18 kwietnia 2013

23. Wygnanie.

Czarnowłosa kunoichi upadła na kolana, kiedy przed jej oczami pojawił się obraz uśmiechniętego Trzeciego na białym tle. Wiedziała już, co to oznacza.
— Serenity, co się stało?! — spytał Kakashi, chwytając ją za ramiona.
— Hokage… nie żyje… — wyszeptała.
Zaraz po tym, jak wypowiedziała te słowa, bariera chroniąca pole walki Orochimaru i Trzeciego została zneutralizowana.
W następnej chwili z dachu wybiła się pięcioosobowa grupa ninja z zamiarem ucieczki. Dwoje, spośród czterech Shinobi, którzy tworzyli pole, trzymało po obu stronach swego Mistrza. W ślad za nim ruszyło troje członków ANBU, jednak zostali zatrzymani przez coś, co wyglądało, jak ogromna pajęczyna.
— Wykonali ruch — rzekł Kakashi, patrząc za oddalającymi się wrogami.
— A więc chodźmy za nimi — powiedział Gai.
— Nie — odparli jednocześnie Serenity i jej brat. — To może być pułapka — dodał białowłosy.
— Pułapka, czy nie, nie możemy pozwolić im uciec w tak frywolny sposób. To właśnie powinni robić Shinobi z Konohy — stwierdził gniewnie Sensei drużyny Nejiego.
— W tej chwili ważniejszy jest Trzeci Hokage — powiedziała Serenity.
— Ona ma rację — wtrącił Ganma, który właśnie się pojawił obok nich. Cała trójka domyśliła się, że pościg za Bakim się nie udał.
Czarnowłosa bez słowa udała się na dach, na którym jeszcze przed chwila toczyła się walka. W jej ślad podążyli inni Chunini i Jonini, którzy znajdowali się w pobliżu.
Wszyscy stanęli nad zwłokami Sarutobiego, był tam także Jiraya, legendarny Sannin. W milczeniu i ze smutkiem patrzyli na nieruchome ciało i pieczęć, która widniała na jego brzuchu.
Mimo wszystko wciąż masz na ustach uśmiech pomyślała Serenity, po czym jako pierwsza stamtąd odeszła. Nikt jednak nie zwrócił na to uwagi, z wyjątkiem jej brata.


Był późny wieczór, kiedy Kakashi wrócił do domu. Czarnowłosa czekała na niego w salonie, popijając sok.
Mężczyzna opadł ciężko na fotel i westchnął zmęczony.
— Dlaczego nie było cię na zebraniu? — spytał, na co dziewczyna wzruszyła ramionami. — Serenity, wiem, że jest ci ciężko, ale to nie zwalnia cię z obowiązków — ciągnął dalej. — Pogrzeb odbędzie się jutro o dziesiątej, na dachu siedziby Hokage — dodał, widząc, że jego siostra nie jest skora do rozmowy.
W końcu spojrzała na niego ze smutkiem. Widziała, jak poruszył go fakt, iż okazała emocje. Nie chciała nic mówić, ale jednak się odezwała.
— Hokage nie musiał zginąć. Tak, wiem, była to bohaterska śmierć, ale gdyby mnie posłuchał i był bardziej ostrożny…
— To nie twoja wina — przerwał jej. — Ostrzegłaś go. Podjął decyzję. Orochimaru jest przebiegły. Nie wiemy, jak dokładnie potoczyła się walka między nimi, ale widziałem na twarzy Trzeciego uśmiech, co może oznaczać, że umarł godnie i jakoś zniweczył plany swego dawnego ucznia.
— Być może masz rację. Nie spóźnij się jutro — powiedziała i wyszła z salonu. Dziś nie miała ochoty na jakiekolwiek wędrówki. Całą noc spędziła w swojej sypialni, rozmyślając o wydarzeniach minionego dnia.
Tuż przed świtem usłyszała trzask zamykanych drzwi. Zerwała się z łóżka i wyjrzała przez okno. Kakashi ubrany na czarno, trzymając ręce w kieszeniach spodni szedł na północ. Domyśliła się, że zmierzał w stronę Pomnika Pamięci. Tylko się nie spóźnij pomyślała, choć czuła, że tak będzie. Sama też nie chciała pojawić się punktualnie, mimo iż była świadoma, że Sarutobiemu by się to nie spodobało. Odwróciła się tyłem do okna, westchnęła i zaczęła szykować się na pogrzeb.
Od samego rana zapowiadało się na deszcz. Serenity przemierzała wolnym tempem opustoszałe ulice Konohy. Jej myśli skupione były na jednej osobie, a mianowicie na Gaarze. Stopniowo kiełkowała w niej chęć zemsty, ale z drugiej strony była wręcz pewna, że wykonywał on tylko rozkazy. Zatrzymała się i spojrzała na wizerunki czterech Hokage wyrzeźbionych w skale. W tym samym momencie zaczął padać deszcz.
— A to mnie mówiłaś, żebym się nie spóźnił — usłyszała za sobą głos brata. Nie odpowiedziała jednak, tylko znów ruszyła przed siebie. — Co jest, Serenity? — próbował zagaić rozmowę Kakashi, ale na nic się to zdało. Westchnął i przyspieszył kroku. Pogrążony w myślach nie zauważył, że po chwili szedł sam.
Serenity dotarła na miejsce praktycznie na sam koniec pogrzebu, kiedy to Shinobi i inni mieszkańcy Wioski Liścia złożyli już kwiaty przy zdjęciu Trzeciego Hokage oraz innych Ninja, którzy zginęli w walce.
Przestało padać i słońce wyłoniło się zza chmur. Czekała, aż wszyscy opuszczą dach, po czym jako ostatnia złożyła hołd poległym.
Nigdy cię nie zapomnę Hiruzen. Dziękuję ci, że pozwoliłeś mi mieszkać w tej wiosce. Z resztą zawdzięczam ci o wiele więcej. Czuję jednak, że będę musiała odejść… Zanim dokończyła myśl odwróciła się na pięcie, by stanąć twarzą w twarz z członkami Starszyzny. Koharu i Mitokado patrzyli na dziewczynę z powagą. Natomiast jej wzrok nie wyrażał żadnych emocji.
— Serenity — odezwała się kobieta. — Dziś po południu, a dokładnie o szesnastej, masz stawić się przed Radą Wioski. Tylko się nie spóźnij, tak jak na pogrzeb — dodała, po czym bez słowa odeszła wraz z towarzyszem.
— Jak sobie życzycie — odparła czarnowłosa i zacisnęła dłonie w pięść.
Po powrocie do domu na niczym nie mogła skupić myśli. Chodziła tam i z powrotem bez celu. W końcu stwierdziła, że trening dobrze jej zrobi, więc udała się na pole ćwiczeń.
Dochodziła ustalona godzina, kiedy zmęczona i nieco rozluźniona szła na spotkanie ze Starszyzną.
Zanim się spostrzegła, była pod budynkiem administracyjnym. Kilka minut później stała przed drzwiami Sali Obrad Rady Konohy. Nim zdążyła zapukać, usłyszała, że może wejść.
Pomieszczenie, w którym się znalazła było nieco mniejsze, niż sala, gdzie zwykle odbywały się zebrania. Wszędzie dominowała biel. Na wprost drzwi znajdował się długi stół, przy którym zasiadali członkowie Rady. Po środku było miejsce dla Hokage, które w tej chwili było puste. Dwa sąsiednie należały do Starszyzny.
Serenity przesunęła szybko spojrzeniem po zebranych i odnotowała w myślach brak kilku osób, w tym jej brata, co sprawiło, że nabrała większego dystansu do obecnej sytuacji.
— Chcieliście mnie widzieć — rzekła bez przywitania się.
— Tak Serenity, usiądź — Mitokado wskazał jej krzesło, znajdujące się na środku Sali.
— Dziękuję, postoję — odparła dziewczyna. — Więc słucham, o co chodzi?
— W związku z ostatnimi wydarzeniami — zaczęła Koharu — dość długo debatowaliśmy na twój temat — na te słowa czarnowłosa zmrużyła oczy. — Obserwowaliśmy cię od jakiegoś czasu — mówiła dalej członkini Rady. — Wszyscy tu zebrani mogą poświadczyć, że utrudniałaś realizację egzaminu na Chunina. Ponadto próbowałaś zabić kilka osób.
— Bzdura — warknęła czarnowłosa.
— Doprawdy? A kto rzucił w mojego bratanka kunaiem, a potem próbował go udusić?! — odezwał się lider klanu Hyuga.
— To nie wszystko — wtrącił Ibiki Morino, były Sensei dziewczyny. — Nie tylko ja mogę zaświadczyć, że groziłaś innemu uczestnikowi egzaminu śmiercią, nie wspomnę już, że dwukrotnie groziłaś mnie.
— Chwila! — zawołał młody mężczyzna, którego Serenity pierwszy raz widziała na oczy. — Z naszych obserwacji wynika, że ona nie tylko groziła śmiercią Geninowi z Suny, ale i nawet z nim walczyła.
— Jestem pewien, że była to mistyfikacja. Neji mówił, że skumała się ze zdrajcami z Wioski Piasku, a to jest równoznaczne z tym, że i ona jest zdrajcą! — rzekł Hyuga.
— Uważam, że to tylko spekulacje. Przecież pomagała w egzaminie. Składała raporty Trzeciemu. Ostrzegała o możliwości ataku Orochimaru. Próbowała nawet ratować Hokage! To się nie liczy? — tym razem głos zabrał ojciec Shikamaru Nara.
— Przepraszam, że przeszkadzam, ale ja nadal tu jestem! — Serenity próbowała nie wybuchnąć. — Nikt nawet nie raczy spytać się, co ja mam do powiedzenia?! O co chodzi z tymi oskarżeniami?!
— Najwidoczniej, to była część planu ataku na Konohę — zauważyła Koharu, ignorując czarnowłosą. — Zatem głosujmy. Kto jest za tym, aby Serenity opuściła wioskę, niech podniesie rękę — dodała. W górę wystrzeliły ręce tych, którzy rzucali oskarżenia. — Dobrze, kto jest przeciwny? — jedyną osobą, która podniosła rękę był lider Joninów, Shikaku Nara.
— My, jako Starszyzna i doradcy Hokage, również jesteśmy za tym, aby Serenity opuściła wioskę, a ponieważ obecnie nie posiadamy Hokage, nasz głos jest decydujący — wtrącił Mitokado.
— A zatem, w związku z przewagą głosów, pięć do jednego, Serenity, niniejszym zostajesz skazana na banicję, bez możliwości powrotu do Konohy. Masz trzy dni na opuszczenie wioski.
— Skoro taka jest wasza wola — Serenity przyjęła tę wiadomość z udawanym spokojem, gdyż cała w środku aż wrzała z wściekłości. To było niesprawiedliwe, z uwagi na brak kilku członków Rady, którzy być może stanęliby po jej stronie. Na dodatek liczyła na wsparcie Anko, ale ona nawet słowem się nie odezwała, nie wspominając już, że nawet nie raczyła na nią spojrzeć. Nie pokazując jednak niczego po sobie, zdjęła ochraniacz z symbolem Wioski Liścia i złożyła go na stole przed Radą.
— Widzę, że nie masz nic na swoją obronę, a skoro nie protestujesz to znaczy, że przyznajesz się do winy — rzekła z nieukrywaną satysfakcją Koharu.
— Nie mam zamiaru się tłumaczyć — powiedziała wypranym z emocji głosem, po czym z dumnie podniesioną głową wyszła z Sali Obrad. Gdy drzwi się za nią zamknęły, biegiem udała się do domu, by spakować swoje rzeczy. Nie miała zamiaru pozostać w wiosce ani minuty dłużej. W ogóle nie myślała o tym, czy spotka się z Kakashim, a już tym bardziej o pozostawieniu mu jakiejkolwiek wiadomości.
Chwilę później, nie obracając się za siebie, z godnością opuściła mury Konohy, by już nigdy więcej tu nie wrócić.

18 listopada 2012

22. Walka pomiędzy dwoma Jinchuriki.


Po ponad rocznej nieobecności związanej z problemami w życiu prywatnym i brakiem weny do pisania, chciałabym zaprosić was do przeczytania kolejnego rozdziału. Zapewne niewielu już pamięta o tym blogu i nie spodziewam się waszego entuzjazmu z powodu mojego powrotu, ale chcę doprowadzić do końca tę historię. Przepraszam też z góry jeśli pojawią się jakieś błędy typu literówki, czy powtórzenia.
___________________________________________________

„Kochaj siebie i walcz tylko dla siebie.”
Tak też czynię wuju. Znak miłości na moim czole, który wyryłem sobie piaskiem, każdego dnia przypomina mi, że miłość nie istnieje, a ci, którzy w nią wierzą są słabi i bezwartościowi. Jestem sam. Zawsze byłem sam. Nikomu nie zaufam, nikogo nie pokocham. Jestem sam.


Gaara wrócił do teraźniejszości.
— Coś nie tak? Ruszaj! Czy nie złości cię cierpienie twoich „drogich przyjaciół”? — zadrwił, patrząc na niepewność w postawie słabeusza z wioski Liścia.
Naruto spojrzał na członków swojej drużyny, po czym wydawało się, że wpadł na jakiś pomysł.
Wykonał pieczęć przyzwania i przygryzł kciuk, następnie położył dłoń na gałęzi. Czerwonowłosy zdziwił się, że nowicjusz zna tę technikę, ale kiedy z kłębów dymu wyłoniła się mała żaba roześmiał się w duchu, myśląc, że to wszystko, co udało się osiągnąć Geninowi z Konohy.
Naruto, rzecz jasna, się zezłościł i zaczął krzyczeć na płaza, po czym spojrzał z zaciśniętymi zębami na Gaarę.
— Muszę wszystkich obronić — powiedział.
— Wszystkich? — zaśmiał się czerwonowłosy. — Nie rozśmieszaj mnie! — warknął, podnosząc zmienioną głowę. — Walczę tylko dla siebie — dodał, a przemiana zaczęła obejmować już całe jego ciało. Pozostawił też fragment swojego ramienia na drzewie, który przytrzymywał koleżankę słabeusza. — Piasek nie puści, póki mnie nie pokonasz. Ale to nie wszystko — ciągnął dalej. — Piasek będzie się zacieśniał wokół niej cały czas i ostatecznie ją zabije — dokończył i obserwował reakcję przeciwnika.
Blondyn nie bardzo wiedział, co ma robić.
Syn Kazekage stwierdził, że teraz jego kolej na atak i posłał w stronę Uzumakiego piaskowe shurikeny. Nowicjusz złapał żabę i odskoczył, unikając ataku, ale kilka pocisków w niego trafiło, co spowodowało, że uderzył plecami o drzewo i spadł na niższą gałąź.
— Jesteś słaby — powiedziała żaba.
— Zamknij się! — wycedził Naruto przez zęby.
— A właściwie, kim on jest? — spytał płaz, wskazując na Genina z Suny. Chłopak jednak nie odpowiedział, zerkając na Gaarę, który patrzył na niego z drwiną i wyzywająco.
— Co jest? Boisz się? — szydził czerwonowłosy. Według niego twarz nowicjusza wyrażała strach i niepewność. Nie miał pojęcia o czym tamten myśli i tak naprawdę mało go to obchodziło. Pragnął pozbyć się przeciwnika jak najszybciej. — Będziesz walczył tylko dla siebie, czy dla innych? Po prostu kochaj siebie i walcz tylko dla siebie! To właśnie czyni silną osobę naprawdę silną! No dalej! Walcz ze mną! Pokaż, na co cię stać! Pokaż swoją siłę, a zniszczę ją! — drażniła go bezczynność blondyna. — Co jest?! Jeśli nie będziesz walczył, to zabiję tę dziewczynę! — dodał.
Ostatnie słowa podziałały na nowicjusza. Uzumaki ruszył do ataku. Wykonał pieczęć i stworzył sporą liczbę swoich klonów.
Gaara wziął głęboki wdech. Fuuton: Mugen Sajin Daitoppa (Element wiatru: Ogromny Wybuch Piaskowej Burzy) krzyknął w myślach i wypuścił strumień powietrza z piaskiem w stronę replikacji cienia. Atak unicestwił je wszystkie.
— Będę się z tobą bawił, więc tak szybko nie umrzesz — powiedział po chwili. — Nie mogę się doczekać, kiedy się poddasz, zostawisz przyjaciół i uciekniesz.
Raz po raz rzucał piaskowymi shurikenami w Naruto. Kilka celnych trafień sprawiło, że słabeusz kilkakrotnie uderzał plecami o drzewa. Mimo to wstawał.
Czerwonowłosy nie zamierzał się jednak zastanawiać, czym kieruje się jego nowa ofiara. Najwidoczniej był bardzo głupi, skoro jeszcze się nie poddał.
— Na co czekasz!? No tak, przyszedłeś za mną i co? I zaraz tak się stanie, weźmiesz nogi za pas, a ja odpowiednio zajmę się twoimi towarzyszami — Gaara coraz bardziej się niecierpliwił.
— Nie wiem, czy mój atak coś zdziała, ale dam z siebie wszystko — rzekł blondyn. Znów stworzył kilka swoich klonów i ruszył z nimi w stronę Genina z Suny — Pokażę ci sekretną technikę!
Czerwonowłosy tylko się złośliwie uśmiechnął. Złapał trzy klony, ale Naruto stworzył kolejne i powtórzył to jeszcze raz, po czym sam zaatakował syna Kazekage od tyłu, mówiąc o jakimś ruchu, który pokazał mu jego Sensei.
Obserwatorzy tej walki poczuli zgorszenie, kiedy okazało się, że to, co zrobił Uzumaki, to tylko lewatywa.
Zachowanie Genina z Konohy tylko zezłościło Gaarę. Uderzył go ogonem z taką siłą, że ten odleciał na kilka metrów.
Jednak „Tysiące lat bólu”, jakie zadał blondyn przeciwnikowi, było przemyślane, gdyż do kunaia, który został wbity w piaskowy odwłok, była przyczepiona notka wybuchowa.
Eksplozja spowodowała, że zmienione ciało czerwonowłosego uległo deformacji.
‘Nie spodziewałem się, że ten mały śmierdziel obierze sobie za cel spód mojego ogona, gdzie pancerz jest najsłabszy. Na szczęście nie zostałem zraniony, ale piasek mógł nie zaabsorbować całego uderzenia. Nie doceniałem go’ pomyślał i zaczął odwracać się w stronę Naruto, który jak się okazało rozmawiał z Sasuke.
— On jest taki, jak ja — rzekł blondyn, patrząc na Gaarę, który przywracał swej postaci właściwy wygląd. — Czuję tę samą samotność i smutek, którą przeżyłem w moim życiu. Dlatego myślałem, że jest silny, ponieważ był sam i walczy tylko dla siebie. Ale to nie oznacza, że jest się silnym. Nie możesz stać się naprawdę silny, jeśli walczysz tylko dla siebie — powiedział, po czym wykonał pieczęć i zaczął koncentrować ogromną ilość czakry, która nagle stała się widoczna. — Przysięgam, będę bronił wszystkich! — dodał z nową motywacją i wykonał technikę masowego podziału cienia.
Jinchuriki z Suny stał osłupiały, widząc ponad tysiąc klonów i odnotowując gdzieś w pamięci wcześniejsze słowa Genina z Konohy.
— Przepraszam, że musiałeś tyle czekać. Teraz poznasz Podręcznik Technik Uzumaki Naruto! — krzyknął blondyn. — Dobra, no to lecimy! —  zawołał i wraz z replikacjami ruszył do ataku. Każdy z klonów zaczął rzucać shurikenami w Gaarę, który jeszcze nie zdążył odnowić swojej postaci.
Czerwonowłosy musiał się obronić przy pomocy piasku, ale Naruto wraz z klonami zaczął go uderzać pięściami, jeszcze bardziej deformując jego obecną postać. Po chwili znów zaatakował, tak że Jednoogoniasty spadł na ziemię z ogromną prędkością.
‘Ten koleś… Kim on jest? Skąd bierze się jego siła?’ myślał. A w jego głowie pojawił się obraz z ich spotkania w szpitalnym pokoju. Tam twarz Genina z Konohy wyrażała przerażenie. ‘Ja mam z nim przegrać? Nie ma takiej możliwości!’ wściekłość Gaary wzrastała z każdą sekundą. Nadal nie wierzył w to, że ten słabeusz jest podobny do niego. Nie chciał, by tak było. Siła tkwi w walce dla samego siebie, a słabi są ci, co walczą dla innych.
Zaczął kontratakować. Zniszczył swoją łapą wszystkie klony blondyna. Ale to nie wszystko. Jinchuriki Piasku przybrał ostateczną, idealną formę i był teraz w stu procentach podobny do piaskowego demona, który był w nim zapieczętowany.
‘Nie spodziewałem się, że pokażę wam tą formę! Ale nie dałeś mi wyboru śmieciu’ pomyślał i wyciągnął łapę, a Uzumakiego zaczął oplatać piasek. A gdy już cały był w piaskowych więzach trumny i Gaara miał zadać ostateczny cios, by pozbyć się tego narwańca raz na zawsze, Naruto w ostatniej chwili uwolnił się z pułapki, przywołując żabę, która dorównywała wielkością Shukaku.
Blondyn był bardzo z siebie dumny, ale wściekł się, kiedy Żabi król odmówił współpracy w walce.
Czerwonowłosego zaczęła bawić ta walka, zwłaszcza, że ropucha nie chciała pomóc Uzumakiemu.
Dopiero interwencja małej żabki, którą wcześniej przywołał Genin z Konohy, a która okazała się być synem tej wielkiej, sprawiła, że Gamabunta postanowił walczyć.
Wyjął miecz i ruszył w stronę przeciwnika. Gaara w postaci piaskowego demona zamachnął się by odeprzeć atak, lecz jego ramię zostało odcięte.
Syn Kazekage był bardzo podekscytowany. Postanowił, że w zamian za „rozrywkę”, którą zafundował mu konohański śmieć, pokaże mu ostateczną moc, jaką dysponował.
Z czoła piaskowego potwora wynurzyło się ciało czerwonowłosego. Żabi król wytłumaczył Naruto, że Jinchuriki piasku nie może zasnąć, gdyż, jeśli tak się stanie jego osobowość zostanie „zjedzona” przez Shukaku i taka osoba później nie będzie już sobą. Natomiast długotrwała bezsenność prowadzi do rozchwiania osobowości medium. W przypadku, gdy medium zaśnie, kontrolę przejmuje demon i sieje spustoszenie.
— Wynagrodzę was za tak dużą porcję rozrywki — powiedział Gaara i za pomocą specjalnej techniki zapadł w sen.
— W końcu wolny! — zawołał potwór. — Już wiem, kogo mogę zabić! — dodał wskazując na Gamabuntę i Naruto.
— Przygotuj się, zaraz będziemy lecieć — rzekła żaba, a zaraz po tym Shukaku wypuścił z siebie kulę sprężonego powietrza w stronę przeciwnika. Płaz skoczył jednocześnie atakując wodnym pociskiem. Nagle dwa ataki się spotkały. Zderzenie spowodowało, że na ogromnym obszarze spadł siarczysty deszcz.
Demon i Gama atakowali się wzajemnie, aż w końcu jeden z powietrznych pocisków trafił w Żabiego Króla. Shukaku był przekonany, że zabił przeciwnika, jednak okazało się inaczej.
— To bolało, cholera — warknął płaz. — Ta kula miała w sobie ogromną ilość czakry, jeśli jeszcze raz oberwę, to nie wytrzymam długo.
— Więc, co mamy robić? — spytał Naruto.
— Musisz uderzyć tego dzieciaka, żeby się obudził. Wtedy technika przestanie działać!
— Niby jak mam go obudzić?!
— Po prostu go uderz!
Gamabunta spróbował przytrzymać jednoogoniastego, jednak ten mu się wyślizgnął.
— Szefie, musisz go przytrzymać, inaczej go nie uderzę! — zawołał Uzumaki, bo żaba odskoczyła na bezpieczną odległość.
— Nie mam pazurów i kłów, aby go przytrzymać!
— Więc, co mamy robić?!
— Mógłbym się zmieć w coś, co je ma, ale nie jestem dobry w transformacji! Musisz wykonać znaki i dać mi wygląd. To będzie kombinacja w transformacji — rzekł płaz, a Naruto złożył dłonie w pieczęć. — Pomyśl o czymś, co ma pazury i kły.
— Czekaj! — zawołał blondyn, bo Gama znów ruszył w stronę piaskowego demona. Genin gorączkowo myślał, aż w końcu wykonał technikę. Z kłębów dymu wyłonił się lis o dziewięciu ogonach. Żabi szef pod postacią Kyubiego przytrzymał przeciwnika, a Uzumaki z całej siły uderzył Gaarę pięścią w twarz.
Cios sprawił, że czerwonowłosy otworzył oczy. Technika wymuszonego snu została zneutralizowana i Shukaku ponownie został zamknięty w jego ciele.
Syn Kazekage był wściekły. Resztkami czakry unieruchomił nogi przeciwnika i chciał go zmiażdżyć, jednak przed piaskową trumną uchronił Naruto język płaza.
— Zabiję cię! Moja egzystencja nie zniknie! — warknął Gaara, w dalszym ciągu prąc do przodu cielskiem Shukaku w stronę rzekomych przyjaciół blondyna. Przypuszczał, że jego przeciwnik prawdopodobnie nie ma już ani grama czakry, jednak zaskoczyło go, że Uzumaki nie zamierza się poddać.
Jeszcze bardziej zdziwił się, gdy nagle Genina z Konohy spowiła czakra, której nie znał i która miała barwę czerwieni.
— Chodź tu, głupi szopie — zawołał i rzucił się by zaatakować.
— Giń! — wrzasnął czerwonowłosy. Piasek pochwycił ręce Naruto, jednak ten w akcie desperacji uderzył Gaarę głową w głowę.
Syna Kazekage poczuł, jak z czoła spływa mu coś ciepłego i znajomo pachnącego.
Niesamowite było to, że ów cios sprawił, iż postać piaskowego demona rozpadła się, a dwaj Genini spadli między drzewa. W tym samym czasie Żabi Szef, przywołany przez Naruto, od teleportował się.
Dwóch Jinchuriki podniosło się do przykucniętej pozycji. Obaj ciężko dyszeli i patrzyli na siebie.
Gaara nie pojmował zachowania blondyna. Jak taki słabeusz chciał go pokonać i jednocześnie obronić przyjaciół? Z drugiej strony był sfrustrowany faktem, iż użył ostateczną technikę, przez co wyczerpał cały zapas czakry, lecz nie zabił tego wieśniaka. Na dodatek nie miał pojęcia skąd czerpie siłę i chęć walki ten upierdliwy gnojek.
— Jestem już pusty — wydyszał Uzumaki. — Ty też, prawda? Zakończmy walkę pomiędzy dwojgiem podobnych ludzi.
Czerwonowłosy miał dość. Chciał raz na zawsze uciszyć blondwłosego idiotę. Resztkami sił rzucił się na przeciwnika. Genin z Konohy wyskoczył naprzeciw. Obaj się zamachnęli, jednak Naruto był szybszy i celnie trafił Gaarę pięścią w twarz, po czym zarówno jeden, jak i drugi spadli na ziemię.
Genin z Suny patrzył z niedowierzaniem na leżącego niedaleko chłopaka. Po chwili blondyn zaczął do niego podpełzać. Sam jednak niemal nie mógł się poruszyć.
Dlaczego on jest taki silny? – myślał. Moja egzystencja nie zginie! Nie zginie! Nie pozwolę na to! – krzyczał w duchu. Próbował sobie wytłumaczyć, czym kieruje się Uzumaki, ale nie miał pojęcia. Mógł tylko patrzeć, jak ten powoli się do niego przysuwa.
— Nie, nie zbliżaj się do mnie! — zawołał, kiedy w końcu dotarło do niego, co robi Genin z wioski Liścia.
— Ból samotnego życia… — rzekł Naruto, zatrzymując się. — Jest nie do zniesienia prawda? — to pytanie oraz spojrzenie blondyna wstrząsnęło Gaarą. Pierwszy raz ktoś patrzył w taki sposób na niego. — Rozumiem twoje uczucia. Sam byłem kiedyś samotny, czułem się nie potrzebny. Teraz jednak mam przyjaciół, którzy bardzo wiele dla mnie znaczą. Nie pozwolę ci skrzywdzić ważnych dla mnie osób — jego wzrok stał się stanowczy, każde kolejne słowa wypowiadał z siłą. — Jeśli to zrobisz — kontynuował Uzumaki. — Zatrzymam cię, nawet jeśli będę musiał cię zabić!
— Dlaczego? — spytał czerwonowłosy, patrząc z niedowierzaniem na przeciwnika. — Dlaczego robisz to dla obcych osób?! — nie rozumiał.
— Moja samotność, to piekło. Oni uratowali mnie przed tym i zaakceptowali moje istnienie. Są moimi przyjaciółmi.
Gaara spojrzał w niebo, zastanawiając się nad sensem słów Genina. Wtem na tle koron drzew ujrzał oczami wyobraźni Yashamaru. „Miłość jest duchem poświęcenia siebie za kogoś ważnego i bliskiego tobie, jest to wyrażane przez troskę i obronę tej osoby. Moja siostra cię kochała.”
MiłośćWięc to dlatego jest taki silny? – pomyślał.
— Już wystarczy Naruto — doszły go słowa Sasuke, który prawdopodobnie był już przy koledze z drużyny. Mówił coś jeszcze, ale czerwonowłosy go nie słuchał. Jego niemal cała uwaga skupiona była na tym, co powiedział mu Uzumaki.
Wtem obok niego pojawiło się jego rodzeństwo. Wyczuł, że są spięci i gotowi do obrony jego osoby. Do obrony? Czy to znaczy, że mimo wszystko oni mnie kochają? Zawsze myślałem, że mnie nienawidzą, że woleliby, żebym umarł lub nigdy się nie narodził, ale teraz, kiedy ten… chłopak… zaburzył mój światopogląd, mogę spojrzeć na wszystko z innej perspektywy…
— Nie walczcie z nimi — szepnął do rodzeństwa, przerywając wewnętrzny monolog. — Przestańmy…
— Gaara… — w głosie Kankuro słychać było zmartwienie, a może nawet i troskę. Podszedł do młodszego brata i wziął go pod ramię, po czym mocno objął w pasie. Jinchuriki piasku po raz ostatni spojrzał na śpiącego już Naruto.
Troje Geninów z Suny oddaliło się od miejsca walki. Podczas drogi czerwonowłosy myślał o blondynie. Kto wie, Naruto Uzumaki… Może nadejdzie taki dzień… nie dokończył myśli.
— Temari, Kankuro… — szepnął. — Przepraszam — rzekł, próbując zawrzeć w tym jednym słowie wszystko, co chciał im przekazać.
— Nie martw się o to — odparł jego brat, choć prawdopodobnie nie do końca wiedział, za co ich przeprasza.
Gaara znów pogrążył się w rozmyślaniu na temat swej egzystencji. Nie przypuszczał, że jest jeszcze coś, co nim wstrząśnie po raz drugi.

1 sierpnia 2011

21.Geneza motta życiowego Gaary.


Gaara patrzył wściekle na intruzów.
Koleś w dresie również patrzył na niego wrogo.
— Sakura?! — odezwał się po chwili blondyn.
— Co znowu? — warknęła. Widać, że nie przepadała za nim.
— Kto to jest, do diabła?! — spytał wskazując na Genina z Suny.
Nie mów, że mnie nie poznajesz... czerwonowłosy zadrwił w myślach.
— Mimo, że trochę zmieniony, sądzę, że to ów Gaara — powiedział kundel.
Gadający pies? Ach, no tak, zapewne technika przywołania, ale wątpię, by któreś z nich  umiało przywołać jakiekolwiek zwierzę. Mimo tych myśli syn Kazekage wciąż patrzył morderczym wzrokiem na tego, który uniemożliwił mu zaspokojenia swojej żądzy.
W oczach Uzumakiego dostrzegł niedowierzanie pomieszane ze strachem, co mile go połechtało i jednocześnie utwierdziło w przekonaniu, iż taki słabeusz nie może być podobny do niego. Teraz był wręcz pewien, że blondyn kłamał, mówiąc, że ma w sobie bestię. Gdyby to była prawda, nie zachowywał by się w ten sposób.
— Ty... — zaczął Gaara. — Tak, to ty jesteś tym gościem, którego miałem zabić — dodał, a Naruto wzdrygnął się przerażony.
— Musimy uciekać! — wrzasnął blondyn, jednak w tym samym momencie Gaara ruszył do ataku, chcąc zakończyć to, co zaplanował.
— Giń, Uchiha Sasuke! — warknął i już miał wykonać śmiertelny cios, gdy na drodze stanęła mu różowowłosa, broniąc bezbronnego kolegę.
Ta postawa przywołała u Jinchuriki wspomnienie Yashamaru, który w podobny sposób bronił przed nim niewinne dziecko. Trwało to zaledwie ułamek sekundy.
Czerwonowłosy zmienioną ręką przygwoździł „przeszkodę” do drzewa, krzycząc przy tym „Z drogi!”. Kunoichi zemdlała pod wpływem uderzenia.
— Sakura! — zawołał Uzumaki, po czym przeniósł czarnowłosego w teoretycznie bezpieczne miejsce, czyli z dala od potwora.
Wspomnienie wujka nieco wytrąciło z równowagi Gaarę. Trzymał się za głowę i patrzył na nieprzytomną dziewczynę, nawet nie zauważył, że jego ofiary nie ma w pobliżu i nie słyszał paniki w głosie blondyna.
— Dlaczego? — zadał pytanie, przypominając sobie jak Jonin bronił swego ucznia.
W oczach tej zuchwałej dziewuchy widział determinację. Dlaczego chciała z nim walczyć? Przecież nie miałaby żadnych szans. A przede wszystkim dlaczego stanęła w obronie Uchihy? Nie mógł tego zrozumieć, nie potrafił znaleźć racjonalnego wytłumaczenia.
I znów przed oczami zobaczył postać Yashamaru, a wraz z nim pojawiło się kolejne wspomnienie.


"Ten sam dzień, tuż po incydencie na dworze.
Mały Gaara stał w salonie, w domu brata jego matki i patrzył na jej zdjęcie. W prawej dłoni trzymał nóż, którym po chwili dźgnął się w lewą rękę, ale nawet małe zadrapanie nie powstało.
— To nie ma żadnego sensu — powiedział sam do siebie. — Piasek nigdy do tego nie dopuści.
— Gaara — usłyszał znajomy głos od strony drzwi, lecz mimo to drgnął.
— Yashamaru? — w głosie chłopca słychać było smutek.
— Otrzymałem od Kazekage rozkaz, żeby się tobą opiekować i cię chronić — powiedział jego wujek. — Mam uważać na twoje zdrowie i bezpieczeństwo. Proszę, nie rób takich rzeczy na moich oczach — ciągnął, a Gaara zawstydzony spuścił wzrok. — Chociaż z drugiej strony piasek zawsze cię ochroni — dodał z lekkim zakłopotaniem.
— Yashamaru, wybacz — szepnął czerwonowłosy.
— Hę? A, to? — blondyn dotknął swego zabandażowanego czoła. — To tylko małe zadrapania.
— Czy zadrapanie... boli? — spytał Gaara i spojrzał na wujka smutnym wzrokiem.
— Tylko troszeczkę. Niedługo przestanie, bo się zagoi — odparł z uśmiechem.
— Hej, Yashamaru, jak to jest czuć ból? — dopytywał się chłopiec. — No bo ja nigdy wcześniej nie byłem ranny, więc się nad tym zastanawiam.
— Jakby ci to wytłumaczyć... — zastanawiał się blondyn. — To bardzo nieprzyjemne i drażniące uczucie — zaczął powoli. — No więc, gdy ktoś zostanie w jakiś sposób ranny, to wtedy staje się bardzo słaby. Nie jest w stanie normalnie myśleć, ani się na niczym skupić — zaczął się drapać po głowie. — Heh, nie mogę tego jasno wytłumaczyć, ale mówiąc wprost, lepiej go nie doświadczyć, bo to nie jest dobre uczucie.
Gaara patrzył na zabandażowaną rękę wujka z mieszanymi uczuciami.
— Yashamaru? — odezwał się po chwili.
— Tak?
— Czy ty mnie... nienawidzisz?
Mężczyzna westchnął.
— Ludzie ciągle wyrządzają sobie nawzajem krzywdę, przysparzając w ten sposób wiele bólu i cierpienia, ale tak naprawdę ciężko jest kogoś znienawidzić.
— Dziękuję, Yashamaru — odparł Gaara. Słowa wujka dodały mu otuchy. — Myślę, że zrozumiałem wreszcie, co to jest ból.
— Naprawdę?
— Sądzę, że wiem, ponieważ ja też jestem w jakiś sposób ranny. Odczuwam to zawsze tutaj — dotknął miejsca, gdzie biło jego serce. — Nie krwawię, ale czuję wielki ból tu w piersiach.
Blondyn podszedł do niego, zabrał mu nóż i przykucnął, po czym rozciął sobie palec, a krew zaczęła kapać na podłogę.
— Krwawiące rany cielesne czasami brzydko wyglądają i mogą powodować bardzo wielki ból — powiedział. — Ale z upływem czasu się goją, a on sam mija, a gdy używasz lekarstwa, dzieje się to znacznie szybciej. Jednak najgorszymi ranami są te w sercu. Je bardzo trudno jest wyleczyć.
— Rany w sercu? — zdziwił się Gaara.
— Rana serca bardzo różni się od zwykłej rany. W przeciwieństwie do normalnej nie istnieją lekarstwa, by ją wyleczyć i czasami nie goi się ona nigdy — rzekł Yashamaru. Czerwonowłosy ze smutkiem ponownie położył dłoń na klatce piersiowej, po stronie, gdzie znajdowało się serce. — Ale istnieje jedna rzecz, która potrafi na nią zaradzić — mówił dalej. Gaara spojrzał na niego ciekawy, jaka to rzecz. — To ciężkie do zdobycia lekarstwo — ciągnął mężczyzna. — Które można otrzymać tylko od innej osoby. — dodał i spojrzał na fotografię swojej siostry.
— Co? Czym ono jest? — spytał chłopiec.
— To coś, co potrafi uleczyć ranę serca to... miłość — dokończył, patrząc z uśmiechem na siostrzeńca.
— Miłość?
— Tak.
— Jak mogę je dostać? Co powinienem zrobić, by pozbyć się bólu?
— Gaara, przecież ty już je otrzymałeś — obaj spojrzeli na zdjęcie. — Miłość wyrażana jest poprzez poświęcenie się dla dobra bardzo bliskiej osoby, dbanie o nią, chronienie jej, tak jak moja siostra. Wierzę, że moja siostra bardzo cię kochała, Gaara. Shukaku Piasku, to żyjący duch używany zwykle w celach związanych z walką. Piasek, który broni cię automatycznie, Gaara, robi tak właśnie z powodu miłości. Wierzę, że tym piaskiem kieruje wola twojej zmarłej matki. Dzieje się tak, ponieważ moja siostra chce cię chronić nawet po swojej śmierci.
— Yashamaru...
— Co takiego?
— Dzięki za wcześniej... Za to, że mnie powstrzymałeś.
— Nie ma za co. Gaara, jesteś dla mnie bardzo ważną i szczególnie bliską osobą — powiedział blondyn, trzymając ranny palec w buzi. Chłopiec podszedł do niego i chwycił jego dłoń. Patrzyli na siebie w milczeniu."


Genin z Suny trzymał się za głowę. Próbował za wszelką cenę odepchnąć wspomnienia, które sprawiały mu fizyczny ból. Niestety, jak na złość pojawiały się coraz to nowsze obrazy z przeszłości.


"Pełnia księżyca. Gaara biegł z uśmiechem na ustach pustymi uliczkami wioski Suna, trzymając w rękach torbę z maścią na rany. Dostał ją od Yashamaru. Dobiegł do drzwi domu, gdzie mieszkała dziewczynka, którą zaatakował. Zapukał. Otworzyła mu właśnie ona.
— Przepraszam za wcześniej — powiedział chłopiec. — To musiało bardzo boleć, prawda? Masz, to maść na rany. Możesz jej użyć...
— Idź stąd potworze! — warknęła, patrząc na niego wrogo i zamknęła mu drzwi przed nosem.
Zabolało. Nazwała go potworem. Upuścił torbę z maścią.
Chwilę później, wracał do domu ze spuszczoną głową.
Omal nie wpadł na niego jakiś pijak.
— Co do diabła? — wybełkotał. — Uważaj, jak chodzisz! Przeklęty bachor! — warknął. Gaara spojrzał na niego. Mężczyzna, jakby w jednej chwili wytrzeźwiał. — T-ty jesteś... — wyjąkał, patrząc na chłopca z przerażeniem.
Znowu... Te oczy... Dlaczego? Dlaczego?! myślał. Nie mógł znieść spojrzenia pijaka i nie zastanawiając się długo użył piasku by go zabić.
Gdy tylko to zrobił, poszedł dalej. W pewnym momencie zauważył swojego ojca. Przystanął przy nim i spojrzał smutno w jego oczy, z których biła wrogość. Bez słowa odszedł ze spuszczoną głową.
Miał zamiar wrócić do domu, ale rozmyślił się.
Chwilę później siedział na dachu jakiegoś budynku i rozmyślał na temat swojej egzystencji. Nie rozumiał dlaczego ludzie go tak traktowali. Omijali szerokim łukiem lub uciekali przed nim. Patrzyli na niego z nienawiścią lub przerażeniem.
Dlaczego tylko ja jeden jestem potworem? Czym ja jestem? myślał. Yashamaru mówił mu, że ranę w sercu może uleczyć miłość, ale gdziekolwiek by nie spojrzał, nigdzie nie dostrzegał miłości, czy życzliwości.
Nagle aktywowała się jego piaskowa tarcza i uchroniła go przed kilkoma kunaiami, które leciały wymierzone prosto w jego plecy. Odwrócił się przestraszony.
— Co to? — patrzył na shinobi, który szykował kolejne sztylety. Dlaczego? Dlaczego tylko ja mam tego doświadczać?! pomyślał i zacisnął zęby. Jego spojrzenie zmieniło się z przerażonego na wrogie.
Ninja znów zaatakował, ale ponownie zadziała obrona Gaary, choć ten nawet nie kiwnął palcem.
Sekundę później chłopiec ze złością posłał w stronę napastnika piasek, który owinął się wokół ciała, po czym czerwonowłosy zacisnął dłoń w pięść, a piasek zmiażdżył jego przeciwnika.
— Kim jesteś? — spytał roztrzęsiony, kiedy ninja leżał na ziemi. — Dlaczego? — zauważył na jego palcu bandaż i przełknął głośno ślinę. Podszedł bliżej, "modląc" się, by nie była to osoba, o której pomyślał. Drżącą dłonią zdjął maskę napastnikowi i wtedy jego najgorsze obawy się sprawdziły.
Ból, jaki poczuł w sercu, był tak wielki, że z jego gardła wydobył się przeraźliwy krzyk rozpaczy.
To Yashamaru go zaatakował. Yashamaru chciał go zabić."


Gaara spojrzał na Naruto.
— Co jest? Już nie chcesz uciekać? — spytał, patrząc wrogo na przerażonego blondyna. — Tych dwoje... Kim oni dla ciebie są?!
— Oni... Oni są... moimi najlepszymi przyjaciółmi! — odparł Genin z Konohy, a w jego głosie nie słychać było już strachu, jak wcześniej. — Lepiej zostaw ich w spokoju i spadaj, bo inaczej pożałujesz! — dodał odważnie.
Gaara na te słowa przycisnął bardziej kunoichi do drzewa. Sakura krzyknęła z bólu, a w Uzumakim odwaga jakby nieco zmalała.
— No, co jest?! Przecież miałem "pożałować"! — warczał Gaara. — Pospiesz się i chodź! — zamierzał szybko wykończyć tego irytującego dupka.
Wkurzony blondynek ruszył do ataku. Chciał uderzyć czerwonowłosego pięścią, ale nawet nie zdążył, bo oberwał pierwszy. Odrzuciło go w to samo miejsce, z którego zaatakował.
Genin z Suny zaczął się śmiać z żałosnego postępowania Naruto.
— Walczysz za innych? To dlatego zatrzymujecie się na takim poziomie — powiedział. — Nie macie powodu, by walczyć. Tylko zwycięzca może zaznać wartości istnienia. Po prostu zapomnij o swoich bezwartościowych przyjaciołach i walcz dla samego siebie.
— Bezwartościowych... przyjaciołach... — blondyn zazgrzytał zębami. Zaciśnięte w pięści dłonie mu drżały ze złości.
— Kierowanie się bezwartościowymi uczuciami zgubi cię — ciągnął dalej Gaara.
— Ty... Nie pozwolę ci tak mówić — warknął Uzumaki. — Pokonam ciebie, choćby nie wiem co! — krzyknął. Wyciągnął kunai i ponowił atak.
— Hehe... Nie wiecie, czym jest prawdziwa potęga! — zadrwił syn Kazekage.
— Zamknij się! — wrzasnął słabeusz.
I znów czerwonowłosy chwycił się za głowę.
Obraz determinacji w oczach różowowłosej, obrona dziewczynki przez Yashamaru i znów spojrzenie kunoichi, która chciała stawić mu czoła, broniąc członka swej drużyny.
Wściekły machnął ogonem, by odeprzeć atak blondyna i choć nie chciał, zatracił się w dalszej części wspomnienia, które tak mocno wpłynęło na jego życie.


"Ogromna rozpacz chłopca znalazła swe ujście w łzach. Zaczął szlochać, bo skrzywdził jedyną osobę, której ufał, a która go zaatakowała.
— Dlaczego? —  spytał. —  Dlaczego, powiedz mi? Dlaczego ty? Dlaczego? —  nic z tego nie rozumiał, przecież Yashamaru mówił, iż jest dla niego kimś bardzo ważnym, więc czemu go zaatakował. — Dlaczego? Ty zawsze... zawsze mnie... Dlaczego, Yashamaru?
— Rozkaz —  odparł słabym głosem blondyn. —  Mam zadanie cię zabić, a powierzył mi je twój ojciec, Mistrz Kazekage.
Z oczu Gaary popłynęły kolejne łzy, nie mógł uwierzyć w to, co usłyszał.
— Mój ojciec...? Dlaczego mój tata chce mnie...? — pytał. To nie dzieje się naprawdę próbował przekonać sam siebie w myślach.
— Twoje narodziny wraz z demonem piasku Shukaku były eksperymentem — mówił mężczyzna. — Nie jesteś jednak w stanie opanować ducha Shukaku, który w tobie mieszka, co może stanowić potencjalne zagrożenie dla wioski.
— Więc... nie było wyboru z powodu rozkazu mojego ojca... — powiedział Gaara.
— Nie, to nie prawda — odparł jego wuj. — Wprawdzie Mistrz Kazekage wydał mi rozkaz, ale istniała możliwość odmowy — te słowa zabiły ostatnią iskierkę nadziei w chłopcu. — Paniczu Gaara, w głębi serca nienawidzę cię — każde kolejne zdanie pogłębiało rozpacz czerwonowłosego. — Urodziłeś się, kradnąc życie mojej ukochanej siostry. Nigdy ci tego nie wybaczę. Owszem, próbowałem pokochać ciebie, jako pamiątkę po Karurze, ale nie potrafiłem. Nie chciała żebyś się urodził. Stała się ofiarą, a zarazem przekleństwem dla wioski. Od tego czasu mam w sercu ranę, która nigdy się nie zagoi. Imię, które nosisz, nadała ci twoja matka. Gaara, to imię oznacza demona, który kocha tylko siebie, więc kochaj wyłącznie  siebie i walcz tylko dla siebie. Tylko wtedy będziesz miał szansę, aby przetrwać. Taka była jej wola. Nazwała cię tak nie dlatego, że się o ciebie martwiła, czy też, że cię kochała. Chciała, żebyś żył i nosił to imię, by wspomnienie o niej trwało w tej wiosce i przypominało ją. Aby świat dowiedział się, że nigdy nie byłeś kochany — Yashamaru rozpiął kamizelkę, co uaktywniło, kryjące się pod nią ładunki wybuchowe. — To już koniec. Proszę, zgiń! — to były ostatnie słowa Yashamaru, po których nastąpiła eksplozja. Jednak piasek ponownie ochronił Gaarę.
Syn Kazekage siedział z podkulonymi nogami i płakał. Wszystko, co do tej pory mówił jego wuj było kłamstwem, teraz to już wiedział. Matka nigdy go nie kochała. Piasek, który go chronił, nie był dowodem jej miłości. Nigdy też nie był kimś ważnym dla Yashamaru. Wszyscy pragnęli jego śmierci, zwłaszcza jego ojciec.
Siłą woli i piaskiem wytatuował sobie na czole symbol miłości, której nigdy nie zaznał.
Zrozumiał, że jest sam. Że zawsze był sam. Już nigdy nikomu nie uwierzy i nikogo nie pokocha."


Śmierć wuja zapoczątkowała w Gaarze nienawiść do świata.
"Kochaj siebie i walcz tylko dla siebie." To zdanie stało się jego mottem życiowym, a ponieważ to jedyny sposób, aby przetrwać, postanowił zabić każdego, kto wejdzie mu w drogę. Wtedy potwierdzi sens swojego istnienia.

28 lipca 2011

20. "Ty jesteś moją zdobyczą."


Trójka Geninów z Wioski Piasku oddalała się od Konohy w dość szybkim tempie.
Gaara nie mógł uwierzyć, że Uchiha zdołał go zranić. Nikomu do tej pory nie udało się tego zrobić, nawet Serenity.
Chciał zemsty.
Zdawał sobie jednak sprawę z tego, że musi odzyskać siły.
Nadal miał gdzieś misję, choć wiedział, że zawiedzie, znienawidzonego przez siebie, ojca. W tym momencie mało go to obchodziło.
W trakcie ucieczki niemal stracił przytomność. Nie interesowało go, o czym rozmawia jego rodzeństwo.
Dopiero kiedy Temari wypowiedziała imię i nazwisko osoby, którą chciał zabić, zrozumiał, że przez ten cały czas byli ścigani, choć dziwiło go, że tylko pieprzony Uchiha za nimi podążał.
Rodzeństwo Gaary, na przemian, próbowało walczyć z Sasuke, jednak bezskutecznie.
Tym razem Kankuro pozostał w tyle, by udaremnić Geninowi dalszy pościg, a blondynka, podtrzymując młodszego brata, kontynuowała ucieczkę.
W pewnym momencie czerwonowłosy kazał jej się zatrzymać.
— Lepiej się już czujesz? — spytała i przystanęli na jednej z gałęzi. Chłopak skrzywił się z bólu i chwycił za głowę. Jego siostra nie mogła patrzeć, jak cierpi, więc wyjęła pojemniczek z maścią, by choć trochę uleczyć ranę.
Była tak zamyślona, że nie zauważyła, iż coś przykuło uwagę Gaary.
— Temari, odejdź stąd — szepnął, podnosząc się. Zdziwiona uczyniła to samo. — Pospiesz się i spadaj! Przeszkadzasz! — wycedził przez zaciśnięte zęby i zanim cokolwiek zdążyła zrobić odepchnął ją z taką siłą, że uderzyła plecami o pobliskie drzewo.
Czerwonowłosy natomiast patrzył na Genina z wioski Liścia.
— Nie mam pojęcia, co i dlaczego zamierzacie zrobić, ale… powstrzymam was! — rzekł Sasuke. — A także… — kontynuował. — odkryję, kim naprawdę jesteś!
Spróbuj szczęścia… chociaż… ułatwię ci to i pokaże ci moje prawdziwe oblicze.. pomyślał Gaara.
— Przestań! — zawołała przerażona Temari. — Zapomniałeś o misji?!
Lecz Jinjuuriki nie zamierzał jej słuchać.
— Jesteśmy do siebie podobni, Uchiha — warknął. — Jednak w przeciwieństwie do ciebie, ja zamierzam cię zabić. Wtedy potwierdzę sens swojego istnienia, a twa śmierć ukoi mój ból, przyniesie spokój i poczuję, że żyję! — mówił dalej. — Ty... Jesteś... Moją... Zdobyczą...
Z każdym, wypowiedzianym przez Gaarę słowem, jego piaskowa tarcza rozpadała się, co świadczyło o procesie przemiany.
W oczach Sasuke pojawił się strach. Nie miał pojęcia, z czym, tak naprawdę, będzie musiał się zmierzyć.
Czerwonowłosy ruszył do ataku, choć nie przybrał jeszcze ostatecznej formy. Jego szybkość i siła były zdumiewające.
Geninowi z Konohy ledwie udało się umknąć przed ciosem, który zapewne by go zmiażdżył.
— I co, boisz się mnie, Uchiha Sasuke?! Nie wierzysz, że istnieję?! — wołał Gaara. — Wyłaź! Jesteś moją zdobyczą! — w jego głosie słychać było ogromne podekscytowanie, a z oczu biła największa żądza mordu, jaką kiedykolwiek odczuwał.
Sasuke musiał działać szybko. Postanowił atakować z dystansu, ale żadna próba nie dawała rezultatu, jedynie go osłabiała.
Tymczasem Gaara, czekając na prawdziwą walkę poczuł ból, a w jego głowie pojawiły się strzępki wspomnień.


"Jako dziecko siedział na huśtawce... Słyszał śmiechy innych dzieci, które bawiły się w najlepsze... On jednak był sam, osamotniony... Nagle śmiechy ucichły, a on widział, jak piłka, w którą grały dzieci, wpada na dach jednego z budynków... Żadne z nich nie umiało jej stamtąd zdjąć... Gaara przy pomocy swoich umiejętności ściągnął piłkę i chciał oddać ją rówieśnikom, jednocześnie miał nadzieję, że pozwolą mu się z nim pobawić... Jednak dzieci zaczęły uciekać przed nim ze strachu... Czerwonowłosy nie chciał znów być sam, za pomocą piasku próbował zatrzymać kilkoro, ale gdy miał "ukarać" jakąś dziewczynkę, przeszkodził mu w tym Yashamaru..."


To wspomnienie tylko spotęgowało jego żądzę krwi.
— Nie uciekniesz mi! Nie masz szans mi uciec... — wołał, do ukrywającego się Genina z Wioski Liścia, a że ten nie reagował na zaczepki, Gaara zaczął niszczyć wszystko wokół siebie w poszukiwaniu swej ofiary, śmiejąc się przy tym, jak opętany. Po chwili przestał, ale wciąż prowokował Sasuke słowami.
Nie musiał długo czekać. Zza pobliskiego drzewa usłyszał jakby świergot ptaków, któremu towarzyszyło miganie jasnego światła, o ile można to tak nazwać.
Obaj ruszyli do ataku niemal w tym samym momencie. Gaara zrobił zamach zniekształconą ręką, a Sasuke, trzymając w dłoni naelektryzowaną czakrę, uderzył nią w ramię napastnika.
Czerwonowłosy zawył z bólu, ale po chwili zaczął się śmiać.
— Wreszcie zrozumiałem, dlaczego tak pragnąłem tej walki... — powiedział, trzymając się za ranne ramię. — Ten ból... Pokonanie gościa, któremu udało się mnie zranić i odebranie mu wszystkiego, co posiada, da mi wreszcie wspaniałe poczucie spełnienia, jakiego zawsze pragnąłem! — uwolnił więcej czakry demona i poszerzył swoją przemianę o ogon, po czym ponownie ruszył do ataku. Był jeszcze szybszy niż dotychczas.
Sasuke spróbował użyć kuli ognia by się bronić, ale na piasek to nie zadziałało. Cios Gaary go dosięgnął. Siła była tak duża, że odrzuciło Genina kilkanaście metrów dalej. Uderzył plecami o drzewo, po drodze łamiąc dość grube gałęzie.
— Co jest?! Czy tylko tyle jest wart taki wojownik, jak ty?! — zadrwił czerwonowłosy. — Jesteś za słaby! Zbyt miękki, bo za mała jest twoja nienawiść! Siła nienawiści daje siłę do niszczenia! Siła niszczenia daje siłę do dopełnienia zemsty! Twoja nienawiść jest mniejsza niż moja!
— Zamknij się — powiedział cicho Uchiha.
— I wiesz, co to oznacza?! — ciągnął dalej Genin z Suny.
— Stul pysk! — warknął czarnowłosy.
— Oznacza to, że jesteś słabszy ode mnie!
Na te słowa Sasuke wstał, tak jakby chciał udowodnić, że tamten się myli. W jego dłoni po raz trzeci tego dnia pojawiła się skumulowana czakra błyskawicy. Teraz to on pierwszy zaatakował. Syn Kazekage nie zamierzał stać bezczynnie w miejscu, więc wyszedł na spotkanie przeciwnikowi.
Genin z wioski Liścia tym razem zniszczył zmienione ramię czerwonowłosego, ale zaraz po tym padł z wyczerpania i nie mógł się ruszyć. Natomiast Gaarze przemianie uległa druga ręka.
Jinchuriki ponownie skierował atak na swoją ofiarę. Jednak nie dane mu było zakończyć tej walki poprzez zabicie przeciwnika, gdyż niespodziewanie otrzymał solidnego kopniaka w twarz. Odrzuciło go, ale zdołał utrzymać równowagę.
Kiedy zobaczył, kto zafundował mu tak "urocze" powitanie, zalała go fala nieopisanego gniewu.
Tą osobą, która stała teraz między czerwonowłosym, a jego ofiarą, był nie kto inny, jak Naruto Uzumaki, upierdliwy blondasek. Na dodatek, wraz z nim przybyła, pożal się boże, różowowłosa kunoichi i jakiś kundel.

29. Misja i wiadomość.

Gaara wraz z rodzeństwem przemierzali ulice Konohy, prowadzeni przez Shikamaru Narę, który mimo niedokończonego egzaminu na Chunina, zos...