie? No, to trzeba nadrobić. Oczywiście nie poganiam ale jakbyś chciała…to może napiszesz…coś nowego? ^^ ;*

~hiroko
28 kwietnia 2011 o 21:28
szablon fajny…a kiedy notka?^^

19 grudnia 2010

19. Zdrada Suny.


Dopóki na świecie żyją ludzie, których można zabić, odczuwam radość życia, a moje istnienie ma sens.
Po tym zdaniu w szpitalnej sali zapanowała cisza.
Gaara z satysfakcją patrzył na rosnące przerażenie blondyna. Był przekonany, że wzbudził w nim strach, jednak nie znał jego myśli. Wątpił w to, że Genin mówił prawdę o tym, iż ma w sobie bestię. Gdyby był podobny do niego, zachowywałby się inaczej.
Uzumaki cofnął się o krok do tyłu, co zwróciło uwagę jego kolegi.
— C-co jest, Naruto? — spytał Shikamaru.
W tej samej chwili czerwonowłosy zorientował się, że Jutsu kolesia w kucyku przestaje działać, a raczej nie jest skuteczne w stu procentach. Przygotował się więc do ataku, co zaskoczyło nowicjuszy z wioski Liścia.
Przez chwilę myślał, żeby zabić wpierw blondyna, jednak postanowił zlikwidować obu naraz.
— Naruto! Rusz się do diabła! — wrzasnął ciemnowłosy, widząc co się święci. — Co za cholerny niefart! Naruto!
— Pozwól mi poczuć…! — wyszeptał podekscytowany Gaara. Rzecz jasna chciał posmakować krwi przede wszystkim Uzumakiego i przekonać się, czy rzeczywiście ma w sobie jakiegoś demona.
Nie zwlekając dłużej, posłał piasek w ich kierunku.
— To leci prosto na nas! — zawołał ciemnowłosy.
— Przestańcie! — usłyszeli ostrzeżenie i wszyscy trzej odwrócili się w stronę drzwi. — Pojedynki są dopiero jutro — powiedział nie kto inny, jak Sensei Lee Rocka. — Chyba nie chcecie wylądować w szpitalu — dodał wchodząc do sali.
Gdy Gaara na niego spojrzał, znów powróciły strzępki wspomnień z dzieciństwa. Złapał się za głowę, próbując pozbyć się bólu, jaki mu sprawiały. Musiał jak najszybciej opuścić to miejsce.
Piasek oplatający śpiącego Genina zaczął się cofać.
Kiedy gurda czerwonowłosego z powrotem była pełna, obrzucił nienawistnym spojrzeniem uczestników egzaminu na Chunina i nadal trzymając się za głowę ruszył ku wyjściu. Przechodząc obok Jonina, nawet na niego nie spojrzał.
Zatrzymał się jednak na chwilę przy drzwiach.
— Zabiję was prędzej, czy później. Tak właśnie się stanie — powiedział i opuścił salę.

*

Serenity zamierzała pójść do Hokage, by przekazać mu informacje, jakie zebrała na temat Genina z Suny, ale nie spieszyła się z tym zbytnio.
Była z dwie przecznice dalej od centrum medycznego, kiedy mijał ją Gaara.
Zdziwiła się, że nie zwrócił na nią uwagi.
Wyczuła jednak, że jest wściekły, co mogło oznaczać tylko jedno. Po raz kolejny ktoś pokrzyżował jego plany. Żałowała tylko, że to nie ona.
Jakiś czas później stanęła przed siedzibą Trzeciego i zawahała się, choć wiedziała, że musi mu powiedzieć, co usłyszała.
Westchnęła i weszła do budynku, by po chwili zapukać do drzwi gabinetu Sarutobiego.
Gdy  została wpuszczona do środka, zdała raport z obserwacji drużyny z wioski Piasku, a w szczególności z wydarzeń dzisiejszego przedpołudnia.
— Nie chcę wysnuwać pochopnych wniosków, ale uważam, że istnieje zagrożenie z ich strony, jednakże decyzja należy do ciebie, Hokage — zakończyła swoją wypowiedź.
Hiruzen milczał, patrząc na nią w skupieniu. Złączył dłonie w charakterystyczny dla siebie sposób, co oznaczało, że się zastanawia.
Mijały minuty, a Serenity powoli traciła cierpliwość. Nie mogła znieść spokoju starca.
— Nie denerwuj się moja droga — odezwał się w końcu. — Nie sądzę, by ta trójka stanowiła zagrożenie, choć są silni. Ale my także mam potężnych shinobi, no i Naruto, który, jak wiesz, również ma w sobie demona. Ufam Kazekage i jestem pewien, że nie ma wobec mnie żadnych złych zamiarów. Nie ma się czego obawiać — powiedział z uśmiechem.
— Ale… — zaczęła czarnowłosa, lecz zamilkła pod wpływem jego spojrzenia.
— Możesz odejść — rzekł Hokage. — Jutro odbędą się walki finałowe egzaminu na Chunina. Mamy przed sobą pracowity dzień, więc dziś daję ci wolne. Powinnaś odpocząć — dodał.
Serenity nie pokazała po sobie, że nie spodobało jej się podejście Trzeciego do całej tej sprawy.
Wiedziała, że dalsza rozmowa nie ma sensu, więc zrezygnowana wróciła do domu.
Miała tylko nadzieję, iż do jutrzejszego dnia nic złego się nie wydarzy.

*

Gdzie byłeś?”, „Zrobiłeś coś, co mogłoby nas wydać?”, „Masz gdzieś naszą misję?”, „Myślisz, że będziemy po tobie sprzątać?
Nie ma to, jak udawane zainteresowanie, a raczej chronienie własnego tyłka… Mam już tego wszystkiego dość… myślał Gaara, gdy został zasypany gradem pytań ze strony swego rodzeństwa oraz tymczasowego Senseia.
Nie zamierzał udzielać na nie odpowiedzi.
Dopiero kiedy Baki chwycił go za koszulkę, mruknął gniewnie, że o nic nie muszą się martwić i dodał, żeby zostawili go w spokoju.

*

Serenity leżała na łóżku, wpatrując się w biały sufit. Nie czuła upływającego czasu.
Była sama w domu, bo Kakashi nadal trenował z Sasuke.
Starała się o niczym nie myśleć, ale spokoju nie dawało jej wiele spraw.
Nie potrafiła zrozumieć Hokage. Był mądrym człowiekiem, ale wszystko bagatelizował.
Zamknęła oczy i znów ujrzała obrazy z wizji, a wraz z nimi wspominała dzisiejszą rozmowę Geninów w szpitalu.
Uniosła powieki i odwróciła głowę w stronę okna.
Słońce zaczęło zachodzić.
Zaburczało jej w brzuchu. Z tego wszystkiego nic dziś nie jadała.
Wstała więc i zeszła do kuchni zrobić sobie jakieś kanapki. Okazało się, że lodówka była pusta. Warknęła i wyszła, by zjeść coś na mieście i przy okazji zrobić małe zakupy.


Było już ciemno, kiedy wróciła do domu, w którym nadal nikogo nie było.
Zrobiła jakieś kanapki dla brata i zapakowała je w folię, by nie zeschły, po czym ponownie wyszła na zewnątrz.
Wskoczyła na dach i usiadła na jego krawędzi.
Księżyc właśnie wyłonił się zza koron drzew. Patrzyła na niego, jak powoli wędruje po nieboskłonie.
— Jutro będzie pełnia — powiedziała sama do siebie.

*

W tym samym czasie, to samo zdanie wypowiedział Gaara, który siedział na dachu wynajmowanego domu.
Jego myśli skupione były na walkach finałowych. Miał walczyć z Sasuke. Tym razem nikt go nie powstrzyma przed zabójstwem.

*

W końcu wzeszło słońce.
Czarnowłosa wzięła prysznic, zjadła śniadanie i niespiesznie opuściła dom.
Po drodze zauważyła ludzi, którzy zmierzali do głównej bramy. Ona jedna szła pod prąd. Nie zamierzała obserwować przybycia Kazekage do wioski Liścia.
Udała się powoli w stronę stadionu, na którym miał odbyć się ostatni etap egzaminu na Chunina.
Jakiś czas później dotarła na arenę i weszła na widownię.
Zgromadziło się już tam sporo osób.
Zajęła miejsce, z którego miała doskonały widok na wszystko i czekała.


Hokage usiadł na jednym z foteli nad trybunami, które wypełnione były po brzegi.
Na dole, gdzie miały rozegrać się walki finałowe, stał już trzeci egzaminator, a raczej Jonin, który musiał zastąpić Hayate w sędziowaniu.
Po chwili dołączyli do niego uczestnicy trzeciego testu.
Czarnowłosa utkwiła wzrok w Geninie z Suny, który wyglądał, jakby nic go nie obchodziło. Potem przeniosła spojrzenie na pozostałych. Brakowało Naruto i Sasuke.
Nagle przez główne wejście dosłownie wleciał blondyn i zaczął coś wygadywać o stadzie byków, ale nikt zbytnio nie przejął się jego paplaniną.
Na komendę Genmy, ustawili się w szeregu, zwróceni twarzą do widowni.
Serenity znów spojrzała na Gaarę, który zacisnął pięści i patrzył z nienawiścią w stronę Hokage. Podążyła za jego spojrzeniem i zrozumiała, że to widok Kazekage wzbudził w nim te negatywne uczucia.
Saurotbi wstał i zbliżył się do barierki, po czym powitał przybyłych gości i życzył im wspaniałych wrażeń podczas oglądania turnieju.
Trzeci egzaminator zapoznał Geninów z małą zmianą w ustawieniu walk. Oczywiście brakowało Dosu Kinuty.
Chwilę później Jonin zapowiedział pierwszy pojedynek, w której mieli się zmierzyć Naruto i Neji.
Czarnowłosą interesowała tylko jedna walka, a mianowicie Gaary i Sasuke. Zastanawiała się, czy Kakashi zdąży przyprowadzić swego ucznia na czas.
Znając jednak swego brata, wiedziała, że się spóźni.
Zamiast obserwować starcie "geniusza" ze "słabeuszem", zaczęła rozglądać się po widowni.
Wychwyciła wzrokiem kilku ANBU i zmarszczyła czoło. Hokage, nie sądziłam, że jesteś aż tak lekkomyślny. Dlaczego tylko ośmiu rozmieściłeś na stadionie? Nawet dwa plutony, by nie wystarczyły. Zapewne reszta patroluje okolice Konohy, ale jeśli Orochimaru zamierza zaatakować, to wątpię, że cokolwiek zdoła go  powstrzymać, tym bardziej, że na pewno nie będzie sam pomyślała.
Mimowolnie zerknęła na dół, gdzie toczyła się walka. Naruto oczywiście przegrywał, mimo to nie poddawał się. Stworzył kilka klonów i próbował w ten sposób atakować Hyugę, lecz i to nie skutkowało.
Serenity miała wrażenie, jakby ciemnowłosy Genin miał oczy dookoła głowy.
Blondyn nadal atakował klonami. W pewnym momencie uczeń Gai'a był pewny, że trafił w tenketsu prawdziwego przeciwnika, ale ten go przechytrzył i uderzył z góry.
Posiadacz Byakugana jednak użył nowej techniki. Był to obronny wir, znany tylko klanowi Hyuga.
Czarnowłosa przestała zwracać uwagę na to, co dzieje się na dole i znów obserwowała trybuny.
Kilka minut później usłyszała wiwaty, ale ku jej zaskoczeniu owacje otrzymywał Uzumaki.
To nie możliwe patrzyła z niedowierzaniem, ale na jej ustach pojawił się lekki uśmiech. Możesz być z niego naprawdę dumny, Kakashi... A no właśnie, gdzie ty się podziewasz bracie? zaniepokoiła się, szukając w tłumie białowłosego. Nigdzie go jednak nie było. Jak tak dalej pójdzie, Sasuke zostanie zdyskwalifikowany, a z tego, co słyszałam, to większość przybyła tylko po to, by obejrzeć tę walkę myślała.
Ludzie zaczęli się niepokoić.
Serenity patrzyła, jak Hokage wstaje, ale zamiast ogłosić dyskwalifikację, przesunął walkę Gaary i Sasuke na sam koniec.
Domyśliła się, że uczynił to na prośbę Kazekage.
Następni w kolejności mieli walczyć Shino Aburame i Kankuro, ale ten drugi, ku zdziwieniu wszystkich, wycofał się.
Kolejny pojedynek rozegrał się między Temari i Shikamaru.
Genin z wioski Liścia długo trzymał na dystans swoją przeciwniczkę i unikał ataków.
W końcu wykorzystując kąt padania cienia i dziurę, jaką zrobił Naruto podczas swojej walki, Shikamaru złapał blondynkę w pułapkę i również się poddał.
— Żenada — stwierdziła czarnowłosa. Nawet nie zastanawiała się, dlaczego tak zrobił.
W końcu nadszedł czas na oczekiwany przez wszystkich pojedynek, ale Uchihy nadal się nie było.
Gaara jednak w spokoju oczekiwał przybycia swego przeciwnika. Był pewny, że się zjawi.
Tłum był już bardzo zniecierpliwiony, a Hokage nie miał wyboru, mimo to Genma otrzymał rozkaz, by ogłosić dyskwalifikację Genina dopiero po upływie dziesięciu minut.
Serenity doskonale rozumiała ludzi, którzy nie mogli doczekać się tej walki. Większość przybyła właśnie z tego powodu. Ona sama pragnęła zobaczyć, czego nauczył Sasuke jej brat.
Obaj Genini mieli równe szanse na wygraną.
Czas oczekiwania minął, ale w momencie, gdy Jonin miał ogłosić wygraną czerwonowłosego walkowerem, na środku areny pojawili się Kakashi i jego uczeń.
— Ty to masz wyczucie i jakie efektowne wejście, bracie — szepnęła Serenity, wywracając oczami. Cieszyła się jednak, że zdążył.
— Przepraszam za nasze małe spóźnienie — powiedział beztrosko białowłosy.
Widownia oszalała z radości.
Czarnowłosa spojrzała w stronę loży i zacisnęła pięść na widok miny Gaary. Wiedziała już, że ten pojedynek będzie na śmierć i życie i że Genin z Suny nie zamierza być tym, który zginie. Ten wyraz twarzy świadczył o tym, że czerwonowłosy właśnie na to czekał i nie poprzestanie, póki nie zabije Sasuke.

*

Gaara schodząc na dół, by stanąć twarzą w twarz ze swoim przeciwnikiem, natknął się na dwóch, ninja z wioski Trawy, którzy chcieli mu w tym przeszkodzić. Jednak każdy, kto staje mu na drodze, zwłaszcza w takim momencie i w taki sposób, jak oni, musi ponieść tego konsekwencje.
Bez chwili zastanowienia, zlikwidował przeszkodę, po czym udał się na arenę.
Po drodze minął zszokowanych Geninów, którym dzień wcześniej groził śmiercią.
Mimo to, że stali sparaliżowani ze strachu, nic im nie zrobił.
Ich przerażenie spotęgowało tylko żądzę krwi, jaką odczuwał na myśl o walce z Sasuke Uchihą.

*

Czarnowłosa w napięciu oczekiwała starcia między czerwonowłosym, a uczniem Kakashiego.
Kiedy przeciwnicy stanęli naprzeciw siebie, wiedziała, że będzie to wspaniały pokaz ich umiejętności.
Z postawy obu wynikało, że żaden nie zamierza się poddać.
— Zaczynajcie! — oznajmił Genma i usunął się z pola walki.
Z gurdy Gaary od razu wystrzelił piasek.
Sasuke odskoczył do tyłu, przygotowując się do obrony.
Nagle czerwonowłosy zaczął dziwnie się zachowywać. Złapał się za głowę i mamrotał coś pod nosem. Trwało to zaledwie kilka sekund. Uspokoił się jednak i czekał na pierwszy ruch przeciwnika.
Uchiha wyjął dwa shurikeny i rzucił nimi w stronę Gaary. Ten, nie kiwnąwszy nawet palcem, stworzył piaskowego klona, który złapał metalowe gwazdki.
Czarnowłosy nie poprzestał na tym. Ruszył w kierunku Genina z Suny.
Piasek zaatakował Sasuke, ale ten wyskoczył do góry, by po chwili unicestwić klona. Zaraz po tym wykonał ruch, jakby chciał uderzyć przeciwnika w twarz, ale gdy tylko piasek zasłonił mu dostęp, Uchiha przemieścił się w szybkim tempie za plecy Gaary i wymierzył celny cios.
Czerwonowłosy poleciał na kilka metrów.
Genin z wioski Liścia, nie czekając na kontrę znów zaatakował.
Był bardzo szybki, podobnie jak Lee podczas eliminacji.
Serenity była pod wrażeniem. Na taką sprawność trzeba pracować kilka lat, a uczeń Kakashiego zdołał opanować to, w niespełna miesiąc.
Jednak nie była zdziwiona, ponieważ znała możliwości Sharingana i wiedziała, że bez niego nie osiągnąłby takich rezultatów.
Po raz kolejny piasek nie nadążał bronić Gaary, ale czerwonowłosy nie zamierzał przegrać, nie na oczach własnego ojca, choć nienawidził go z całego serca.
Czarnowłosa zastanawiała się, czego jeszcze nauczył Uchihę jej brat, bo z całą pewnością wiedział, że sama walka wręcz nie wystarczy, by pokonać Genina z Suny. Najlepszym przykładem był Lee.
Na dodatek, widać było, że przy takim stylu walki, Sasuke zużywa dużą ilość energii.
Nie tylko ona to zauważyła.
Gaara musiał obmyślić szybko jakąś strategię, by nie wyczerpać swojego limitu czakry, a także nie mógł pozwolić na bezpośredni kontakt z przeciwnikiem.
W tej chwili miał gdzieś misję, jaka została powierzona jego drużynie. Teraz liczyło się dla niego tylko to, by wygrać walkę i zabić Uchihę.
Złożył dłonie w pieczęć i zamknął się w pisakowej kuli.
Była to forma obrony doskonałej, gdyż piasek był tak zagęszczony, że przypominał betonową ścianę nie do przebicia.
Sasuke znów zaatakował, ale natknął się na dodatkową przeszkodę w postaci grubych, ostrych kolców, które w ułamku sekundy wyrosły z kuli i go zraniły. Wycofał się więc, by móc opracować dalszy plan działania.
Czerwonowłosy stworzył "Trzecie oko", żeby rozeznać się, co dzieje się poza kulą. Uchiha stał w pozycji obronnej, ale jego mina świadczyła o tym, że nie bardzo wie, co ma dalej robić.
Serenity w skupieniu przyglądała się walce i była ciekawa, co będzie dalej.
Uczeń Kakashiego ponownie zaczął atakować na różne sposoby piaskową kulę, tym razem jednak bez problemu unikał kolców.
Czarnowłosa zauważyła, że oczy Genina przybrały czerwoną barwę, co oznaczało, że musiał aktywować Sharingan.
Czy ty nie widzisz, że w ten sposób nic nie wskórasz? pomyślała.
Uchiha chyba też tak myślał. Wyglądało na to, że podjął jakąś decyzję.
Skumulował czakrę w stopach i wspiął się na ścianę stadionu. Zatrzymał się u szczytu i kucnął. Wykonał serię pieczęci, po czym wyprostował lewą rękę. Palce miał wygięte w szpony. Drugą chwycił się za nadgarstek.
Serenity uświadomiła sobie, że skądś zna taki gest.
Po chwili wokół dłoni Genina pojawiły się wyładowania czakry.
Przecież to... czarnowłosa nie wierzyła własnym oczom.
Sasuke ruszył z niesamowitą szybkością w kierunku Gaary. Ominął wyrastające z kuli kolce i przebił się przez piaskową obronę.
Mina Uchihy świadczyła o tym, że dosięgnął on przeciwnika.
Potwierdzeniem tego był wrzask czerwonowłosego.
Coś było jednak nie tak, gdyż uczeń Kakashiego nie mógł wyciągnąć ręki z kuli, tak jakby piasek zaczął ją miażdżyć i wtedy stało się coś niewiarygodnego.
Ręka Genina została wypchnięta przez zniekształcone ramię.
Serenity zesztywniała, bo to samo ramię, a raczej jego zarys już wcześniej widziała. Było to równy miesiąc temu, kiedy zginął Dosu.
To był także dowód na to, że Gaara w szpitalu mówił prawdę, iż ma zamkniętą w sobie bestię.
Kunoichi przygotowała się na najgorsze, ale zniekształcona ręka cofnęła się do wnętrza kuli.
Sasuke nie mógł się ruszyć, sparaliżowany strachem.
Po chwili piaskowa tarcza opadła i oczom widzów ukazał się ranny Genin z Suny.
Czarnowłosa odetchnęła z ulgą, gdyż spodziewała się, że właśnie teraz spełnia się fragment jej wizji dotyczący pełnej postaci Shukaku, ale najwidoczniej Gaara zapanował nad potworem.
Przeciwnicy stali naprzeciw siebie, jednak żaden z nich nie ponowił ataku.
Serenity z niecierpliwością czekała na dalszy ciąg pojedynku.
W pewnym momencie, zupełnie znikąd pojawiły się białe piórka, a ludzie wokół Kunoichi zaczęli po prostu zasypiać. Sama też zrobiła się senna.
— Cholera — syknęła i złożyła dłonie w pieczęć. — Kai — powiedziała, a piórka uległy rozproszeniu. — Wiedziałam. Technika iluzji. To może oznaczać tylko jedno... — zerwała się z miejsca i rozejrzała szybko po trybunach. Niemal wszyscy spali oprócz Joninów i Chuninów z wioski Liścia.
Skierowała swój wzrok w stronę Hokage niemalże w tym samym momencie, w którym wybuchła tam raca dymna.
Już miała się przemieścić, ale ubiegli ją członkowie ANBU, którzy mknęli  na ratunek Trzeciemu.
Od tego momentu wydarzyło się kilka rzeczy naraz.
Przywódca ANBU zabił dwóch ochroniarzy Kazekage, Temari i Kankuro zeskoczyli na arenę, aby zabrać Gaarę, ich ojciec wraz z Hokage wskoczyli na dach jednej z trybun, z tym, że Trzeci miał przyłożony do szyi kunai. Na ten sam dach wskoczyła także czwórka, dziwnie wyglądających, shinobi, którzy stworzyli wokół dwóch Kage jakąś barierę. Jeden z ANBU, próbując przedostać się przez nią, spalił się żywcem.
Serenity popatrzyła na Gaarę z nienawiścią, a potem spojrzała z miną "A nie mówiłam" w stronę Hokage. Miała rację, że mogą się spodziewać jakiegoś zagrożenia ze strony Suny, ale nie sądziła, że będą w stanie zaatakować samego Hiruzena.
Poczuła się bezradna i próbowała przeanalizować całą tą sytuację.
Na dodatek okazało się, że wioska Piasku jest w zmowie z wioską Dźwięku i kilkoro ninja z Oto Gakure przebranych było za członków ANBU.
Uwagę czarnowłosej przykuło dziwne zachowanie posiadacza Shukaku. Była pewna, że to on miał do wykonania jakieś bardzo ważne zadanie, ale widocznie musiało pójść coś nie tak, bo członkowie jego drużyny byli zdenerwowani.
Ich opiekun wydał im jakiś rozkaz i rodzeństwo po prostu uciekło.
Serenity bez wahania ruszyła ich śladem, ale gdy minęła Kakashiego, ten złapał ją za rękę.
Nagłe szarpnięcie sprawiło, że upadła.
— Co ty do cholery wyprawiasz! — warknęła, aktywując swój Kekkei Genkai.
— Uspokój się! — powiedział, nie patrząc na nią.
Serenity mrugnęła, a jej oczy znów były zielone. Podążyła za wzrokiem brata i zrozumiała, o co mu chodzi.
Sasuke udał się w pościg za Gaarą.
— Kakashi — odezwał się Gai, który stał tuż obok. — Spójrz do wewnątrz bariery.
Białowłosy jak i jego siostra spojrzeli i oboje wstrzymali oddech.
— Orochimaru! — wydyszała kunoichi. W ślad za nią powtórzył to słowo Hatake oraz Sakura.
Serenity zdziwiła się, że jej rówieśniczka zdołała przełamać działanie Genjutsu.
W tym samym momencie zostali zaatakowani przez shinobi z wioski Dźwięku.
Czarnowłosa bez problemu zabiła kilku. Nie musiała specjalnie się wysilać. Nie mogła jednak przestać martwić się o Hokage.
Wciąż była w szoku, że Orochimaru przebrał się za Kazekage i że jest w zmowie z Suną.
Po chwili zorientowała się, co zrobił białowłosy.
— Kakashi, ty chyba postradałeś rozum. Dlaczego wysłałeś swoich uczniów i Shikamaru w pogoń za Gaarą?! — spytała, odpierając atak wroga.
— Nie chcę żeby walczyli, tylko żeby sprowadzili z powrotem Sasuke. Zdaję sobie sprawę, że mogliby zginąć z rąk Genina z Suny.
— Dlaczego nie pozwoliłeś mi za nim podążyć. Myślisz, że nie dałabym mu rady?!
— Nie wątpię w twoje umiejętności, siostra, ale tu jesteś bardziej potrzebna. Musimy pomóc Hokage!
To wystarczyło, by czarnowłosa przestała się wściekać na brata.
Między atakami próbowała zerkać w stronę Trzeciego.
ANBU byli bezradni. Mogli tylko stać i bezczynnie przyglądać się temu, co dzieje się wewnątrz bariery.
Sarutobi zaczął walczyć z Orochimaru.
Serenity stała obok Kakashiego i Gai'a. Przez chwilę przestali być atakowani. Patrzeli na rzekomego członka ANBU, który skrywał twarz za maską, ale jedna rzecz go zdradziła.
Czarnowłosa chwyciła brata za rękaw i wskazała talię kart, którą trzymał zamaskowany ninja.
— Te karty zawierają informacje o shinobich z różnych krajów. Widziałam już je podczas pierwszego egzaminu — szepnęła. — Ten koleś, to... — urwała, bo coś niedobrego zaczęło się dziać wewnątrz bariery. — Hokage! Czy on walczy z... To niemożliwe! — właśnie była świadkiem jedynej w swoim rodzaju walki pomiędzy Pierwszym, Drugim i Trzecim Hokage oraz Orochimaru. Nie dane jej było jednak, oglądać tę walkę, gdyż w pewnym momencie w środku bariery zrobiło się ciemno i nic nie było widać.
Kakashi patrzył na swoją siostrę kątem oka i czekał, aż powie kim jest ninja z talią kart.
Dziewczyna jednak była nieobecna. Czuła narastający niepokój i starała się wymyślić jakiś sposób, by uratować Hokage.
Zamaskowany ninja nieznacznie odwrócił głowę w stronę areny, na której szykowali się do walki Genma i opiekun drużyny Gaary, po czym zeskoczył wraz z dwójką swoich towarzyszy na dół, by wesprzeć sojusznika z wioski Piasku.
Serenity wraz z bratem i Gai'em poszli w ślady przebierańca i stanęli naprzeciw wrogów.
— Zdejmij maskę Kabuto — warknęła czarnowłosa, czując na sobie niedowierzające spojrzenie Kakashiego.
— Bystra dziewczynka, ale skąd wiedziałaś, że to ja — spytał Yakushi, odkrywając twarz.
— Nie mam zamiaru się tłumaczyć. Przynajmniej teraz mam pewność, że jesteś szpiegiem Orochimaru.
Przez twarz okularnika przemknął cień zaskoczenia, ale niemal natychmiast uśmiechnął się z ironią.
— Jak taka mała dziewczynka zamierza ze mną wygrać? — zakpił.
— Nie jest sama, jakbyś nie zauważył Yakushi — rzekł Kakashi.
— Znów się spotykamy — zwrócił się do niego szarowłosy. — Cóż, chciałbym się z wami pobawić, ale może innym razem. Pan Orochimaru, chyba już dokonał tego co zamierzał — dodał i zniknął, gdy w jego stronę pomknęły kunaie.
Reszta wrogów również się rozpłynęła, pozostawiając czwórkę shinobi na środku areny.
— Przynajmniej nie zbierze o mnie informacji — stwierdziła czarnowłosa. Genma jednak udał się w pościg za swoim niedoszłym przeciwnikiem. Nikt go nie zatrzymywał.
Kakashi, Gai i Serenity spojrzeli w stronę sześciennej bariery.
Kunoichi miała nadzieję, że Kabuto się mylił i że ma ona szansę zapobiec spełnieniu się wizji pogrzebu.
— I co teraz? — spytał Sensei drużyny Nejiego.
— Spróbuję zniwelować barierę — odparła Serenity. — Muszę znaleźć tylko słaby jej punkt.
— Oszalałaś?! — zawołał Hatake. — Widziałaś przecież, że nawet ANBU nie zdołało się przedrzeć.
— Muszę spróbować — powiedziała, po czym stworzyła kilka klonów, które od razu pomknęły w kierunku bariery.
Gdy tylko się z nią zetknęły, natychmiast zostały zniszczone przez ogień.
Czarnowłosa wyjęła cztery róże i stworzyła tyle samo klonów. Każdemu wręczyła jedną i posłała czwórkę tam, gdzie poprzednie klony.
Podobizny Serenity mając w ręce różę ustawiły się przy każdej ścianie bariery. Zamknęły kwiaty w dłoniach i wypuściły płatki, które zmieniły kolor, prócz jednej.
Każda z róż odpowiadała jednemu z czterech żywiołów.
Klony wykonały pieczęcie i po kolei atakowały barierę ogniem, wodą, powietrzem i ziemią.
Nie dało to jednak żadnych rezultatów.
Czarnowłosa warknęła ze złości i sama udała się w kierunku przeszkody. Aktywowała swój Kekkei Genkai i zaczęła okrążać barierę ze wszystkich stron.
Chwilę później stanęła obok brata i patrzyła z rezygnacją w stronę Hokage.
— To coś nie ma żadnych słabych punktów — jęknęła.
— A właściwie, co ty tam robiłaś? — spytał Gai.
— Serenity ma niespotykany Limit Krwi. Tak jak Sasuke, czy Neji posiadają specyficzną technikę oczu, tak i ona ją ma — powiedział Kakashi.
— A na czym polega?
— Kiedy Serenity aktywuje swój Shigan, nie widzi nic prócz linii... — białowłosy urwał, ale czarnowłosa kiwnęła głową, by mówił dalej. — Prócz linii życia swojego przeciwnika. W ten sposób może szybko i niespodziewanie zadać śmiertelny cios. Oprócz tego może zobaczyć wszystko, czego ludzkie oko nie może zobaczyć, na przykład szczelinę w barierze ochronnej. Nie znam jednak wszystkich możliwości jej Kekkei Genkai, ale wiem jedno. Gdy Shigan jest aktywny, Serenity nie rozpoznaje kto jest wrogiem, a kto przyjacielem. Jedynie po głosie może się zorientować kogo ma zabić.
Gai słuchał tego z szeroko otwartymi ustami, ale nie czarnowłosa. Ona w ogóle nie słuchała, tylko wpatrywała się w miejsce walki Sarutobiego.
Nagle upadła na kolana, kiedy przed jej oczami pojawił się obraz uśmiechniętego Trzeciego na białym tle. Wiedziała już, co to oznacza.
— Serenity, co się stało?! — spytał Kakashi, chwytając ją za ramiona.
— Hokage... nie żyje... — wyszeptała.

29. Misja i wiadomość.

Gaara wraz z rodzeństwem przemierzali ulice Konohy, prowadzeni przez Shikamaru Narę, który mimo niedokończonego egzaminu na Chunina, zos...